Zachęcam do samodzielnego wysiłku… namawiam do uważnego rozejrzenia się dokoła, naprawdę nie wszyscy oglądają jedną telewizję i czytają jedną gazetę, czy słuchają jednego radia

— podkreśla w rozmowie z portalem fronda.pl Dariusz Kowalski, aktor znany m.in. z serialu „Plebania”.

Mamy zdaje się w Polsce pluralizm, lista mediów do poczytania, posłuchania czy oglądania jest długa, jest w czym wybierać! (…) Jeśli chcesz wyrobić sobie własne zdanie, najpierw sam obejrzyj, przeczytaj, czy posłuchaj czegoś innego

— namawia aktor.

Często przychodzi mu grać czarne charaktery, co w realnym życiu prowadzi do dość zabawnych sytuacji. Choć serial „Plebania” zszedł już z anteny, widzowie doskonale pamiętają go z roli ateisty Janusza Tracza.

Ludzie dziwią się, że widzą mnie w kościele…

— śmieje się Kowalski.

W rzeczywistości jest człowiekiem głęboko wierzącym.

Co do wychowania, to miałem szczęście wzrastać w rodzinie chrześcijańskiej, katolickiej i jestem wdzięczny Panu Bogu i rodzicom za przekazaną mi wiarę

— wyznaje aktor.

Były w jego życiu momenty, kiedy odszedł od Boga i chciał ułożyć sobie życie „po swojemu”, ale miało to dla niego „opłakane skutki”.

Pan Bóg zawsze szukał mnie przez ludzi, których stawiał na mojej drodze, przez okoliczności. I tak mnie odnalazł

— opowiada.

On i cała jego rodzina szukają w życiu „czegoś więcej”. Od jednego z kapłanów usłyszeli kiedyś, żeby oddać życie Jezusowi. I tak też zrobili.

To był konkretny dzień, konkretna data. Zrobiliśmy to po raz pierwszy, w naszym mieszkaniu, całą rodziną. Nic od tamtego czasu nie jest takie samo. No, poza jednym – walką duchową, która się toczy cały czas, ale teraz już ze świadomością tych realiów z naszej strony

— dodaje.

Przeszkadza mu, że dziś w sztuce jest tyle nagości, przemocy i treści obraźliwych dla chrześcijan.

Chociaż co ciekawe – odwaga tych „odważnych” twórców kończy się na obrażaniu uczuć religijnych chrześcijan; jakoś nie słyszałem na przykład, żeby w ramach tzw. ”działań artystycznych” ktoś publicznie podarł Koran, albo profanował Gwiazdę Dawida

Podkreśla, że są pewne świętości, których „nie należy szargać w imię zwykłego szacunku dla drugiego człowieka”.

Nie namawiam do urażania czyichkolwiek uczuć religijnych. Tak jak nie namawiam do bezkrytycznego konsumowania współczesnej sztuki…

— dodaje.

Bóg jest obecny w jego życiu codziennym. Aktor powierza mu wszystkie swoje sprawy.

Jeśli o tym zapominam i ta praktyka kuleje, kuleje cała moja rzeczywistość, bo słabnie zaufanie i wkradają się moje lęki, znika radość, pojawia się ociężałość, zniechęcenie

— tłumaczy.

Moja praktyka wiary to codzienne, od rana, dziękowanie Bogu z góry za to, co mnie spotka tego dnia. Eucharystia, Słowo Boże, sakramenty – źródła życia. Idę do nich jak każdy, kto chce żyć. Jak najczęściej. Raz w tygodniu posiłek – to za mało

— podkreśla Dariusz Kowalski.

bzm/fronda.pl