Jak podał dziennikwschodni.pl od 1 stycznia polscy hodowcy trzody chlewnej zobowiązani są zapewnić swoim świnkom rozrywki. Nowy wymóg wprowadziła dyrektywa Unii Europejskiej i dotyczy hodowli, które mają co najmniej 10 loch. Przepis ma spowodować zmniejszenie agresji wśród trzody. Jeśli właściciele świń nie zaopatrzą ich w piłki czy zabawki na łańcuszkach, mogą stracić dopłaty.
Wkrótce rolnicy mogą spodziewać się kontroli –
zapowiedział Radomir Bańko, powiatowy lekarz weterynarii w Białej Podlaskiej.
Kontrolerzy nie tylko będą sprawdzać dostęp do rozrywki ale też mierzyć powierzchnię chlewu, temperaturę i wentylację w pomieszczeniach oraz dostęp do paszy. Jedni hodowcy rozumieją dyrektywę, inni są zbulwersowani.
Wystarczy zwykła opona na łańcuchu, a świnie potrafią bawić się jak dzieci. Tylko szybko się nudzą, więc zabawki trzeba często zmieniać –
mówił w "DW" Eugeniusz Bociański, hodowca z Chrząchowa.
To kolejny przykład unijnej biurokracji. Komuś, kto świnię widział tylko na obrazku, wydaje się, że jeśli da jej zabawkę, to już nie będzie agresywna. A to nie takie proste -
uważa Krzysztof Pietrzak, hodowca z Niedrzwicy Kościelnej.
Mnie natomiast wciąż zadziwiają priorytety ludzi wymyślających takie przepisy i pozwalających na wprowadzanie ich w Polsce. W sytuacji kiedy tysiące polskich dzieci żyje w skrajnym ubóstwie, często nie jada regularnie posiłków, a posiadanie zabawki na własność pozostaje w sferze marzeń, nasi politycy przytakują wymogowi posiadania zabawki przez świnkę. Gdyby tak porównać te wyraźnie nakreślone standardy, jakie musi spełnić polska chlewnia, to bardzo blado przy tym wypada polska szkoła.
Od 2009 roku, od czasu wdrażania reformy edukacyjnej, polegającej na obniżeniu wieku szkolnego, nikt z odpowiedzialnych za nią ludzi, nie pokusił się nawet o ustalenie standardów jakie musi spełniać budynek, a co dopiero o skrupulatne i rzetelne kontrolowanie czy są spełniane. Nikt nie sprawdza wentylacji w świetlicach, które znajdują się składzikach na miotły czy piwnicach z jednym okienkiem. Nikt nie mierzy temperatury w szkołach, gdzie brakuje dyrekcji na opał. Nikt nie ustalił choćby obowiązkowego metrażu sławetnego dywanika w kąciku zabaw, nie wspominając nawet o wymaganej powierzchni całej klasy. Świnki muszą mieć łatwy dostęp do paszy, a szkołom brakuje stołówek z ciepłym obiadem dla dzieci.
Cóż, polskie dzieci to nie europejskie świnki i nie trzeba bać się o ich wybuchy agresji czy depresję. Inaczej z pewnością Unia nie zapomniałaby wydać odpowiedniej dyrektywy, dzięki której polskie dzieci musiałyby być przynajmniej równie ważne dla naszych rządzących, jak trzoda chlewna.
Katarzyna Kawlewska
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gwiazdy/96423-dzieci-to-nie-europejskie-swinki