Dziwne jest to, że miasto rozwijające się chce mieć jako symbol pozostałość systemu odwołującego się do rewolucji dążącej do odebrania własności prywatnej

— mówi Bogusław Kleszczyński, historyk rzeszowskiego oddziału IPN w rozmowie z Jaromirem Kwiatkowskim (wPolityce.pl).

Jaromir Kwiatkowski (wPolityce.pl): Jakiś czas temu w Rzeszowie odbyło się, zorganizowane przez Urząd Miasta, spotkanie z prof. Marianem Koniecznym, twórcą Pomnika Czynu Rewolucyjnego. Pan był jego uczestnikiem, i to bardzo aktywnym.

Bogusław Kleszczyński (historyk, IPN): Poszedłem na to spotkanie, gdyż byłem bardzo ciekaw, jaki jest obecny stosunek prof. Mariana Koniecznego do tego pomnika. Jednakże profesor bardzo unikał jasnego pokazania symboliki pomnika, np. określenia, jaki sztandar znajduje się za boginią przedstawioną na monumencie. Zadałem w związku z tym kilka pytań. Po pierwsze, czy profesor mógłby powiedzieć, co to jest za sztandar, bo zdaję sobie sprawę, że w dobie „rozmydlania” przekazu symbolicznego wiele osób mogłoby sądzić, że jest to sztandar biało-czerwony. Tak jednak nie jest – jest to sztandar czerwony, sztandar rewolucji, nie nawiązujący do walk Polaków o niepodległość. Moje drugie pytanie dotyczyło tego, na jaką okazję zamówiono u profesora projekt tego pomnika (miał on upamiętniać 30. rocznicę powstania PPR, ale nie zdążono i pomnik odsłonięto 2 lata później, w 1974 r. – przyp. JK). Kolejne pytanie: czy wie, kto przecinał wstęgę i przemawiał podczas uroczystości odsłonięcia pomnika.

Co odpowiedział prof. Konieczny?

Że nie znał życiorysów tych osób i nie interesował się tym. Pominął również pytanie dotyczące rocznicy. Cały czas starał się zbyć milczeniem rzeczywistą intencję powstania pomnika. W początkowej części swej wypowiedzi – tłumacząc symbolikę pomnika – nawiązał do kultury śródziemnomorskiej, łącząc ją ze starożytnym Egiptem, co wydaje się karkołomnym posunięciem. Zadałem więc pytanie, czy – jako człowiek znający historię sztuki – mógłby określić, co działo się w kulturze śródziemnomorskiej z pomnikami poprzednich władców. Profesor próbował przedstawić to zagadnienie w ten sposób, jakoby niszczenie pomników wymyślili chrześcijanie i muzułmanie, co stoi w sprzeczności z wiedzą historyczną, bo znane są np. praktyki cesarzy rzymskich, którzy na posągach, które im się szczególnie podobały, kazali skuwać stare napisy i wstawiać swoje imię, a wiele posągów po prostu niszczono w majestacie prawa. Nie inaczej było w krajach starożytnego Bliskiego Wschodu – w tym w Egipcie.

Jak Marian Konieczny próbował przedstawiać symbolikę pomnika?

Nawiązywał jedynie do wystąpień chłopskich, które miały miejsce w Małopolsce przed wojną, mówiąc, że nie było mu trudno przedstawić te wydarzenia w formie symbolicznej, ponieważ sam je pamiętał z dzieciństwa. Do chłopa i robotnika przedstawionych na pomniku dodał jeszcze żołnierza, mającego niby symbolizować walki o niepodległość czy obronę Polski przed okupantem.

Jak zebrani przyjmowali słowa twórcy pomnika?

Duża część zebranych to byli aktywiści b. PZPR, na czele ze środowiskiem skupionym wokół pełniącego do 1968 r. funkcję kierownika Wydziału Propagandy KW PZPR Zdzisława Daraża. Jest to środowisko związane z Towarzystwem Przyjaciół Rzeszowa i pismem „Echo Rzeszowa”. Zadane przeze mnie pytania bardzo się im nie podobały. A kiedy odczytałem nazwiska osób odsłaniających pomnik i zapytałem profesora, czy wie, co to byli za ludzie, z sali odezwał się gromki głos, że to byli wielcy ludzie.

