Zamiast obniżek na stacjach – polowanie na ludzi Obajtka! Zamiast solidnych obniżek na stacjach – polowanie na ludzi Obajtka! A kierowcy nie dali się nabrać na ochłapy CPN

Polacy nie dali się nabrać na PR-owe zagrywki obecnej władzy! Minister energii Miłosz Motyka musiał bezradnie przyznać, że trzecia odsłona pakietu „Ceny Paliw Niżej” nie wywołała żaden szturmu na stacje benzynowe. Kierowcy doskonale widzą tę paranoję: zamiast obiecanej w kampanii benzyny po 5,19 zł dostali iluzoryczne obniżki cen paliw, które… już od wtorku znowu rosną! A w tle tej cenowej nieudolności rząd znowu sięga po zgrany scenariusz: zamiast walczyć z drożyzną, szczuje służbami na menedżerów z czasów Daniela Obajtka, dzięki którym Polacy tankowali niegdyś poniżej 6 złotych.
W poniedziałek minister energii Miłosz Motyka osobiście ogłosił klęskę rządowego entuzjazmu. Mimo że władza z pompą odtrąbiła wprowadzanie pakietu CPN, kierowcy ruszyli na stacje z wyjątkowym dystansem. Polacy doskonale pamiętają buńczuczne obietnice Donalda Tuska o paliwie po 5,19 zł za litr, więc dzisiejsze ceny rzędu niemal 7 złotych za benzynę 95 i niemal 8 zł na diesla uznają po prostu za cyniczny żart i wyciąganie pieniędzy z ich kieszeni.
Co więcej, rządowa „obniżka” okazała się wyjątkowo krótkotrwała. Już we wtorek ceny na pylonach znowu idą w górę! Ministerstwo Energii podało nowe stawki maksymalne: litr benzyny 95 skoczy do 6,79 zł (z 6,73 zł), benzyny 98 do 7,66 zł (z 7,59 zł), a oleju napędowego wyniesie 7,82 zł. Tyle przetrwała „wielka ulga” rządu – zaledwie kilkadziesiąt godzin!
Zamiast niższych cen – polityczna nagonka i igrzyska dla mas
Gdy rząd nie potrafi poradzić sobie z rosnącą drożyzną i doprowadza do tego, że pakiet ma kosztować budżet aż 10 miliardów złotych, szuka tematu zastępczego. To właśnie w tym kontekście należy czytać ostatnie pokazowe zatrzymania doświadczonych menedżerów Orlenu z czasów prezesury Daniela Obajtka.
Na te oburzające działania służb twardo zareagował na portalu X sam Daniel Obajtek, bezlitośnie obnażając bezsilność i mściwość obecnej ekipy:
– „Nie potrafili poradzić sobie z rosnącymi cenami paliw, więc – na pokaz, bez żadnego merytorycznego uzasadnienia – zatrzymują doświadczonych managerów, dzięki którym paliwo latem i jesienią 2023 roku kosztowało poniżej 6 złotych, gdy baryłka ropy była po 100 dolarów, a dolar 4,20 zł. Dziś dolar jest znacznie tańszy, a i tak cena 95tki to niemal 7 zł. Nie potrafią zrobić nic pożytecznego, więc rozliczają tych, którzy działali i podejmowali dobre decyzje. Społeczeństwo musi się w końcu obudzić, bo to nic innego jak polityczna szopka” – napisał były szef Orlenu.
Dno w budżecie, mętne tłumaczenia i widmo bankructwa
Wypowiedzi ministra Motyki obnażają jeszcze jeden porażający fakt – rząd kompletnie nie wie, skąd wziąć pieniądze na ten paliwowy serial PR-owy. Mowa o blisko 10 miliardach złotych, które mają pochodzić z budżetu państwa i podatku od nadzwyczajnych zysków (ustawę podpisana przez prezydenta Karola Nawrockiego skierowano do TK w trybie kontroli następczej). Motyka gmatwał się w zeznaniach, zrzucając odpowiedzialność na resort finansów i licząc na to, że „w niektórych segmentach wpływy będą wyższe”.
Zamiast twardych wyliczeń i stabilności mamy ręczne sterowanie, podwyżki co dwa dni, szukanie wrogów w Orlenie i bezczelne wmawianie Polakom, że płacąc niemal 7 zł za litr, biorą udział w „promocji”. Kierowcy przy pylonach jasno wystawili tej władzy ocenę – szturmu na stacje nie ma, jest za to wyczekiwanie na benzynę po 5,19!
zespół wPolityce.pl



