Obóz „na Przemysłowej”, stworzony w Łodzi przez władze III Rzeszy lager koncentracyjny przeznaczony do więzienia i mordowania polskich dzieci, wyłania się powoli z otchłani zapomnienia i niewiedzy. Ten hitlerowski twór funkcjonował w kwartale ulic Brackiej, Plater, Górniczej i muru cmentarza żydowskiego przez 25 miesięcy II wojny światowej. Heinrich Himmler z rozmysłem kazał go zbudować w granicach łódzkiego getta, by zupełnie odseparować dzieci od świata i udaremnić wszelkie szanse na ucieczkę. Jedynymi dorosłymi, z jakimi dzieci miały kontakt, byli specjalnie dobrani i wyszkoleni w bezduszności, odporni na bezbronność ofiar esesmani.

Nazwa obozu pochodzi od ulicy Przemysłowej, ponieważ nią właśnie dowożono transporty dzieci i na jej skrzyżowaniu z Bracką była wjazdowa brama. Na Przemysłowej 34 do teraz stoi budynek, w którym mieszkał zarząd lagru (Verwaltung) i gdzie ważyły się decyzje o losie dzieci - życiu lub śmierci. Warunki, jakie tam stworzono, były tak tragiczne, że dzieci przywożone „na Przemysłową” w transportach z Oświęcimia, płakały i chciały wracać. Dziennie przebywało tam średnio tysiąc więźniów w wieku od niemowlęctwa do 16 lat. Od świtu do wieczora dzieci pracowały dla Rzeszy w wybudowanych na terenie obozu warsztatach - faszystowska „filozofia” nakazywała optymalne wykorzystanie ofiary zanim się ją zgładzi.

Do obozu zwożono polskie dzieci z całej Polski; w większości były to biedne sieroty i dzieci bohaterów polskiego podziemia. Obóz był karą dla walczących z okupantem rodziców, dotkliwą formą represji wobec wartościowej młodzieży i zwolnieniem sierocińców, których budynki przechodziły w niemieckie ręce.

Wedle różnych źródeł w obozie „na Przemysłowej”, z powodu brutalnych pobić, przepracowania i nieleczenia chorób, zginęło ponad 12 tysięcy polskich dzieci. Po wyzwoleniu miasta (styczeń 1945) znaleziono w nim jeszcze około 900 ciężko chorych, przerażonych małych ludzi, z licznymi ranami i odmrożeniami. Do lat 70. XX wieku dotrwało ich przy życiu nieco ponad 300.

Władze PRL-u, z trudnych do określenia i zrozumienia przyczyn, zatarły ślady obozu i skazały go na nieistnienie. Byli więźniowie nie otrzymali od państwa żadnej pomocy, a i dziś przywracanie pamięci o ich straszliwym losie napotyka na opór.

Pierwszy transport dzieci przybył „na Przemysłową” przed Bożym Narodzeniem, dnia 11 grudnia roku 1942. Właśnie mija 72. rocznica otwarcia tego miejsca na bezsumienne zło, rocznica będąca doskonałą okazją do obdarowania ofiar tej straszliwej historii modlitwą, kwiatami, zniczami… Łodzianie chcą to czynić przez cały dzień, zbierając się i paląc płomienie świec pod poświęconym dzieciom z obozu „na Przemysłowej” pomnikiem Pękniętego Serca.

Ulicą Bracką do końca… Na skraju parku Szarych Szeregów. Pamiętajmy.

Jola Sowińska-Gogacz