Jestem kobietą domową i mamą co nie oznacza, jak to sobie niektórzy wyobrażają, że spędzam dni na oglądaniu mydlanych oper i ulubionych talk show. Raczej znaczy to, że zarządzanie, planowanie, gospodarowanie, sprzątanie, pranie, gotowanie i tym podobne codzienne zajęcia spadają głównie na moje barki.
Nie będę kłamać, że wszystko muszę zrobić sama. Przede wszystkim muszę być dobrym szefem, który umiejętnie zarządza tym, co przy użyciu najprostszych słów należałoby nazwać gospodarstwem domowym. Politykę finansową i bankowość zostawiam mężowi. Pewnie dlatego tak szybko posiwiał.
Zdarzają się jednak sytuacje podbramkowe, gdy w zupełnie nieoczekiwany sposób, potrzebuję zastępstwa. Są to wypadki sporadyczne, ale i tak cała rodzina jest wtedy w pełnej gotowości. Tak dzieje się, gdy choruję. W swoim codziennym zabieganiu często utwierdzam się w przekonaniu, że jestem osobą niezastąpioną i niezbędną. Trudne sytuacje, w których okazuje się, że jestem na jakiś czas wyłączona z życia, są jednocześnie sprawdzianem mojej pokory, uświadamiają mi także, że każdego w każdej pracy jakoś można zastąpić, a jednocześnie są sprawdzianem samodzielności i odpowiedzialności całej rodziny.
Głównym sternikiem zostaje wtedy mój małżonek. Szybko wychodzi na jaw, że potrafi gotować, sprzątać, a już organizatorem i szefem zarządzania jest znacznie lepszym ode mnie. Pod jego twardą i konkretną ręką wszystko idzie jak w zegarku, dzieci nagle znacznie rzadziej wymagają pomocy i popędzania. Jedyne czego, ten niezwykły w moich oczach już od dwudziestu paru lat mężczyzna, nie potrafi to plecenie warkoczy i dobieranie właściwych ubrań dla właściwego członka rodziny. Ale i z tym jakoś sobie radzi. Warkocze w takiej sytuacji zaplata starszy syn (dostał kilka lekcji od swojej dziewczyny), a problemy z odzieżą i jej właścicielami rozwiązuje córa, która nie ma z tym najmniejszych trudności.
A kiedy po jakimś czasie znowu staję na posterunku wszyscy oddychają z ulgą i słyszę:
mamo, wolę jak jesteś zdrowa.
Ja też wolę być zdrowa, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że dobrze funkcjonująca rodzina to nie tylko zaplecione warkocze, czyste ubrania, czy na smacznie ugotowany obiad, ale przede wszystkim mój czas poświęcony rozmowom, dyskusjom oraz zwykłym chichotkom i mamusinemu przytulaniu. I tu jestem niezbędna i niezastąpiona. Nie dlatego, że mój dzielny mąż tego nie potrafi, ale dlatego że dla dzieci najlepiej jest, gdy mają mamę i tatę.
Dagmara Kamińska
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gwiazdy/95596-mezczyzna-tez-potrafi
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.