„Seria kryzysów”. Gry unijnych interesów wokół sankcji na Rosję„Seria kryzysów”. Gry unijnych interesów wokół sankcji na Rosję

Choć w ostatnim czasie fala krytyki spada na rząd Grecji za blokowanie nowego pakietu antyrosyjskich sankcji, to okazuje się, że przy okazji negocjacji wiele wątpliwości zgłaszają inne kraje. A w tle są interesy różnych firm różnych branż – od sektora przetwórstwa ryb po transport gazu i ropy.
Jeśli najnowszy, 21. pakiet sankcji na Rosję, ma wejść w życie jeszcze latem, to ambasadorzy krajów członkowskich muszą go uzgodnić w środę 22 lipca, spotykają się po raz ostatni przed wakacyjną przerwą. Ale o konsensus łatwo nie będzie, choć formalnie wszystkie państwa Unii wspierają Ukrainę.
Jednak polityczno-gospodarcze targi o kolejne sankcje na Rosję, za jej napaść na Ukrainę, trwają od półtora miesiąca. Gdy na początku czerwca Komisja Europejska przedstawiła propozycje w tej sprawie, wydawało się, że szybko zyskają poparcie. Zwłaszcza że chodziło m.in. o ograniczenia dotyczące transportu rosyjskiego LNG, z którego w przyszłym roku Unia ma w ogóle się wycofać, jak również o sankcje na kolejne rosyjskie banki i rybołówstwo.
Seria „poważnych kryzysów” w polityce sankcji UE
Już tydzień temu na spotkaniu przedstawicieli państw unijnych kilku zgłaszało zastrzeżenia, a teraz nie ma - jak sugerują media – pewności, że rozbieżności w ogóle znikną i 21. pakiet sankcji jednomyślnie zostanie zatwierdzony. Ostatnio dziennik „Financial Times” ujawnił, że Grecja, Francja, Włochy, Niemcy, Austria i Portugalia domagają się wyjątków i co szczególnie istotne w zupełnie różnych kwestiach. Na przykład rządy w Berlinie i Lizbonie krytykują zakaz zakupu rosyjskich ryb w obawie o rodzimy przemysł przetwórczy. Według „Financial Times” Wiedeń domaga się rekompensaty dla swojego Raiffeisen Bank za straty (2 mld euro), spowodowane wycofaniem się z operacji w Rosji. Zaś Francja i Włochy starają się złagodzić zakaz wydawania wiz UE rosyjskim żołnierzom, walczącym przeciwko Ukrainie. Jeden z dyplomatów, z którymi rozmawiał dziennik, nazwał sytuację „poważnym kryzysem” w polityce sankcji.
Problem główny – import gazu LNG
Jednak jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii pozostaje transport i przeładunek rosyjskiego gazu skroplonego. Formalnie od nowego roku ma być zakazany – w ramach szerszej polityki unijnej, mającej na celu wyeliminowanie rosyjskich paliw kopalnych (ropy i gazu) z kontynentu. Mimo, że zakaz został zaakceptowany, to jednak w ostatnich tygodniach – przy okazji dyskusji o sankcjach rząd w Atenach zaproponował złagodzenie przepisów. Choć chodzi o obronę interesów niezwykle wpływowej rodzimej firmy Dynagas (należącej do miliardera Jeorjosa Prokopiou), to jednak nawet niewielka zmiana podejścia Brukseli może mieć znaczenie także dla firm francuskich czy belgijskich. Zwłaszcza gdyby dopuszczony został w 2027 roku w europejskich portach przeładunek rosyjskiego LNG na statki, które trafiałyby do odbiorców spoza Unii. Dotychczas urzędnicy i komisarze unijni zajmowali w tej sprawie nieprzejednane stanowisko, dlatego też to Ateny znalazły się w ogniu krytyki za swoje żądania i w efekcie blokowanie nowego pakietu sankcji. Jak dotąd nie ma sygnałów, by rzad grecki zmienił opinię.
Nowy pakiet sankcji ma też szczególne znaczenie ze względu na limit ceny dla rosyjskiej ropy. Jest aktualizowany zależnie od rozwoju sytuacji na rynku naftowym, a jeśli uzgodnień sankcyjnych nie będzie, Rosjanie skorzystają na wyższym pułapie, bo przychody z eksportu wzrosną. Tym bardziej, że świat w obliczu wojny USA z Iranem i blokady Cieśniny Ormuz poszukuje i pilnie potrzebuje dostaw z alternatywnych kierunków. A Rosja ciągle odgrywa ważną rolę jako eksporter.
