Tygodnik „Idziemy” zamieszcza w najnowszym wydaniu rozmowę z publicystą tygodnika „wSieci” Bronisławem Wildsteinem, poświęconą „szafie Kiszczaka” i ujawnionym materiałom.

Wildstein odpowiada m. in. na pytanie, czy udowodnienie Wałęsie agenturalnej przeszłości zachwieje fundamentami III RP. Zdaniem pisarza i publicysty, te fundamenty chwieją się już od jakiegoś czasu:

Zatrzęsły nimi porządnie ubiegłoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne. To, że ujawniono teczki Wałęsy, a nie ukryto - jak w wielu poprzednich wypadkach - sprawy pod korcem, jest zasługą nowego układu politycznego. To jest czynnik wpływający na zasadniczą zmianę, także świadomości społeczeństwa. Pokazuje, jak bardzo zakłamywana była nasza rzeczywistość. Myślę, że potrzeba jeszcze tylko trochę czasu i w pewnym momencie to wszystko złoży się na masę krytyczną.

Wildstein podkreśla, że pewne przesilenie już nastąpiło:

Nie znaczy to, że są to procesy nieodwracalne, ale niektórych powrotów nie ma. Nikt już PRL-u nie wybiera. Tak samo stopniowo kończą się inne rzeczy, będące patologią III RP. I coraz trudniej będzie bronić tej najostrzejszej formułowanej przez Michnika - oczywiście nie w sposób dosłowny - tezy, że dla Polaków prawda i wiedza o przeszłości jest niestrawna.

Publicysta zaznacza, że dokumenty takiego typu jak te znalezione w domu Kiszczaków bez wątpienia znajdują się w Moskwie. Dlatego ukrywanie przed Polakami tego typu wiedzy - do czego wziąć wzywały dominujące ośrodki z „Gazetą Wyborczą” i Adamem Michnikiem na czele - trzeba nazwać de facto wspólnictwem z takimi ludźmi jak Kiszczak.

Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika „Idziemy”. Polecamy!

Skaj