Premier Donald Tusk to wyjątkowo ludzki pan. Z pomocą zaprzyjaźnionego tabloidu potrafi cały naród wpuścić do własnego domu, żeby pokazać, jak jego władza jest normalna. A nawet jak w tej normalności jest nienormalna.

Bo czy to typowe, żeby szef rządu 38-milionowego państwa mieszkał na 60 metrach w zwykłej kamienicy? I na tych 60 metrach krząta się, sprząta, pomaga w kuchni, czyli po prostu żyje jak przeciętny pan Roman, Grzegorz czy Wojciech z rodziną. Oczywiście „normalny” pan premier ma do dyspozycji kilkusetmetrową willę rządową, w której nie żyje normalnie i mieszkanie w niej nie sprawia mu przyjemności. Dlatego życia w tej willi nie pokazuje. Najwidoczniej nie jest w niej sobą, ale gdzieś trzeba mieszkać podczas codziennego rządzenia dla dobra narodu. Pan premier zatem w tej willi z niechęcią przebywa, lecz tak naprawdę u siebie i sobą jest na tych 60 metrach.

Premier Donald Tusk jest ludzkim panem zupełnie jak towarzysz Jan Winnicki z serialu „Alternatywy 4” Stanisława Barei. Będąc w pierwszej połowie lat 80. ważnym towarzyszem nie izolował się od narodu, lecz zamieszkał razem z nim w zwykłym bloku. Nie zważając nawet na to, jak trudno w takim blokowym mieszkaniu zmieścić „Bitwę pod Grunwaldem” Jana Matejki. Z racji bycia ważnym towarzyszem Jan Winnicki miał jak inni willę w dobrej dzielnicy, ale wyprowadził się z niej, by mieszkać razem z kochanką, a jednocześnie nie odbierać prawa do szczęścia żonie, która znalazła sobie akurat nowego mężczyznę.

Ludzki towarzysz Jan Winnicki nie miał najmniejszych problemów z zaproszeniem do siebie mieszkańców bloku przy Alternatywy 4, gdy podły cieć Stanisław Anioł wyłączył prąd (w odcinku „Wesele”). W telewizji transmitowano akurat ważny mecz, a ponieważ ważny towarzysz miał telewizor na baterie, więc przedstawicieli narodu do siebie zaprosił i się z nimi zbratał. Zupełnie jak pod koniec 2013 r. ludzki premier Donald Tusk pokazujący kulisy swego życia na 60 metrach.

Towarzysz Winnicki (przyp. grał go Janusz Gajos) nie tylko się od narodu nie izolował, ale opowiedział mu całą prawdę o realiach rządzenia. Wyjaśnił, że w telewizji często podaje się „prawdę zawoalowaną”, czyli po prostu łże, bo naród na zwykłą prawdę nie jest przygotowany. A nie jest, skoro „według badań”, aż 60 proc. nie rozumie dziennika telewizyjnego. Jeśli nie rozumie, to trzeba mu przedstawiać taką rzeczywistość, którą jest w stanie zrozumieć, czyli tę „zawoalowaną”. Jednocześnie wyprowadza się wtedy w pole niechętnych Polsce za granicą. Bo to, co wydawałoby się zwykłą nieumiejętnością czy nieudolnością rządzenia, a pokazane jako „przemyślana strategia”, kompletnie ich myli, przez co nam nie szkodzi.

Donald Tusk słusznie bierze garściami z towarzysza Jana Winnickiego, bo Bruksela też mogłaby pewne rzeczy traktować jako nieudolność, a gdy się je przedstawi jako „przemyślaną strategię”, od razu stają się atutem, a nie obciążeniem. Naród może tego wprawdzie nie zrozumieć, ale mądrej władzy nie chodzi o cały naród, lecz o tę część, która rozumie, bo jest „inteligentna”. Czyli – jak wyjaśniał towarzysz Winnicki – ta część narodu potrafi czytać „kit” sprzedawany przez władzę nie czując się oszukaną czy robioną w konia.

Premier Tusk zapraszający „inteligentną” część narodu do swojej kuchni czy saloniku mówi jej, że on tak samo jak ona nie lubi aktualnej władzy, ale co zrobić, ktoś musi rządzić. I lepiej, żeby to był on, czyli nowe wcielenie towarzysza Jana Winnickiego, a nie jakiś nieczuły drań. To wprawdzie dla narodu nie ma najmniejszego znaczenia w sensie jakości rządzenia, a nawet legitymizuje swojskich nieudaczników u władzy, ale za to ładnie wygląda w telewizji i tabloidach.

Stanisław Janecki