Borusewicz kontra Wenderlich. Spory polityków wstrzymują budowę pomnika Ignacego Daszyńskiego

fot. wPolityce.pl
fot. wPolityce.pl

Trakt Królewski w Warszawie usiany jest pomnikami wybitnych Polaków. Zdaniem polityków lewicy, Warszawie wciąż brakuje pomnika Ignacego Daszyńskiego. Zdążyli się nawet o to pokłócić.

Jerzy Wenderlich z jednej strony, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz z drugiej. Tak wygląda oś podziału w walce o budowę pomnika przedwojennego działacza PPS i jednego z twórców polskiej niepodległości - Ignacego Daszyńskiego.

Już w 2012 roku Jerzy Wenderlich z SLD powołał komitet, który miał doprowadzić do odpowiedniego upamiętnienia Daszyńskiego. Do walki o pomnik Daszyńskiego dołączył też Bogdan Borusewicz, któremu w 2013 roku polecił to Bronisław Komorowski.

Zwrócił się do mnie w tej sprawie prezydent Komorowski, gdy podczas marszu w Święto Niepodległości w 2013 roku przechodziliśmy obok dawnej redakcji „Robotnika”. Poza tym komitet SLD nic nie robił

— powiedział Borusewicz „Rzeczpospolitej”.

Komitet Borusewicza zdążył nawet uzgodnić z Radosławem Sikorskim (ówczesnym marszałkiem Sejmu), że obydwie izby parlamentu zapłacą po 50 tys. złotych za budowę pomnika. W reakcji na to Wenderlich - po dwóch latach od rozpoczęcia działalności jego komitetu - przeforsował w Radzie Miasta uchwałę o budowie swojego pomnika Daszyńskiego. Pierwszy miał stanąć u zbiegu Al. Ujazdowskich i ul. Matejki, drugi przy pl. Na Rozdrożu.

Jak się okazało działania Wenderlicha zaskoczyły Borusewicza do tego stopnia, że po rozmowie z Wenderlichem zrezygnował z budowy swojego pomnika.

To jednak nie koniec problemów. Choć Borusewicz zapewnił pieniądze na budowę swojego pomnika Daszyńskiego, to Wenderlich i jego komitet tych pieniędzy jeszcze nie mają. A ma być to pomnik droższy niż ten zaplanowany przez komitet Borusewicza.

Dlatego też:

Zapraszamy pana marszałka Borusewicza do współdziałania

— zapowiedział Tomasz Kalita, członek komitetu Wenderlicha.

mly/rp.pl

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...