To był upiornie genialny plan komunistów - polskich bohaterów wrzucić do dołów śmierci w kwaterze „Ł” powązkowskiego cmentarza, a potem teren „odpowiednio zagospodarować”. Aby mieć pewność, że nigdy z nich nie wyjdą, najpierw w tym miejscu zrobiono śmietnik, a potem kompostownik. A jeszcze później część Łączki pokryły nowe groby, w większości komunistycznych działaczy, pośrednio tych, którzy byli odpowiedzialni za obsługę tej sprawnie działającej machiny śmierci.

Maria Fieldorf - Czarska, córka „Nila” powiedziała mi kiedyś, że to generał Jaruzelski wskazał kwaterę „Ł” jako miejsce, gdzie rodziny Żołnierzy Niezłomnych mogą postawić symboliczny grób - pomnik. Przecież to nie przypadek, tylko czysta perwersja, Jaruzelski od początku musiał wiedzieć, że pomordowani w mokotowskim więzieniu byli pod osłoną nocy zwożeni właśnie tam.

Bardzo zasmuciła mnie informacja, którą ujawniła niedawno „Rzeczpospolita”, że aby kontynuować prace ekshumacyjne na „Łączce”, potrzebna będzie zgoda rodzin pochowanych tam osób. Trudne nie nazwać tego absurdem. Byłoby to, jak powiedział Tadeusz Płużański w rozmowie z portalem Stefczyk.info „zwycięstwo komunistów zza grobu”.

fot. M. Czutko
fot. M. Czutko

Z jednej strony dziwi bierność IPN, który wiedząc, że uroczystości pogrzebowe w kwaterze „Ł” planowane są na koniec września, nie załatwił jeszcze wszelkich potrzebnych formalności, aby ekipa historyków i archeologów pod kierownictwem prof. Krzysztof Szwagrzyka mogła rozpocząć trzeci etap prac ekshumacyjnych. Etap kluczowy, konieczny, aby z dołów śmierci wyprowadzić wszystkich pochowanych tam bohaterów antykomunistycznego podziemia. Abu rodziny komunistów nie miały decydującego głosu i nie mogły zablokować prac, miało być tak, że okolica kwatery „Ł” miała być objęta oficjalnym śledztwem prokuratorów Instytutu Pamięci Narodowej. Dlaczego tak się nie stało? Też chciałbym wiedzieć.

Z drugiej strony zastanawia pośpiech prezydenta Bronisława Komorowskiego, bo to on ogłosił, że uroczystości odbędą się właśnie we wrześniu. Ale może to wcale nie dziwne, przecież Komorowski już przygotowuje się do wyborów, będzie się ubiegał o reelekcję w 2015 roku. Niewątpliwie rozpoczęcie prac nad budową Panteonu Polskich Bohaterów będzie jednym z głównych jego atutów. Poza tym, jeszcze w listopadzie 2014 roku odbędą się wybory samorządowe, obecne władze Warszawy będą bardzo aktywne w tym temacie, tego jestem pewien.

fot. M. Czutko
fot. M. Czutko

A skoro czekaliśmy tyle lat, to może należałoby poczekać jeszcze rok, albo dwa, albo nawet trzy. Tak, aby wydobyć z ziemi szczątki wszystkich pomordowanych i zidentyfikować tylu, ilu się da. Bo, że nie uda się wszystkich to też wiadomo od dawna. Można by spokojnie przenieść w inne miejsce groby komunistów i dopiero wtedy należałoby się zabierać za panteon. Ale cóż, kalendarz wyborczy jest nieubłagany. Cel już jest określony, prezydent rzucił datę, nie podał żadnych szczegółów, a teraz wszyscy wokół czują się tym zobligowani. Gdyby coś się nie udało, gdyby brakło czasu, to odpowiedzialność oczywiście na prezydenta nie spadnie, bo niby czemu? Bezpieczna robota w tym pałacu.

fot. M. Czutko
fot. M. Czutko

Zachęcam, aby wybrali się państwo na Powązki Wojskowe właśnie teraz, zanim zacznie się kolejny etap prac ekshumacyjnych. Bo ten teren znamy jako wielkie wykopaliska, które są efektem prac ekipy prof. Szwagrzyka, albo z telewizyjnych przekazów podczas oficjalnych uroczystości. A teraz jest tam pusto. Łączka wygląda, jak… łączka. Tylko usypany kamienny kopiec przypomina o tym, co tu się działo. Teraz można samemu ocenić, jaki duży teren mieli do przekopania archeolodzy. Można też oszacować skalę wysiłku, jaki komuniści włożyli w to, żeby pomordować i pognębić polskich bohaterów, a potem tę zbrodnie ukryć. Na szczęście nie na zawsze.

Marcin Wikło