W nocy 21.06.2015 minie pierwsza rocznica śmierci prof. Anny Pawełczyńskiej. Dziś możemy już postawić pytanie – dlaczego jest dla nas wciąż tak ważną postacią?

Dlatego, że zawsze wiedziała gdzie jest prawda i gdzie kryje się fałsz; dlatego że jej szeroka wiedza miała pokrycie nie tylko w książkach, lecz przede wszystkim w ciężkich doświadczeniach wojennych i w powojennej refleksji; dlatego, że pomimo swojej wybitnej inteligencji i naturalnej wielkości była jednym z nas; dlatego, że kochała ludzi.

Była człowiekiem renesansu, interesowała się wszystkim, ale priorytet miały sprawy polskie. Zresztą, życie wypisało Jej taką księgę, że nie mogło być inaczej: wychowana została w niepodległej Polsce, przeżyła II wojnę, podziemie, Pawiak, Oświęcim, a potem doświadczała tego wszystkiego, co niosły z sobą PRL i III RP, a osobiste talenty nie pozwoliły zapomnieć żadnych zjawisk społecznych. Była socjologiem polskiej kultury i zawsze dążyła do poznania prawdy lub istoty zjawiska. Jej perspektywa oglądu sięgała okresu zaborów i nigdy nie zamknęła się na 1945 r. Była wcieleniem II RP, nigdy nie zapominała o polskiej racji stanu, zawsze śpieszyła z pomocą drugiemu człowiekowi, zawsze starała się utrzymać wysoki poziom inteligenta i naukowca. Marksizm był Jej obcy. Dziś powinna być więc naturalnym autorytetem niemal dla każdego. Niestety, nie została jeszcze w pełni doceniona.

*

Ktoś może postawić zarzut, że piszę jakąś hagiografię lub laudację. Nie, to nie jest prawdą. Owszem, tego typu podejrzliwość może mieć naukowe źródło, ale zazwyczaj posiada niskie loty - dlatego, że przez ostatnich 70 lat komuna i III RP wypromowała taki model małości interpretacyjnej, że tylko dwie osoby zdołały się przez niego przebić: kard. Stefan Wyszyński i Jan Paweł II. I co więcej, ten model ma oparcie w selekcji negatywnej, która wciąż jest żywa i zbiera swoje owoce. I tu może mały przykład. Podczas lubelskiej nocy kultury doszło do zbezczeszczenia symbolu narodowego, jakim jest pomnik Józefa Piłsudskiego na Placu Litewskim (centralne miejsce w Lublinie). Jakiś kolejny domorosły animator, chcący zaistnieć w prostacki sposób, rzucił na Kasztankę i Marszałka szkielety świetlny, które w swoim wyrazie ośmieszały pomnik, a więc symbol odzyskania niepodległości w 1918 r. W odpowiedzi na protest, przedstawiciel władz miejskich, w sposób pokrętny i pobłażliwy tłumaczył animatora. No cóż, nawet przedstawienie performence musi mieć coś do powiedzenia.

Odejdźmy na chwilę od istoty, ale tylko po to, aby wejść w obszar myślenia Pani Profesor. Był on naprawdę szeroki. Bez trudu powiązałby dwa prowincjonalne zachowania: lubelskie i paryskie. Pierwsze dotyczące pomnika Piłsudskiego, a drugie, wcześniejsze, dotyczące obrazy Mahometa. Obydwa fakty mają bardzo różną skalę oddziaływania, nie mniej mieszczą się w podobnym sposobie myślenia. Ani do animatora, ani do przedstawiciela władz lubelskich, tak samo, zresztą, jak do redakcji „Charlie Hebdo” nie dotarła jeszcze podstawowa informacja, że obrażanie symboli narodowych i religijnych musi zostać ukarane. Redakcja francuskiego pisma, w odpowiedzi na zamach, zmieniła swoją nazwę na „Charia Hebdo” („charia – szariat). I tu należy jej pogratulować bohaterstwa i przenikliwości, ale rzecz w tym, że do dziś nie powiązała ona swojej postawy z fala uchodźców muzułmańskich z Afryki. Naród, który do dziś chce mienić się przewodnikiem europejskiej kultury, sam ostrzy gilotynę na swoje gardła. Lubelskie podwórko jest inne, ale nie unikniemy pytania: co można zrobić z takim sposobem myślenia, który skłania do bezczeszczenia symboliki i z takimi ludźmi, który na plecach profanacji chcą osiągnąć jakiś chwilowy rozgłos? No cóż… wobec brak wrażliwości kulturowej, braku wiedzy i refleksji, można tylko zastosować, odpowiedni paragraf. Póki jeszcze czas. Kto nie szanuje własnej kultury i własnych symboli kulturowych, nie jest godny szacunku innych. A przedstawiciel lubelskiej władzy niech przeczyta sentencje, które zamieszczono na tylnej ścianie pomnika, bo samo życie prostuje wszystko.

