Historyczny przekaz jest zaskakująco zgodny z tym, co odkryli archeolodzy na gdańskim Cmentarzu Garnizonowym. Aż trudno uwierzyć, że odnalezienie „Inki” może się okazać tak proste.

— na łamach „wSieci” wstrząsająca opowieść o poszukiwaniach grobu Danuty Siedzikówny, niezłomnej ofiary komunistów.

Wystarczyło zdjąć betonowe płyty cmentarnego chodnika i właściwie mocniej wbić łopatę, żeby natrafić na szczątki kobiety i mężczyzny. Leżały w drewnianych półtrumnach na głębokości zaledwie 49 cm

— pisze  w tygodniku „wSieci” Marcin Wikło. 

Dziennikarz dodaje:

Przez wiele lat to właśnie po tym chodniku musiał przejść każdy, kto chciał się dostać do symbolicznych grobów Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Dwa bliźniacze nagrobki z niezbyt ładnego brązowego lastryka znajdują się zaledwie 12 m dalej w kierunku muru okalającego Cmentarz Garnizonowy przy ul. Giełguda w Gdańsku.

Czy to możliwe, że grób znajduje się tak blisko symbolicznej mogiły? Czy rzeczywiście znaleźliśmy „Inkę” i „Zagończyka”?

— pyta dziennikarz.

Cytowany w tekście prof. Krzysztof Szwagrzyk, historyk Instytutu Pamięci Narodowej kierujący pracami poszukiwawczymi zastrzega:

To by była spekulacja, a na to nie mogę sobie pozwolić w żadnym przypadku.

— profesor rozumie, że presja społeczna i oczekiwanie na potwierdzenie, iż to właśnie „Inka”, są ogromne, ale proponuje, aby trzymać się tego, co wiemy na pewno.

Czy to mogą być oni?  - poruszające poszukiwania grobu Inki – relacja Marcina Wikło na łamach tygodnika „wSieci”, w sprzedaży od 22 września br., także w e-wydania.