Turnau o niechęci między Warszawą a Krakowem: "Te głupawe animozje to element folkloru"

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Te głupawe animozje to element folkloru, który do niczego nie jest mi potrzebny

— tak Grzegorz Turnau komentuje na gazeta.pl niechęć, jaka rzekomo istnieje między Krakowem i Warszawą.

Czy dostrzega jakieś wady mieszkańców swojego miasta, które zamyka się określeniem „krakówek”?

Łatwiej jest to miasto zinwentaryzować, jeśli jest się człowiekiem, który tutaj przyjechał już w dorosłości. Dla mnie Kraków był zawsze mój, oczywisty, bo się tutaj wychowałem. To tak jakby zapytać, czy mam w domu jakieś brzydkie meble. Pewnie mam, ale dawno się przyzwyczaiłem. Współczesny Kraków jest, niestety, trochę ofiarą własnego szczęścia historycznego, które sprawiło, że ocalał w drugiej wojnie. Niektórzy myślą, że jest tak piękny i magiczny, że nic mu nie zaszkodzi. Obawiam się, że nie mają racji

— wyjaśnia muzyk.

Według niego animozje między mieszkańcami Warszawy i Krakowa, o których się tyle mówi, to fikcja.

Nigdy w życiu tego nie rozumiałem. Mam świadomość, jak bardzo Kraków pomógł przetrwać osobom bez dachu nad głową po tragedii powstania, wojny. Poza tym powojenna inteligencja krakowska, środowisko artystyczne były właściwie zdominowane przez ludzi spoza miasta. Nie mówiąc już o tym, że moja mama urodziła się w Warszawie, więc dla mnie stolica jest tak samo rodzinnym miastem, jak Kraków. Można cofać się do zaborów, gdzie te miasta reprezentowały różne państwa. Może to się odłożyło i na tym wyrosła pewna niechęć? Te głupawe animozje to element folkloru, który do niczego nie jest mi potrzebny

— podkreśla Turnau.

Co sądzi o współczesnej krakowskiej inteligencji?

Obawiam się takich kategorii, bo nie znaczą zbyt wiele. Ludzie mieszkający w obrębie jakiegoś miejsca nie muszą się koniecznie z nim utożsamiać. Na pewno królem krakowskiego ducha był Czesław Miłosz, który z Krakowem miał niewiele wspólnego, ale z miejsca został intronizowany, jak tylko zdecydował się w nim zamieszkać. Moim zdaniem Kraków nie produkuje wielkich talentów, ale je przyciąga. Piotr Skrzynecki urodził się w Warszawie, Grechuta w Zamościu, Wisława Szymborska na Prowencie pod Poznaniem

— podsumowuje Grzegorz Turnau.

bzm/gazeta.pl

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych