Rating Polski obniżony. Co to oznacza? "Finansowa apokalipsa"Rating Polski obniżony. Co to oznacza? "Finansowa apokalipsa"

Agencja Moody’s obniżyła długoterminowy rating Polski w walucie obcej o jeden poziom do "A3 z "A2" ze względu na niestabilność naszych finansów publicznych. Po tej decyzji minister Andrzej Domański uspokajał i twierdził, że z deficytem budżetowym jest wszystko w porządku. Jak tę sytuację ocenia analityk rynku Janusz Szewczak? "Tak samo spokojni byli Krzyżacy pod Grunwaldem przed bitwą, ale chyba też i po bitwie. Przecież jego działania wymykają się z ram jakiejkolwiek racjonalności" - mówi były członek zarządu PKN Orlen i wskazuje na daleko idące konsekwencje. "Kredyt z 'der Safe' będzie znacząco droższy niż nam obiecywano" - dodaje w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
Portal wPolityce.pl: Jak oceniać obniżenie ratingu Polski przez agencje Moody’s?
Janusz Szewczak, analityk i b. członek zarządu PKN Orlen: Moim zdaniem to jest dla nas wydarzenie dramatyczne w skutkach i bardzo negatywne dla tego rządu, bo nawet przychylne mu międzynarodowe instytucje po prostu nie wytrzymały. Ostrzegałem przed takim rozwojem wypadków już kilka miesięcy temu. W rozmowie z portalem wPolityce.pl i Telewizji wPolsce24 mówiłem, że ze względu na dramatyczny stan finansów publicznych nastąpi obniżenie ratingu Polski. To już nie jest grecki dramat, ale wręcz finansowa apokalipsa. Takich dramatycznych wskaźników Polska właściwie nie miała od 30 lat.
Czy to zaważyło na redukcji naszej ratingowej, bo przecież nie sytuacja naszej gospodarki?
Rząd koszmarnie zwiększa deficyt. Każdego roku prawie o 300 mld zł. Gdybyśmy policzyli cała kadencję tego rządu, włącznie z budżetem na przyszły rok, to mamy deficyt już powyżej biliona złotych w ciągu tych 4 lat. Ekipa ministra Andrzeja Domańskiego i premiera Donalda Tuska wyrobiła nam przez 4 lata deficyt większy niż Polska otrzymała pieniędzy, dotacji i subwencji z Unii Europejskiej przez ponad 20 lat. Jeszcze raz podkreślę, aby wszyscy mieli tego świadomość, przez 20 lat dostaliśmy mniej tych subwencji i dotacji niż oni zadłużyli nas w 4 lata. To jest coś nieprawdopodobnego i aż nie chce wierzyć, że coś takiego jest w ogóle możliwe, ale niestety taką mamy dziś sytuację, jeśli chodzi o dług publiczny, który ciągle dramatycznie rośnie. Jest dzisiaj w granicach 60 proc. w stosunku do PKB. Wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku zadłużeni będzie większe niż 70 proc. w stosunku do PKB. Za chwilę będziemy mieć deficyt na poziomie 7 proc., co będzie europejskim rekordem, zajmiemy niechlubne pierwsze lub drugie miejsce.
Jakie są bezpośrednie skutki takiego zadłużania się państwa?
Dramatycznie rosną nam w tej chwili koszty obsługi długu. W tym roku będzie to ponad 100 mld zł, a na przyszły rok zapowiadane jest wydanie już 107 mld zł. Twierdzę, że po ostatniej podwyżce stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny, nasze koszty gwałtownie wzrosną.
Jaki procent naszych podatków idzie dziś na obsługę tego zadłużenia?
Musimy sobie uświadomić, że potrzeby pożyczkowe brutto tego rządu na obecny rok – to jest zapisane w budżecie na 2026 r. - wynoszą blisko 700 mld zł. To jest suma, która pokazuje, ile rząd musi pożyczyć, żeby stare długi zrolować i zaciągnąć nowe na dany rok. Proszę sobie wyobrazić, że te 700 mld zł przeznaczane na długi Polski stanowi tyle samo, co suma wszystkich dochodów państwa polskiego przez cały rok. To jest jakaś grecka katastrofa. Pożyczamy dziś tyle, ile wszyscy Polacy wypracują w ciągu roku i wpłacą do budżetu państwa. A gdzie są inne konieczne wydatki państwa? Tak się nie da! Pracujemy dziś na zaciągnięcie nowych długów i spłacenie starych. Dlatego mówię, że to jest finansowa apokalipsa.