Wczoraj Bunsch i Fiedler, dziś Pawełczyńska

Przedwojenne wychowanie Pani Profesor i przejścia w okresie II wojny skłaniały ją do patrzenia na świat w sposób bardzo zdecydowany. Nie było tam miejsca na naiwność, pobożne życzenia, czy leniwą kreację. Jej pierwsza głośna książka „Wartości a przemoc” była socjologicznym opisem przeżyć obozowych w Oświęcimiu. Literatura obozowa ma zazwyczaj charakter opisowy, ale dopiero dzieło Pawełczyńskiej sprawia, że zbrodnia ta osiąga swój właściwy wymiar i w pełni dochodzi do świadomości społecznej. Kto nie odwiedził Muzeum w Oświęcimiu i nie przeczytał książki Pawełczyńskiej, nie zdaje sobie sprawy z tego, co tam się działo i ze skutków, które mają przełożenie na dzień dzisiejszy. Druga książka: „Głowy hydry”, choć opisuje zupełnie inną rzeczywistość, jest kontynuacją poprzedniej. Skutki hitleryzmu i komunizmu odradzają się jak głowy hydry. Pokazuje nam, że swoją uwagę kierujemy na odradzające się głowy, ale jednocześnie zapominamy iż uśmiercenie hydry wymaga innych działań. „Głowy hydry” wyprzedzały czas, były więc mniej zrozumiałe i mniej czytane. Potem przyszła kolej na kolejne niezwykłe książki: „O istocie narodowej tożsamości” i „Ścieżkami nadziei”, które podlegały tym samym mechanizmom i tej samej drodze myślenia Autorki.

W „O istocie narodowej tożsamości” wiele wyjaśnia podtytuł: „Polacy wobec zagrożeń”. Tu Pawełczyńska jest nauczycielka życia i nauczycielka Narodu. PRL i III RP ocenia według wartości, których nauczyła Ją międzywojenna niepodległa Polska. To książka jest jak podstawowe wykształcenie. Nie sposób jej opisać jednym zdaniem, wszyscy muszą muszą ją przeczytać, aby nie zostać analfabetami. Przytoczę tylko tytuły rozdziałów: „Istota narodowej tożsamości. Braterstwo i wolność”, „Istota totalitaryzmu. Uprzedmiotowienie człowieka”, „Homo Polonius. Polacy wobec totalitaryzmów”. Mimo uczenie brzmiących tytułów, jest to książka dla każdego.

„Ścieżkami nadziei” ma o połowę mniejszą objętość, niż poprzednie, stara się pokazać osobiste zagrożenia Polaków, wychodzi bowiem z założenia, że dobro wspólne, po Bogu, jest najwyższą wartością. Podpowiada ścieżki nadziei, ale zacząć trzeba od siebie. Tu tytuły rozdziałów mówią same za siebie: „Wobec siebie i innych”, „Pułapki osobowości”, „Pułapki społeczne”, „Wobec społeczeństwa”.

Wszystkie cztery wymienione tytuły książek należą do niepodzielnej całości. Ten logiczny ciąg tytułów jest materializacją troski o przyszłość państwa, polskiej kultury narodowej i samych Polaków. Prowadzi nas do konkluzji, że Polacy podczas II wojny, poprzez swoje współdziałanie, ograniczyli ilość ofiar, tak samo jak i dziś bez społecznej solidarności niczego nie będziemy w stanie dokonać.

