Niech żyją hormony!

Fot. sxc.hu
Fot. sxc.hu

Miewacie takie dni, kiedy wszystko układa się nie tak, idzie pod górkę i wymyka się spod kontroli? Jak zwał tak zwał, ale mnie się to przytrafia.

Tym razem zaczęło się już w piątkowe popołudnie. Najpierw kichaniem dwóch najmłodszych pociech, potem nasiliło się marudzenie , a w końcu termometr pokazał podwójnie stan podgorączkowy. Wkrótce potem córcia wróciła ze szkoły w kompletnie przemoczonych adidasach i rozerwanym dresie, co wyjaśniła słowami:

Mamo, skakaliśmy w dal i się poślizgnęłam.

Jeden z gimnazjalistów przyniósł kolejną jedynkę z chemii, a student n którego pomoc liczyłam przy ogromnych, sobotnich zakupach przysłał sms-a:

Jadę do Weroniki (to jego dziewczyna studiująca w Warszawie – przyp. DK), wrócę w poniedziałek po wykładach.

Cóż było robić... Wytarłam zakatarzone nosy, podałam coś na zbicie temperatury, napoiłam malinową herbatką, pogoniłam do nauki, a na pomoc w zakupach naciągnęłam męża, zmuszając go w ten sposób do porzucenia planów posprzątania ogrodu przed zimą. Noc była tragiczna. Dzieciaki budziły się co pięć minut z regularnością godną lepszej sprawy, a córka zaczęła gwałtownie pokasływać przez sen. Wstawałam, podawałam picie, otulałam kołderkami...

Rano zerwałam się pierwsza, aby przygotować śniadanie dla chorych, zaplanować objazd sklepów i obudzić męża, by zajął się najmłodszymi, dopóki troszkę się nie ogarnę. **Gdy tylko dotknęłam jego ręki już wiedziałam, że ma gorączkę, a kiedy otworzył oczy i wycharczał: „Chyba jestem chory”, to dosłownie zły we mnie wstąpił. No, bo co to za sprawiedliwość na tym świecie,że on choruje, kiedy wokół tyle jest do zrobienia! I tak się zaczęło...

Od rana burczałam na uśmiechnięte buźki moich dzieci, stukałam szklankami, żeby każdy, kto tego nie wiedział upewnił się, że jestem w złym humorze, wyrzuciłam kota na dwór mimo, że pogoda była „pod psem”, a na obiad przygotowałam kaszę gryczaną (którą jedynie ja w domu lubię), bo to proste i szybkie danie. Na domiar złego, realizując zapiski z listy zakupów, kupiłam dla jednego synów spodnie w rozmiarze XL, zamiast M. Kiedy ocknęłam się po południu, już wszyscy w domu mięli kiepskie humory, nosy spuszczone na kwintę i smutek na obliczach. Jakoś tak zrobiło mi się głupio. Więc elegancko wybrnęłam ze sprawy informując męża, który mimo kiepskiego samopoczucia grał z dzieciakami w jakąś planszówkę, że to wszystko przez te hormony. Biedak pokiwał ze zrozumieniem głową, wykazując wyrozumiałość i cierpliwość godną anioła. Przez chwilę wahałam się, czy pójść na wieczorną Mszę, ale uznałam że będzie to najlepiej zainwestowany czas w ciągu tego dnia. I się nie pomyliłam, bo usłyszałam słowa Ewangelii:

Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. (Łk 17,7-10)

Wówczas cały ten nieudany dzień stanął mi przed oczami. Nie pozostało mi nic innego jak wrócić do domu, wszystkich przeprosić i zacząć obudowywać domowe ognisko. Mąż spojrzał na moją zawstydzoną twarz i powiedział:

Nie martw się to tylko hormony.

W tym momencie poczułam wdzięczność wobec Boga za to, że stworzył mnie kobietą i pozwolił mieć takie proste wyjaśnienie bardziej pokrętnych spraw.

Dagmara Kamińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych