Tusk ma problem. Polscy naukowcy prześwietlili unijne regulacjeTusk ma problem. Polscy naukowcy prześwietlili unijne regulacje
Dodano: 2 hours ago
Aktualizacja: an hour ago
Rząd Donalda Tuska od początku kadencji przekonuje, że Polska wróciła do europejskiego „głównego stołu”. Naukowcy ze Szkoły Głównej Handlowej policzyli, co unijne regulacje ustalane przy tym stole mogą oznaczać dla polskiej gospodarki. Na warsztat wzięli najbliższe zmiany w przepisach klimatycznych i tytoniowych. W zależności od ich ostatecznego kształtu, ich wdrożenie może oznaczać dla polskiej gospodarki utratę ponad 63 mld zł (14,8 mld euro) PKB do 2030 roku.
Badanie autorstwa naukowców z SGH „Do Harmonised EU Rules Preserve Economic Coherence under Heterogeneous Conditions? A Comparative Case Study of Carbon and Tobacco Regulation in Poland” bierze pod lupę dwa pozornie odległe obszary: politykę klimatyczną i tytoniową. Zdaniem pracowników Zakładu Innowacji w Ochronie Zdrowia SGH dr hab. Barbary Więckowskiej, prof. SGH i kierowniczki Zakładu, oraz dr Katarzyny Byszek-Stevens obydwa obszary łączy jeden mechanizm: Bruksela wyznacza wspólny cel i tworzy wspólne ramy. Wspólnota celu nie idzie jednak w parze ze wspólnotą kosztów po stronie państw członkowskich. Koszty dostosowania się do unijnych przepisów ponoszą bowiem gospodarki różniące się poziomem zamożności, strukturą przemysłu, energetyką czy zachowaniami konsumentów. Wniosek płynący z badania naukowców SGH jest jasny: przepisy mające harmonizować unijny rynek przynoszą różne skutki dla poszczególnych gospodarek i mogą pogłębiać ekonomiczny rozdźwięk w UE.
Złe wiadomości dla Polski. Naukowcy policzyli cenę unijnej harmonizacji
Dwie unijne regulacje, ETS oraz dyrektywa tytoniowa (TPD3), mogą stworzyć poważne problemy dla polskiej gospodarki. Naukowcy SGH przeanalizowali, ile może kosztować Polskę ich określony kształt.Badacze założyli dwa warianty dla nowej dyrektywy unijnej dotyczącej wyrobów tytoniowych (TPD3). W pierwszym Bruksela traktuje wszystkie produkty nikotynowe tak samo i obejmuje je zbliżonymi regulacjami. W drugim rozróżnia papierosy i inne produkty, takie jak e-papierosy, podgrzewacze tytoniu i woreczki z nikotyną, stosując wobec nich odmienne restrykcje. Wejście w życie pierwszego scenariusza oznaczałoby dla polskiej gospodarki utratę nawet 10 mld euro (43 mld zł) PKB, blisko 140 tys. miejsc pracy i 1,78 mld euro inwestycji w porównaniu ze scenariuszem drugim, w którym unijna dyrektywa jasno rozgraniczałaby różne rodzaje produktów z nikotyną. 43 mld zł to zatem modelowana różnica dla polskiej gospodarki między dwoma wariantami TPD3. Najbardziej kłopotliwy dla zwolenników restrykcyjnego wariantu może być jednak inny wynik.Mniej palenia? Model naukowców pokazuje 25 proc.