Pozostałe książki

„Koniec kresowego świata” i „Koni żal” mają charakter biograficzny, nie mniej jednak są przypisami do książek poprzednio omówionych. Można je czytać w pierwszej kolejności, ale też można odwrotnie. „Dary losu” są ostatnią ale, ze względu na problemy z oczami, już niesamodzielną pozycją. W „Darach losu” jest „cała” Pawełczyńska… Człowiek o tak szerokim spektrum doświadczeń i wiedzy, swoją książkę kończy słowami: „Jakże chętnie weszłabym jeszcze na drzewo! A może właśnie mi się uda wejść na drzewo i zagwizdać odę do starości!”. Do najwybitniejszej, i raczej trudnej w odbiorze książki, należy „Czas człowieka”. To życiowe, ale niestety mało znane, dzieło Pani Profesor. Tu na warsztat został wzięty czas. Rozdziały: „Czas a poznanie”, „Czas a kultura”, „Czas a kondycja ludzka”. Może jakiś wydawca zainteresuje się jej wydaniem.

Ale nie jest to jeszcze koniec! Miesiąc temu ukazał się wywiad-rzeka z Panią Profesor mojego autorstwa. Warunki były dwa: „możemy rozszerzać, to czego nie zdołałam dopowiedzieć, ale myśl przewodnia musi być nowa”. I tak się stało. Wprowadzone nowości to: podkreślenie roli przedwojennego społeczeństwa polskiego i inteligencji, synteza etosów kresowego z wielkopolskim i częściowo śląskim na ziemiach zachodnich, rola szlachty w polskiej kulturze (to zagadnienie niemal gruntownie trzeba odkłamać) itd. W sumie zostało poruszonych 10 ścieżek tematycznych. Niestety, książka nie została dokończona ze względu na śmierć Pani Profesor. To, co jednak zdążyła powiedzieć, dla obecnych czasów jest niezwykle ważne.

Zakończenie

Skupiłem się na książkach dlatego, że właśnie one pokazują wartość człowieka, adekwatność jego myśli i przekazu do czasów obecnych. Pawełczyńska buduje nową Polskę – tę na którą czekamy. Kiedyś czytaliśmy Mickiewicza, Słowackiego, Kraszewskiego, Sienkiewicza, potem Bunscha, Gąsiorowskiego, Fiedlera, Jasienicę – często ku pokrzepieniu serc. Teraz, nie pomijając nikogo, powinniśmy zacząć czytać Pawełczyńską, bo to najnowszy polski znak jakości - synteza przeszłości z przyszłością.

Czasy się zmieniły, już serc nie musimy krzepić, ale wciąż musimy napełniać je racjonalną treścią i racjonalnym uczuciem. Odłóżmy na chwile komputery, bo tam nie uchwycimy całości, a zacznijmy czytać książki Pawełczyńskiej – po kolei. Tam każdy znajdzie coś dla siebie. Po skończeniu, wróćmy do internetu, a każdy z nas zobaczy, ile mądrości dodała mu ta lektura. Nie pozwólmy umrzeć komuś, kto opisał świat od nowa i bardzo chciał nam pomóc. Pawełczyńska polską myśl kulturową posunęła znacznie do przodu. Skorzystajmy z tego.

Uwaga: dnia 21.06.2015 odbędzie się Msza św. z okazji pierwszej rocznicy śmierci prof. Anny Pawełczyńskiej. Wszystkich chętnych zapraszamy na godz. 12,00 do kościoła pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Pruszkowie.

PS 1. Anna Pawełczyńska, „Głowy hydry”, powinno jeszcze mieć Wyd. LTW, tel.: 22, 751-25-18, e-mail: wyd@ltw.com.pl

2. Anna Pawełczyńska, “O istocie narodowej tożsamości”; Ryszard Surmacz, “Przeszłość dla przyszłości. Rozmowy o Polsce z prof. Anną Pawełczyńską” Obydwie posiada Wyd. Polihymnia, tel. 81, 746-97-17, e-mail: marketing@polihymnia.pl;

Książki autorstwa Anny Pawełczyńskiej można kupić w naszej internetowej księgarni wSklepiku.pl!