Na zachodniej Ukrainie prawie każda miejscowość ma polski cmentarz. Niektóre z nich są zdewastowane, rozkradzione i zarośnięte tak bardzo, że trudno domyślić się, że to jest nekropolia. Po raz ósmy na Wołyń i Tarnopolszczyznę wyruszyli wolontariusze z lubelskiej Fundacji Niepodległości. Obóz nazywa się „Wołyń 2015. Recordatio”.

W tym roku udało się wcielić w życie ideę, której nie udało się zrealizować rok temu. Wolontariusze, funkcjonariusze Straży Granicznej, pracownicy IPN, organizatorzy Motocyklowego Rajdu Wołyńskiego a także osoby związane ze Stowarzyszeniem „Odra - Niemen” pracują w czterech obozach stałych: w Ostrówkach, w dwóch miejscach w Turzysku oraz w Przewałach. Kilkadziesiąt osób liczy grupa wędrowna, która codziennie pracuje na innym cmentarzu.

Każdy dzień grupy wędrownej rozpoczyna się Mszą Św., którą odprawia ks. Kamil Zaborek z parafii na lubelskim osiedlu Bronowice, skąd pochodzi spora część młodszych wolontariuszy.

Porządkujemy te miejsca, zostawiamy po sobie ślad. Jest jakaś nadzieja, że po naszej wizycie już nikt nie odważy się na takim cmentarzu urządzić np. miejsca libacji, bo i tak się zdarzało

— mówi Jacek Bury „Kamandir”, szef obozu. Chodziło m. in. o cmentarz w Wiśniowcu, od którego grupa wędrowna w tym roku rozpoczęła akcję. W ubiegłym roku wolontariusze znaleźli tutaj ławeczkę i stolik przymococwane bezpośrednio do zrujnowanych polskich mogił. Wokół porozrzucane były puszki i butelki po alkoholu. W tym roku, nieco głębiej w zaroślach odkryto… szałas, w którym najprawdopodobniej ktoś mieszkał.

ZOBACZ ZDJĘCIA:

Polskie cmentarze na Kresach II RP wymagają natychmiastowej pomocy. Usuwanie drzew i zarośli to ciężka fizyczna praca. Najmłodszy uczestnik obozu ma 10 lat, najstarszy 80. W grupie pracują również Ukraińcy.

Fundacja Niepodległości organizuje również akcję sprzątania ukraińskich mogił na terenie Polski.