„Mnie ta Erika Steinbach nie bardzo obchodzi. Gówniara miała dwa lata, jak pojechała z rodzicami do Niemiec. Ma fuchę taką, że musi propagandę siać. O nich trzeba mówić „wyjechani”, a nie „wypędzeni” – twierdzi w rozmowie z „Polska the Times” 82-letni Niemiec, Polak i Warmiak Otto Tuszyński.

Jak twierdzi nie wie już dziś do końca kim jest, Niemcem, Warmiakiem czy Polakiem.

Po tylu latach to ja już nie wiem kim jestem. Nie wiem po prostu

—mówi. Na pewno jednak – zaznacza – nie jest Prusakiem.

Tu są Prusy Wschodnie, Olsztyn, Ziemie pozyskane. Za komuny nazywali je „odzyskane”. Rosjanie Polsce wschód zabrali, a dołożyli północ i zachód. To tak samo, jak przez lata mówiono, że 21 stycznia 1945 r. Olsztyn wyzwolono, że Sowieci wyzwolili

—zaznacza 82-latek. Jego zdaniem bowiem nie było co wyzwalać.

Tu nikt nie był zniewolony. Tu my byliśmy, tu wojny nie było, nie było też kogo wyzwalać ani z kim walczyć

—dodaje Tuszyński i objaśnia, że Hitler „był wtedy moim bohaterem”.

Był bohaterem wszystkich. Ten patriotyzm był wszędzie. […] Wszyscy byliśmy karmieni propagandą. O obozach, o gettach dowiedziałem się po wojnie. A i to nie od razu. Potem jak się dowiedziałem, nie wierzyłem, nie chciałem wierzyć, że to Niemcy, że to ludzie mogli zrobić coś takiego

—przyznaje. I dodaje:

Niektórzy do dziś nie wierzą. Komuniści spieprzyli sprawę i nie dopilnowali, żeby te obozy nazywać niemieckimi, chyba przez to, że NRD było ich sojusznikiem. Jak ja się denerwuje, kiedy słyszę, że naziści wszystko zrobili. Jacy naziści, jacy? W służbach mundurowych Hitlera byli Niemcy. Bo przecież nie Rosjanie, ani Polacy. Do Wehrmachtu siłą nie wcielali. Albo byłeś Reichsdeutschem, albo podpisałeś Volkslistę. I Ślązacy podpisywali. W innych regionach też podpisywali. I to jeszcze na długo przed wojną

—oburza się. Jak twierdzi Hitler nienawidził Polaków dlatego, że tolerowali Żydów i byli katolikami.

Gdyby wygrał wojnę, to i z katolikami by się chciał rozprawić. Proszę pamiętać, ze w SS byli w zasadzie głownie ewangelicy. W SS katolików nie chcieli

—mówi Tuszyński. Jeszcze podczas sowieckiej ofensywy na Prusach Wschodnich wraz z rodziną wrócił do Olsztyna. Po wojnie zostali Polakami. Tuszyński nie rozumie niemieckich wypędzonych.

Mnie ta Erika Steinbach nie bardzo obchodzi. Gówniara miała dwa lata, jak pojechała z rodzicami do Niemiec. Ma fuchę taką, że musi propagandę siać. O nich trzeba mówić „wyjechani”, a nie „wypędzeni”. Jeśli chodzi o Olsztyn nie znam ani jednego przypadku wypędzenia czy wygnania

—twierdzi. I dodaje:

Jest takie powiedzenie: jak świat światem nigdy Niemiec Polakowi nie będzie bratem. Prawda w tym powiedzeniu jest. Nigdy nie będzie. Niemcy są nielubiani i tyle. Nie dziwie się. Narodowego poczucia winy nie mam. Byłem dzieckiem przecież. Ale nie rozumiem, jak ten cały naród dał się tak otumanić jednemu człowiekowi

—poskreśla Tuszyński.

Ryb, Polska The Times