72 lata temu Armia Krajowa przeprowadziła jedną z najbardziej brawurowych akcji zbrojnych w Warszawie. 1 lutego w 1944 roku w centrum okupowanej stolicy zlikwidowano Franza Kutscherę, dowódcę SS i policji na dystrykt warszawski. W intencji żołnierzy AK biorących udział w „Akcji Kutschera”, ordynariusz wojskowy bp Józef Guzdek sprawował Mszę św. w stołecznej katedrze polowej.
W homilii biskup polowy wskazał na dramat obojętności wobec zła.
Zło samo się nie zatrzyma, „potrzeba człowieka”, trzeba przyjść z pomocą. Nie można odkładać, ani przesuwać dobra w czasie
— mówił bp Guzdek. Nawiązując do słów Ewangelii o wyrzuceniu Jezusa z synagogi w Nazarecie, ordynariusz wojskowy zachęcił do modlitwy nie tylko w intencji żołnierzy AK, ale wszystkich, którzy „odkładają nawrócenie na jutro”.
Módlmy się, by nie powtórzyć dramatu Nazaretu - dramatu „wyrzucenia Jezusa”. Dramatu niezgody, by chory spoza wspólnoty otrzymał pomoc. I by nie rodzili się w konsekwencji nowi oprawcy i ludobójcy
— zachęcał.
Wartę honorową przy ołtarzu katedralnym w rocznicę „Akcji Kutschera” zaciągnęli komandosi z Jednostki Wojskowej Komandosów z Lublińca, spadkobiercy tradycji m.in. Batalionów AK „Parasol” i „Zośka”. Obecne były także poczty sztandarowe szkół noszących imiona oddziałów Armii Krajowej, a także organizacji i stowarzyszeń kombatanckich.
Generał Franz Kutschera przybył do Warszawy w listopadzie 1943. Pod jego rządami, w cotygodniowych egzekucjach ginęło około 300 osób. Codziennie były rozwieszane w miejscach publicznych obwieszczenia o kolejnych Polakach, którzy będą rozstrzelani w razie zamachu na jakiegokolwiek żołnierza niemieckiego. Wyrok śmierci na SS-mana wydało Kierownictwo Walki Podziemnej, które początkowo miało problem z identyfikacją Kutschery, podpisującego rozporządzenia jako Dowódca SS i Policji na Dystrykt Warszawski, bez podania nazwiska.
Wyrok na „kacie Warszawy”, jak nazywany był Kutschera, wykonali 1 lutego 1944 roku żołnierze harcerskiego oddziału „Agat”.
Udającego się do pracy dowódcę SS zaskoczono nieopodal pałacyku w Al. Ujazdowskich, gdzie znajdowała się komenda SS. Jego samochód został zablokowany a następnie ostrzelany przez żołnierzy AK. Kutschera zginął na miejscu. Oprócz Dowódcy SS i kilku innych Niemców, w akcji poległo czterech Polaków (dwóch w wyniku odniesionych ran i dwóch po dramatycznej ucieczce, i skoku z mostu Kierbedzia do Wisły), a dwóch zostało rannych. Po tym zamachu Niemcy zakończyli masowe mordy w Warszawie, które za wcześniej powtarzały się z niezwykłą częstotliwością. W następstwie zamachu kolejni hitlerowscy dowódcy bali się, że spotka ich podobny los, dlatego wyraźnie zmniejszyły się represje, aż do momentu wybuchu Powstania Warszawskiego.
ansa/KAI
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/280162-bp-guzdek-zlo-samo-sie-nie-zatrzyma-potrzeba-czlowieka-trzeba-przyjsc-z-pomoca-w-warszawie-odprawiono-msze-sw-w-intencji-uczestnikow-akcji-kutschera
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.