Komisja Europejska uznała, że jeśli wszyscy będziemy mieć tzw. inteligentne liczniki prądu, zapłacimy mniej za energię. Chce więc, by do końca dekady przynajmniej połowa Europejczyków miała takie urządzenia. Na szczęście dla Polski to nie jest problem, bo połowa Polaków ma już takie urządzenie. Trudno jednak pominąć fakt, że sama wymiana licznika, za którą i tak każdy z nas zapłacić musi, to zdecydowanie za mało, by spadły rachunki za prąd.
Władze unijne w ramach polityki klimatycznej i transformacji energetycznej z jednej strony naciskają na powszechną elektryfikację, uznając, że to najlepszy sposób na ograniczenie importu paliw kopalnych, który zwłaszcza w sytuacji wojny - tak obecnej na Bliskim Wschodzie jak i ataku Rosji na Ukrainę cztery lata temu – jest wyjątkowo kosztowny. Z drugiej jednak przejście obywateli na powszechne użycie prądu: pompy ciepła, panele i elektromobilność także wiąże się z wielkimi kosztami i to nie tylko bezpośrednio osób zainteresowanych zakupem tych technologii, lecz z również dostosowaniem systemu energetycznego do nowych wymagań.
Bruksela postanowiła w tym pomóc poprzez wyznaczenie – swoim zwyczajem – nowych celów. Tym razem chodzi o tzw. inteligentne liczniki. Według portalu Politico UE zaproponuje przyśpieszenie instalacji tak, by do 2030 roku przynajmniej połowa gospodarstw domowych i innych odbiorców takie urządzenia posiadała, a do 2033 roku mają stanowić 65 proc. wszystkich liczników.
Władze unijne liczą, że w ten sposób „umożliwią konsumentom dostosowanie zużycia energii do okresów niższych cen” a „inteligentne systemy pomiarowe mogą przyczynić się do obniżenia rachunków za energię i zwiększenia ich przewidywalności”.
Od samego licznika rachunki za prąd nie spadają
Jednak – co oczywiste – od samego zainstalowania inteligentnego licznika rachunki za prąd jeszcze nikomu nie spadły. W Polsce jest ich już około 10 milionów, czyli praktycznie co drugi odbiorca ma ma takie urządzenie. Jest przydatne i umożliwia na bieżąco śledzenie zużycia energii ale także daje możliwość skorzystania z tzw. taryf dynamicznych zamiast tych ze stałą ceną energii przez całą dobę. Taryfy dynamiczne pozwalają na zakup energii po aktualnych cenach, powiązanych z notowaniami na Towarowej Giełdzie Energii. A skoro ceny na dzień następny są publikowane wcześniej, to odbiorca może też wcześniej zaplanować pobór prądu. Założenie więc jest przynajmniej teoretycznie korzystne, dlatego Komisja Europejska promuje instalację inteligentnych liczników. Ale jak zwykle – diabeł tkwi w szczegółach.
Taryfy dynamiczne to ryzyko
Taryfy dynamiczne wiążą się bowiem z ryzykiem, bo na TGE notowania zmienne są i zdarzają się radykalne spadki jak i „skoki”. Zatem nie chodzi tylko o śledzenie ruchu cen, ale też – co zgodnie przyznaje wielu ekspertów – odpowiednie zaplecze. A mieszkańcom tzw. starych bloków taryfy dynamiczne niewiele pomogą w obniżeniu rachunków. Najlepiej bowiem sprawdzają się w nowoczesnych domach, docieplonych, z panelami słonecznymi – czyli własną produkcją prądu oraz magazynem energii i pompą ciepłą. Wówczas faktycznie można pobierać tanią energię z sieci poza godzinami szczytu, gdy jest znacznie droższa. I takie osoby skorzystają faktycznie dzięki inteligentnym urządzeniom pomiarowym oraz taryfom dynamicznym. Otwartą kwestią pozostaje to, ile takich osób jest w naszym kraju i ile takich nowoczesnych domów. Urząd Regulacji Energetyki poinformował niedawno, że w ubiegłym roku z taryf dynamicznych korzystało mniej niż 5 tysięcy odbiorców indywidualnych i mikroprzedsiębiorców. Równocześnie nie jest tajemnicą, że w naszym kraju nawet około trzy miliony domów ogrzewanych jest węglem i gazem.
Bruksela chce dyktować rytm życia wszystkim ludziom
Bruksela liczy też na zmianę nawyków obywateli, by zaczęli zużywać mniej prądu rano i wieczorem a więcej w innych porach dnia. Na przykład w południe gdy panele słoneczne produkują energię „na maksa”, a więc i cena energii spada, albo w nocy, gdy tradycyjnie w każdym kraju popyt spada. W skrócie – najlepszy scenariusz byłby taki, gdyby obywatele wykonywali pranie, prasowanie czy koszenie trawnika nocą lub w samo południe w słoneczne dni. Oczywiście zestaw czynności można byłoby poszerzyć. Kłopot jednak polega na tym, że z reguły w nocy chętnie śpimy, a w południe jesteśmy w pracy.
Pomysł na zmianę zachowań i przyzwyczajeń gospodarstw domowych jest całkiem poważny, skoro ten sam portal – Politico pisał wręcz kilka dni temu, że Bruksela ma nadzieję, iż „skłoni to gospodarstwa domowe do ograniczenia zużycia energii elektrycznej wieczorem, gdy zapotrzebowanie jest największe, co pozwoli utrzymać ceny na niższym poziomie i zapewnić więcej energii dla przemysłu, transportu i energochłonnych komputerów realizujących zaawansowane funkcje sztucznej inteligencji”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gospodarka/762349-pranie-w-pralce-tylko-noca-tego-i-jeszcze-wiecej-chce-bruksela
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.