Jaka jest rzeczywista wymowa pomnika, o której nie chciał mówić prof. Konieczny?

Były rozmaite koncepcje zmiany porządku polityczno-społecznego w Polsce, tworzone zarówno przez środowiska socjalistyczne, jak również ludowe czy nawet narodowo-demokratyczne, ale ostatecznie Polacy w Polsce rewolucji nie przeprowadzili. Rewolucja przyszła wraz z Armią Czerwoną w 1944 r. Pod każdym względem: politycznym, społecznym, kulturowym i przede wszystkim ekonomicznym, czego bardzo bolesne skutki odczuwamy do dziś. Ta rewolucja znalazła swój finał w katowniach UB. Rewolucja dokonywała się w latach 1944-47, do sfałszowania wyborów i przejęcia władzy przez komunistów, ale przecież tragiczną i krwawą kontynuację miała jeszcze w następnych latach. Taki jest prawdziwy sens Czynu Rewolucyjnego, który chciał upamiętnić Władysław Kruczek. Wszystkie elementy wcześniejszej działalności „rewolucyjnej” są dodane po to, by to legitymizować.

Po 1989 r. było wiele koncepcji, co z tym pomnikiem zrobić, z pomysłem jego wysadzenia w powietrze włącznie. Tak się nie stało, pomnik nadal stoi. Mało tego, stał się najbardziej rozpoznawalnym symbolem Rzeszowa, co potwierdzają choćby plebiscyty regionalnych mediów i badania socjologiczne. Rzeszowianie mieli do niego zawsze stosunek swoisty: najczęściej nie przyjmowali jego „rewolucyjnej” wymowy, bardziej kojarzył im się z intymną częścią ciała kobiety (w jednej z wersji ta kobieta była… żoną Władysława Kruczka). Często mówi się na ten pomnik po prostu Wielka C…a.

Osobiście jestem zwolennikiem określenia Wielka Rzeszowska… Rzeźba. Musimy oderwać od niej określenie „pomnik”. Pomnik upamiętnia coś czy kogoś wartego upamiętnienia. To, że rzeszowianie mówią, iż ten pomnik z niczym im się nie kojarzy, zwłaszcza z niczym złym, nie wystawia najlepszego świadectwa ich świadomości historycznej.

Nie wystawia też najlepszego świadectwa kolejnym władzom Rzeszowa po 1989 r., choć nie wszystkim w jednakowym stopniu. A dziś powstaje pytanie do obecnych władz Rzeszowa, gdzie prezydent pozostaje członkiem SLD, choć robi wiele, byśmy o tym zapomnieli: wokół jakich wartości chcemy budować tożsamość tego miasta.

Dziwne jest to, że Rzeszów jako miasto rozwijające się biznesowo, chce mieć jako symbol pozostałość systemu odwołującego się do rewolucji, która dążyła do odebrania własności prywatnej. Działka, na której stoi pomnik, też jest symboliczna: najpierw została właścicielowi prywatnemu odebrana przez tę „rewolucję”; po 1989 r. nie tyle ją zwrócono, co umożliwiono dawnemu właścicielowi wykup za 1 proc. wartości, a teraz znów mówi się o odebraniu mu tej działki.

Kuriozalność sytuacji potęguje fakt, że tym właścicielem jest… zakon ojców bernardynów, co bardzo denerwuje siły lewicowe w Rzeszowie.

Tak czy inaczej, konkluzją spotkania z prof. Koniecznym była zapowiedź oczyszczenia i podświetlenia pomnika. Moim zdaniem, jest to najgorsza rzecz, którą władze miejskie mogłyby zrobić w obecnej sytuacji, nawet zakładając, że obecny właściciel zgodzi się na podjęcie takiego działania.

Dlaczego?