Naukowcy z SGH sprawdzili również, jak w obu wariantach dyrektywy TPD3 zmieniałby się odsetek palaczy w kolejnych latach. Jeśli zwycięży model regulacyjnego zrównania wszystkich wyrobów nikotynowych, to w 2030 roku w Polsce papierosy będzie paliło ok. 25 proc. dorosłych, czyli niewiele mniej niż obecnie. Z kolei przy wdrożeniu regulacji różnicujących produkty nikotynowe odsetek ten mógłby spaść do ok. 19 proc. Sześć punktów procentowych różnicy może mieć znaczenie w kraju, w którym według danych Eurobarometru w 2023 roku paliło 26,9 proc. dorosłych. Średnia UE wynosiła 24,6 proc. Autorzy wiążą ten wynik z zachowaniem konsumentów. Regulacje wpływają na relacje pomiędzy poszczególnymi kategoriami produktów, a te, w przyjętym modelu, na skalę przechodzenia z tradycyjnych papierosów na alternatywy. W efekcie najbardziej restrykcyjny wariant nie daje w analizie najlepszego wyniku zdrowotnego.
Ten mechanizm Polska już zna
Dlatego badacze sięgnęli po drugi przykład, a więc ETS. Polska produkuje nadal ponad połowę energii elektrycznej z węgla. Udział przemysłu i produkcji w gospodarce wynosi 22,9 proc. PKB, więcej niż średnia UE. Cena emisji ustalana według wspólnego mechanizmu trafia więc na zupełnie inną strukturę gospodarki niż choćby we Francji. W analizowanym wariancie ETS modelowana różnica dla Polski wynosi 4,79 mld euro PKB, ponad 70 tys. miejsc pracy i 850 mln euro inwestycji. Autorzy pokazują w ten sposób ten sam problem na dwóch różnych rynkach: jednolita reguła nie gwarantuje jednolitego kosztu jej wprowadzenia. I właśnie w tym momencie badanie naukowców z SGH przestaje być wyłącznie akademicką dyskusją.Sprawdzian dla Warszawy
Przed Unią kolejne decyzje dotyczące regulacji tytoniowych i klimatycznych. Dla rządu Donalda Tuska będzie to jeden z praktycznych testów deklarowanej skuteczności Polski w Brukseli. Nie chodzi o blokowanie wspólnych celów środowiskowych czy zdrowotnych. Spór będzie dotyczył raczej sposobu ich osiągnięcia — i zakresu swobody pozostawionej państwom oraz ich obywatelom. Autorzy wskazują przy tym na zasadę subsydiarności: wspólny cel może być realizowany różnymi metodami, jeśli lokalne warunki wpływają na skuteczność unijnych regulacji. Polska ma po swojej stronie mocne argumenty ekonomiczne. Wyższy od średniej UE odsetek palaczy oznacza dla nas inny punkt startowy. Podobnie jest w przypadku energetyki opartej na węglu. Rząd Donalda Tuska może więc poprzeć daleko idącą harmonizację albo przekonywać partnerów, że przy wspólnym celu potrzebna jest większa elastyczność.63 mld zł w dwóch regulacyjnych scenariuszach
Dopiero na końcu analizy badaczy z SGH widać pełną skalę liczb. Po arytmetycznym zsumowaniu modelowanych różnic dla restrykcyjnego TPD3 i bazowego ETS otrzymujemy 14,8 mld euro, czyli około 63,6 mld zł PKB. Do tego dochodzi 209 943 miejsc pracy oraz 2,63 mld euro inwestycji. To oczywiście modelowanie ekonomiczne, a nie rachunek wystawiony Polsce przez Komisję Europejską. Ma jednak inne znaczenie: pokazuje, jak duża może być różnica pomiędzy alternatywnymi sposobami realizowania tych samych celów regulacyjnych. Rząd Tuska podkreśla swoją zdolność do budowania koalicji i wpływania na decyzje UE. Przy okazji tych regulacji będzie zatem okazja, żeby ten wpływ zmierzyć bardziej konkretną miarą. Nie liczbą spotkań w Brukseli, lecz ostatecznym kształtem przepisów, z którymi wrócimy z Brukseli do Polski. Wyniki analizy naukowców SGH każą więc postawić pytanie, czy Warszawa przy unijnym stole faktycznie potrafi walczyć o rozwiązania chroniące polską gospodarkę, czy też jedynie siedzi przy tym stole, słuchając głosu innych.
źr. wPolityce.pl
Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.
