Wybierając się na wycieczkę, nawet najkrótszą, zawsze pilnuję, żeby wziąć jakąś drobną przekąskę. Z doświadczenia mojego bowiem wynika, że gdy tylko rusza środek lokomocji, który danego dnia ma zabrać rozbawione towarzystwo na prześwietne wojaże, nagle okazuje się, że wszystkie żołądki dopada nieznośne ssanie.
Mamy więc na wyposażeniu specjalną niewielką torbę, do której pakujemy jedzonko oraz pozostałe niezbędne gadżety. Oprócz zestawu pomocniczego w postaci ogromnej ilości chusteczek, najlepiej nawilżanych, które znakomicie czyszczą nie tylko konsumenta posiłku, ale też jego upaćkane otoczenie, przydatne jest też stado foliowych torebek, na różnego rodzaju resztki, które zgrabnie można zawiązać i wyrzucić do najbliżej napotkanego kosza na śmieci.
Gdy tylko zaczyna się podróż dostrzegam więc ciekawskie zerkanie w kierunku słynnej torebki. Wyjątkiem jest wycieczka rowerowa, zajęte są wszakże obie ręce, obie nogi oraz umysł każdego z uczestników. Ale już samochód, pociąg, hala odlotów (do samolotu nie wniesiemy bowiem nic do jedzenia, istnieje przecież możliwość ukrycia materiałów wybuchowych w kanapce z jajkiem), autobus, tramwaj i autokar sprzyjają folgowaniu wybrykom brzuszków małych i dużych. Może i jest to pewnego rodzaju przyzwyczajenie czy nawet uzależnienie, ale niezrażona postanowiłam, przekuć zaobserwowane zjawisko z wady na zaletę.
Zastanawiałam się więc długo, co można przygotować, żeby moje szkraby, które czasami są jeszcze nieporadne w sposobie jedzenia, nie zdążyły zbyt pobrudzić rączek, nóżek, twarzyczek, ubranek, foteli, szyb, podłokietników, zagłówków a czasami i współpasażerów oraz sufitów. Zależało mi na zdrowej przekąsce, najlepiej przygotowanej w domu. Gotowe smakołyki i przegryzki odrzuciłam z góry. Ważne też było, żeby przygotowane dzień wcześniej danie nie straciło za bardzo świeżości oraz żeby było do zjedzenia również na zimno.
Próbowałam różnych smakołyków: pieczonych podudzi kurczaków, kotletów mielonych wielkości piłeczek do ping-ponga, bananów, mini marchewek, najzwyklejszych kanapek z wędliną i żółtym serem z dodatkiem paska papryki.
Największym hitem naszych wycieczek są jednak racuszki, które stanowią słodką przekąskę, mimo, że do stworzenia tego dzieła na szczęście nie dodaje się cukru. Słodycz mianowicie dają banany i kwaśno-słodkie jabłka. Bardzo ważną rzeczą są proporcje. Efekt murowany, racuszki rozpływają się w ustach pod warunkiem zastosowania pewnych drobnych trików. Mianowicie ciasto (mąka, mleko, jajka, gazowana woda, szczypta soli) powinno mieć nieco bardziej gęstą konsystencję niż na naleśniki. Bananów, muszą być bardzo dojrzałe, z brązowymi plamami na skórce są wtedy dużo słodsze, dajemy tyle sztuk, co jajek. Jabłek, poszatkowanych w kawałki wielkości jednego centymetra dajemy o połowę mniej niż bananów. Każdego racuszka odsączamy po usmażeniu na ręczniku papierowym. Racuszki dobrze znoszą podróż i znakomicie smakują na zimno, zaspokajają potrzebę słodkiej przekąski, są wyjątkowo sycące, pożywne i energetyczne.
Zuzanna Czarnowska
Autorka prowadzi blog tylkoczasem.blogspot.com
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gwiazdy/66185-wycieczkowa-przekaska