Agencja Moody’s podkreśla, że obniżenie naszych notowań wynika z bardzo niestabilnego budżetu, braku finansowych buforów bezpieczeństwa. Przecież te budżety są „dziełem” ministra finansów Andrzeja Domańskiego, dlaczego on się cieszy, mówiąc, że tak źle nie jest i uspokaja?
To jest bardzo zaskakujące i zadziwiające, że minister Domański jest spokojny, jeśli chodzi tę decyzję agencji Moody’s. Można powiedzieć, że tak samo spokojni byli Krzyżacy pod Grunwaldem przed bitwą, ale chyba też i po bitwie. Przecież te działania wymykają się z ram jakiejkolwiek racjonalności. Działania ministra Domańskiego rodzą dla nas bardzo poważne konsekwencje.
Jakie to konsekwencje? Co nam konkretnie grozi?
W pierwszej kolejności grozi nam radykalne wyższy koszt pieniądza pożyczanego Polsce, to podrożenie jest nieuchronne. Mam tu na myśli przede wszystkim polskie obligacje, których rentowność będzie gwałtownie rosła, czyli aby je wykupić państwo polskie będzie musiało za nie więcej zapłacić ich posiadaczom. Już za nie płacimy ponad 6 proc., a zbliżamy się do 6,5 proc. Sądzę, że od poniedziałku rozpoczną się też znaczące ruchy na rynku walut, czyli dojdzie do osłabienia polskiego złotego. Mamy zatem wzrost rentowności polskich obligacji, podwyżkę stóp procentowych w Europejskim Banku Centralnym sprzed kilku dni i osłabienie naszej waluty.
Czy koszty ostatnio zaciągniętej unijnej pożyczki SAFE wzrosną?
Kredyt z „der Safe” będzie znacząco droższy niż nam obiecywano. Przecież to będzie wyceniane wg benchmarku waluty europejskiej. Podobnie będzie z KPO, który jest częściowo pożyczkowy. Ta sytuacja będzie mieć bezpośrednie przełożenie na wyższe koszty spłaty tych pożyczek, ale jest jeszcze gorsza groźba.
Jaka to groźba?
Musimy zadać pytanie, czy minister Domański jest tylko skrajnie nieudolnym urzędnikiem, czy gra toczy się o coś innego. Pewne jest, że w przeciągu 30 ostatnich lat trudno jest znaleźć tak złego ministra finansów. W mojej ocenie w tym szaleństwie jest metoda, bo wszyscy widzą, że państwo w kwestii zadłużania nas idzie teraz na na rympał, zadłużamy kraj po korek. Pewnie myślą, że najwyżej o zrujnowane finanse będą się później martwić ich następcy. Zostawiamy zrujnowane finanse publiczne, spaloną ziemię, a następcy będą musieli się z tym borykać i podejmować ratując finanse publiczne decyzje. I tu pojawia się kolejny wątek, bo być może następcy będą musieli wykonywać polecenia Komisji Europejskiej, która już objęła Polskę procedurą nadmiernego deficytu.
Czy ta ścieżka prowadzi do przymusowego wprowadzenia Euro?
Częściowo tak, ale przede wszystkim to jest ścieżka prowadząca do drastycznych cięć wydatków budżetowych i socjalnych państwa polskiego oraz podnoszenia podatków. Nie można nie zastanawiać się, czy to jest skrajna nieudolność, czy właśnie jakaś szaleńcza metoda.
Rządzący zrzucaj winę za brak pieniędzy w budżecie na prezydenta, który nie zgadza się na podnoszenie podatków. Ile w tym sensu?
