Nie zawracałem tą prostą konstatacją głowy zaraz po uroczystościach upamiętniających Powstanie Warszawskie i jego bohaterów, bo świętość chwili była najważniejsza. Dziś już można bez żadnych emocji zwrócić uwagę na jasność słów i myśli żołnierzy Powstania, autorów wierszy, tekstów piosenek wówczas śpiewanych.

Z łatwością da się zauważyć, że nigdy nie wspominano w nich o jakichś tam nazistach, ale zawsze o Niemcach, Hitlerze, wrogu, najeźdźcy… Naziści zastąpili Niemców znacznie później, jeśli dobrze pamiętam, to dopiero na początku dziewięćdziesiątych lat poprzedniego wieku. Idea tego zastępstwa stale narastała i czyni w świadomości, szczególnie ludzi młodych, spore zamieszanie. Dzisiejszej niemieckiej propagandzie z łatwością ulegają wciąż polscy publicyści, którzy już prawie nałogowo powiadamiają nas, że to naziści rozpoczęli II wojnę światową, oni także zbudowali barbarzyńskie obozy koncentracyjne, w których masowo mordowali podbite narody, z największą premedytacją Żydów. Od nazistów do polskich obozów koncentracyjnych już tylko jeden krok. I jest on właśnie dość często wykonywany, już nie tylko przez niemieckie telewizje i gazety, ale także francuskie, włoskie i amerykańskie.

Wszystko jednak zaczęło się od wymazywania słowa Niemcy i wstawianie w to miejsce słowa naziści. Powstańcy Warszawscy walczyli jednak z Niemcami. Kiepsko uzbrojeni, ale wspaniale wyposażeni w idee, miłość do Ojczyzny. Wielu z nich posługiwało się pięknym słowem znacznie lepiej niż visem, o którym zresztą mogło tylko pomarzyć.

Jeśli ktoś w powstańczej literaturze, piosence znajdzie gdzieś nazistę – czekam na wiadomość.