Bo de facto przywracamy do publicznego użytku symbol rewolucji. Dajemy w ten sposób prezent środowiskom dawnego aktywu PZPR, UB i SB i podejrzewam, że o to w tym wszystkim chodzi. Środowiska, które chciałyby przywrócić pomnikowi pierwotne funkcje symboliczne, nakręciły wokół niego spiralę rzekomego zagrożenia. Na to historycy nie mogą dać przyzwolenia – musimy stanąć na straży pamięci historycznej i przyzwoitości. Ten pomnik jest pełen sprzeczności. Jeżeli – jak już wspomniałem – według komunistów ma on upamiętniać wystąpienia chłopskie roku 1937, a jednocześnie upamiętnieni przez ten pomnik funkcjonariusze UB stoją za zabójstwem jednego z organizatorów tych wystąpień, to mamy tu do czynienia z perfidną propagandową manipulacją.

Fot. Tadeusz Poźniak
Fot. Tadeusz Poźniak

Pytanie zasadnicze brzmi: co zrobić z pomnikiem?

Gdyby w przeszłości został on zburzony, to nie tylko nie mielibyśmy dziś tego problemu, ale powstałoby miejsce na postawienie bardziej integrującego rzeszowian symbolu, albo na zaprojektowanie w tym miejscu jakiegoś rozwiązania komunikacyjnego, które byłoby z korzyścią dla miasta. Tymczasem stoi tam obiekt architektoniczny będący świadectwem poprzedniej epoki, a także świadectwem prądów w architekturze i sztuce rzeźbiarskiej - pod tym względem ta rzeźba niewątpliwie posiada swoją wartość. Jest o tyle dobrze, że jest ona dobrze znana i obfotografowana. Gdyby jej zabrakło, nie zostałaby wymazana z pamięci.

Jednak to, że ta rzeźba zniknie, można dziś już włożyć między bajki, skoro nie stało się to przez ostatnie 25 lat. Pytanie, co zrobić z istniejącym obiektem?

Trzeba mu nadać nowe znaczenie. Obiekt artystyczny żyje, jeśli jest wpisany w działania ludzkie. Rzeźba, zwana Pomnikiem Czynu Rewolucyjnego, żyje bardziej w przestrzeni wirtualnej niż w rzeczywistości. Dopóki jest to Pomnik Czynu Rewolucyjnego, to byłoby przykro, gdyby ktoś tam składał kwiaty. Być może ktoś chciałby upamiętnić ofiary czynu rewolucyjnego – byłoby to bardziej sensowne i sprawiedliwe. Myślę, że całość – oczywiście, w porozumieniu z właścicielem obiektu - mogłaby być przestrzenią wyrazu dla różnych artystów. Nadanie monumentowi innego znaczenia, zaprzestanie używania określenia Pomnik Czynu Rewolucyjnego, przyjęcie jakiejś neutralnej nazwy lub wręcz przeciwnie – poświęcenie pomnika czemuś innemu, z informacją o historii tego obiektu, wydaje się rzeczą sensowną. Oczywiście, mieszkańcy i władze Rzeszowa mogą podjąć decyzję, żeby ten obiekt wyczyścić, oświetlić i składać pod nim kwiaty np. 22 lipca. To ich święte prawo. Tylko jakie świadectwo wystawi to miastu i jego mieszkańcom?

Rozmawiał Jaromir Kwiatkowski

30 kwietnia 2015 r. o godz. 12 w auli Uniwersytetu Rzeszowskiego odbędzie się sesja popularnonaukowa „Pomnik Walk Rewolucyjnych. Historia, pamięć, świadomość”. W programie m.in. następujące wystąpienia:

  • dr hab. Kazimierz S. Ożóg (Uniwersytet Opolski, Instytut Sztuki), *Czy może istnieć wartościowy i piękny pomnik komunistyczny?*

  • dr Maciej Korkuć (IPN Kraków), Pamięć, propaganda, totalitaryzm. Pomniki komunizmu w polskiej przestrzeni publicznej*

  • dr Krzysztof Malicki (Uniwersytet Rzeszowski), *Pomnik Walk Rewolucyjnych w świadomości mieszkańców Rzeszowa*

  • Bogusław Kleszczyński (IPN Rzeszów), *Podłoże ideologiczne Pomnika Walk Rewolucyjnych w Rzeszowie*