Alexandra Richie: „Niemców ogarnął w Warszawie krwawy szał. Dowódcy podziemia mieli prawo myśleć: musimy walczyć”

Fot. bundesarchiv.de
Fot. bundesarchiv.de

Wymordować dziesiątki tysięcy cywilów, wygnać pozostałych przy życiu, a potem palić i wysadzać w powietrze całe miasto. To był po prostu jakiś krwawy szał nie do przewidzenia, bo nie można przewidzieć takiego wybuchu czystego zła –mówi kanadyjska historyk i publicystka, autorka m.in. książki „Warszawa 1944. Tragiczne powstanie”, Alexandra Richie  w rozmowie z Gazetą Wyborczą.

Według niej Hitler nienawidził Polaków, bo w jego przekonaniu przez stulecia blokowali niemiecki marsz na Wschód.

Bez żadnego wahania wierzył we wszystkie stereotypy i brednie rasistowskiej ideologii: na dnie ludzkiej hierarchii byli Żydzi, Polacy i inni Słowianie tylko nieco wyżej. W obu kwestiach w ówczesnych Niemczech nie był żadnym wyjątkiem

—przekonuje Richie. I podkreśla, że Hitler miał kompleks Warszawy, miasta, które było dla niego symbolem wszystkiego, czego nienawidził w Polsce.

Zawsze w historii miało własne zdanie, scalało Polaków, namawiało do walki o niepodległość i w niej uczestniczyło. Na dodatek było nie do zniszczenia, z prowincjonalnej dziury rosyjskiego imperium wyrosło na europejską stolicę; tę żywotność, po tragediach 1939 i przede wszystkim 1944 r., zwłaszcza dzisiaj widać gołym okiem

-ciągnie historyk dalej. Opór Warszawy podczas okupacji doprowadzał Hitlera do irracjonalnej wręcz wściekłości.

Gdy 1 sierpnia ‘44 poinformowano go o wybuchu powstania, zareagował atakiem furii, pienił się i wygrażał. Krzyczał, że zmiażdży tych Polaków, że przez 700 lat Warszawa stała w poprzek niemieckich planów, więc wreszcie nadeszła szansa, by ją całkowicie zniszczyć. Warszawa nie miała prawa istnieć w jego imperium. Po zwycięstwie III Rzeszy na Wschodzie chciał zburzyć milionowe miasto, w jego miejsce zbudować miasto niemieckie dla 150 tysięcy ludzi z osobnym gettem dla polskich podludzi na praskim brzegu

—twierdzi Richie. Jej zdaniem Hitler był bardzo zadowolony, mogąc rzucić przeciwko Warszawie ludzi typu von dem Bacha, Dirlewangera czy Kamińskiego, gdyż do wypełnienia zemsty z nienawiści najlepiej nadają się krwawe kreatury.

Chyba nie było wśród Niemców ludzi tak bardzo zaprawionych w masowym mordowaniu cywilów. Kto, jeśli nie tacy właśnie, jest lepszy, gdy trzeba całkowicie zniszczyć miasto i wymordować jego mieszkańców? […] Trudno sobie wyobrazić poziom deprawacji i zdemoralizowania, zarówno najwyższych oficerów SS, jak i zwykłych żołnierzy

—tłumaczy historyk. Według niej typowe pytanie o powstanie to: czy to była dobra decyzja? Czy gen. Tadeusz Bór-Komorowski powinien być rozliczony? Czy warto było narażać miasto na całkowite zniszczenie, poświęcić życie setek tysięcy ludzi, skoro sukces powstania - co pokazała historia - był niemożliwy, a nawet w momencie wybuchu mocno wątpliwy?

Ja patrzę z innej perspektywy. Pytam: dlaczego Niemcy byli tak barbarzyńsko okrutni, i to w momencie gdy rezultat wojny był już wiadomy do przewidzenia? Dlaczego Hitler użył tylu żołnierzy i tak wiele sprzętu, którego desperacko brakowało mu na froncie, tylko po to, by zniszczyć Warszawę? Przecież to była jedna z najgłupszych militarnie decyzji w całej II wojnie

—przekonuje. I dodaje:

Niemcy zachowywali się tak, jakby chcieli doszczętnie zrujnować Warszawę, odebrać warszawiakom miejsce i chęć do życia. Powodem niszczenia nie były żadne przyczyny militarne, lecz nienawiść i wstęp do - jak to nazywam - rasowej wojny

Jej zdaniem powstanie nie było więc błędem, tylko koniecznością.

[..]Pomysł, by w jakiś sposób pokazać Niemcom, Sowietom, światu, iż Polska ma narodową dumę i pragnienie wolności, był przemyślany i potrzebny. Dowódcy podziemia mieli prawo myśleć: taki jest po prostu nasz żołnierski obowiązek, musimy walczyć, może świat wreszcie przetrze oczy i jakoś zareaguje

—zaznacza Richie. Pomyłka dowództwa AK leży- według niej – gdzie indziej.

I - niestety - bardzo często zdarza się na wojnach. Pieczołowicie przygotowane plany, gruntowne analizowanie sytuacji i różnych wariantów - to wszystko bierze w łeb za pięć dwunasta, bo zmieniają się zewnętrzne okoliczności. I to właśnie stało się w Warszawie. Decyzje podejmowane w ostatnich minutach często nie należą do najlepszych, a przecież jakieś decyzje trzeba podejmować

—mówi. Oraz przekonuje, że trzeba też wziąć pod uwagę emocje tych dziewcząt i chłopców, którzy aż palili się, by odgryźć się wreszcie znienawidzonym Niemcom.

Oraz nastrój warszawskiej ulicy, która oglądała z satysfakcją kolumny zmarnowanych żołnierzy wycofujących się przed Armią Czerwoną oraz ewakuację okupacyjnej administracji z miasta. Może po prostu powstania nie można było zatrzymać ze względu na stan mentalny Warszawy, ten powszechny optymizm, gorączkę odwetu na wrogu

—zastanawia się. Według niej psychologia i zbiorowe emocje są w tym wypadku równie ważne co rozgrywki polityczne i wojskowa strategia.

Na decyzję o powstaniu złożyło się wiele elementów - dobrze i źle interpretowane informacje, złudne nadzieje, które nie musiały być złudzeniami, nastrój wśród akowców i warszawiaków, poczucie przymusu, by wydać taki rozkaz, i odpowiedzialności przed historią. Mam wrażenie, że spory na ten temat nigdy nie ustaną, mimo że strony wypowiedziały już, jak się zdaje, wszystkie argumenty

—zaznacza. Jej zdaniem nie jest to jednak podstawowy problem związany z powstaniem.

Trzeba mówić bardzo wyraźnie, że Hitler, Himmler i wykonawcy ich rozkazu zniszczenia stolicy Polski nie mieli najmniejszego racjonalnego powodu, by wymordować dziesiątki tysięcy cywilów, wygnać pozostałych przy życiu do obozów, a potem spalić i wysadzić w powietrze całe miasto. To był po prostu jakiś krwawy szał bez precedensu w historii. To, co Niemcy zrobili z Warszawą, po prostu nikomu nie mogło wcześniej przyjść do głowy

—podsumowuje historyk.

Ryb, Gazeta Wyborcza

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...