To jest najbardziej zabawne z oskarżeń rzucanych w stronę prezydenta. Przecież to oni odpowiadają za obniżenie ratingu i astronomiczny deficyt. Takie oskarżenia to jest kpina w żywe oczy, pokazująca wyjątkowa tupet i bezczelność, bo to nie prezydent Karol Nawrotki odpowiada za zadłużenie i stan finansów publicznych. Nasze kieszenie wyglądałyby jeszcze gorzej, gdyby pozwalał na łupienie Polaków. Nie jest prawdą, że gdyby pozwolił nas złupić to stan finansów publicznych byłby lepszy, moim zdaniem byłby jeszcze gorszy. Spójrzmy, że mamy bardzo przyzwoity wzrost gospodarczy, a mimo to dochody państwa za rządów Tuska kuleją i maleją. W zeszłym roku tej władzy i temu rządowi zabrakło w dochodach podatkowych, które sami sobie zaplanowali, aż 42 mld zł. W tym roku tych dochodów, które jak podkreślam sami sobie zaplanowali i uchwalili w Sejmie, może zabraknąć około 50 mld zł. To będzie się wiązało być może z blokadą wydatków poszczególnych resortów i to już jesienią tego roku. Stąd też takie parcie na rabunek portfeli Polaków w zakresie cen paliw. Tych cen nie usprawiedliwia żadna sytuacja ekonomiczno-walutowa. Nic nie uzasadnia paliwa po 9 zł. To wszystko składa się na jakiś absolutnie katastroficzny obraz stanu finansów publicznych, przy jednoczesnym rozgrzewaniu nastrojów społecznych za pomocą kolejnych afer, czy siłowych wejść do instytucji publicznych. Dzieląc społeczeństwo chcą odciągnąć uwagę od absolutnie dramatycznego stanu finansów publicznych w Polsce, która będzie się jeszcze pogarszać. Przyszłoroczny deficyt moim zdaniem będzie znacznie wyższy niż ten za zakładany w budżecie, a więc dalej będą się te wskaźniki pogarszać.
Czy trzecia z dużych agencji ratingowych Standard & Poor's też obniży nasze notowania?
Myślę, że także krytycznie oceni nasze finanse, tak jak Moody’s i przekaże negatywne prognozy dotyczące przyszłości finansów Polski. Będzie to oznaczać, pogłębianie się spadku notowań ratingowych Polski. Dowiemy się tego prawdopodobnie 6 listopada.
Jak zareagują inwestorzy?
Dla nich to jest sygnał, że trzeba ograniczać inwestycje. Różnego rodzaju fundusze inwestycyjne czy też emerytalne muszą teraz uwzględniać negatywne scenariusze, jako element dalszego działania na naszym rynku. Podobnie tak zwany kapitał spekulacyjny, portfelowy, giełdowy odczyta te sygnały jako konieczność zrealizowania zysków, czyli sprzedaży aktywów, bo nie wiadomo, jak sytuacja w Polsce dalej będzie się rozwijać.
Jak to jest, że wzrost gospodarczy mamy na przyzwoitym poziomie, a w państwowej kasie pustki? Dlaczego nie zwiększają się dochody?
To jest całkiem nowa sytuacja. Wielu analityków bada dlaczego wzrost gospodarczy nie przekłada się na poprawę warunków finansów publicznych. Mamy wzrost PKB powyżej 3,5 proc. a jednocześnie jeden z największych deficytów w Europie i najszybciej przyrastający dług publiczny w stosunku do PKB. To oznacza brak dochodów podatkowych, który jest zaprzeczeniem pewnym zasadom ekonomii, czy wręcz naukowym. Ten schemat w Polsce został przez rządzących wyraźnie złamany i to zjawisko się pogłębia. Stan naszej gospodarki nie odzwierciedla stanu finansów publicznych. Jest wzrost gospodarczy a jednocześnie pogłębiająca się zapaść finansów publicznych. I tu jeszcze raz wrócę do tych haniebnych, idiotycznych i dziecinnych oskarżeń pod adresem prezydenta Karola Nawrockiego, zrzucania na niego odpowiedzialności za budżet i za deficyty. Takiej komedii jeszcze w Europie nie grali, żeby obwiniać prezydenta za stan budżetu. Prawdę mówiąc, gdyby prezydent mógł, to powinien te ich budżety zawetować, ale na to nie pozwala nasza konstytucja. Prezydent jest stabilizatorem bezpieczeństwa Polaków, także ich portfeli i gdyby nie robił tego co robi, to mielibyśmy jeszcze większe kłopoty. Uważam jednak, że jesienią należy się spodziewać znaczącego wzrostu kosztów utrzymania, zwłaszcza jeśli chodzi o paliwa, energię, ogrzewanie. To mogą być wzrosty sięgające 20 proc., zwłaszcza jeśli chodzi o ceny energii elektrycznej i niemal kaskadowy wzrost cen paliw. Niestety to bardzo będzie rzutować na koszty działalności gospodarczej i nasze koszty utrzymania.
Dziękuję za rozmowę.
Oto efekt rządów Tuska! Agencja Moody’s obniżyła rating Polski
źr. wPolityce.pl
