Zapowiedź powrotu niemieckich przedsiębiorców na rosyjskie forum ekonomiczne w Petersburgu, które rozpoczyna się w środę 3 czerwca i potrwa do soboty, tylko z pozoru jest zaskakująca. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej relacjom biznesowym obu krajów w ostatnich latach, to widać, że – choć uległy ochłodzeniu od lutego 2024 roku - o definitywnym zerwaniu nie było nigdy mowy. I to nawet w tak kluczowym sektorze jak surowcowy i to nawet pomimo strategii rezygnacji z importu gazu i ropy z Rosji - obowiązującej kraje członkowskie Unii Europejskiej.
Szef Niemiecko-Rosyjskiej Izby Handlu Zagranicznego, która pomimo trwania wojny na Ukrainie ma się całkiem dobrze, teraz tłumaczy, że chodzi o „utrzymanie gospodarczego mostu do Rosji”, tak jak to robią inni. Matthias Schepp dodaje też, że w grę wchodzi „ochrona ponad 100 mld niemieckich aktywów w tym kraju”, a zatem wielkie pieniądze. To co powiedział, dowodzi nie tylko, że część niemieckich firm pozostała w Rosji, ale też jasny sygnał, że już wkrótce możliwe będzie faktyczne wznowienie współpracy.
Powrót do interesów z Rosją pod patronatem Berlina
Co najbardziej istotne – najwyraźniej patronują temu niemieckie władze. Bo trudno sobie wyobrazić sytuację, w której niemieccy przedsiębiorcy pozwoliliby sobie na wyjazd do Petersburga bez cichego przyzwolenia rządu w Berlinie lub samego kanclerza Friedricha Merza z CDU. Tym bardziej, że to reprezentująca to samo ugrupowanie kanclerz Angela Merkel przez dekadę dbała o jak najlepsze relacje z Moskwą, zwłaszcza zwiększenie dostaw rosyjskich surowców do Europy, co w przypadku gazu spowodowało wręcz uzależnienie kontynentu. Merkel ostatecznie nigdy nie przyznała, jak wielkim błędem była polityka obłaskawiania władcy z Kremla.
Przypomnijmy, że, tak jak cała Europa, Niemcy zapłaciły za to wysoki rachunek, gdy Gazprom zakręcił kurek, a bałtycki gazociąg Nord Stream wyleciał w powietrze. Niemcy musiały na gwałt budować gazoporty i sprowadzać drogi LNG z innych kierunków. Jednak z rosyjskiego też całkiem nie zrezygnowali. Poprzednik Merza – kanclerz Olaf Scholz z SPD, który był wyjątkowo ostrożny w udzielaniu pomocy Ukraińcom tuż po agresji rosyjskiej, nie odważył się przeciąć relacji biznesowych z Rosją. Najbardziej jaskrawym tego przykładem jest jedna z największych rafinerii w Schwedt, która zaopatruje m.in. aglomerację berlińską w paliwa. Zakład ten częściowo (tak jak i dwie inne rafinerie) należy do spółki Rosneft Deutschland, a ta do koncernu rosyjskiego, którego szef Igor Sieczin jest zaufanym człowiekiem Władimira Putina. Urzędnicy kanclerza Scholza byli w stałym kontakcie z władzami Rosneftu, a rząd jedyne co zrobił, to objął (pośrednio) w powiernictwo aktywa Rosneft Deutschland i cyklicznie co pół roku je przedłużał. Choć niemieckie i światowe media sugerowały, że dojdzie do wywłaszczenia spółki, to na sugestiach się skończyło. Spekulacje, że zainteresowany nabyciem rafinerii jest polski Orlen, najwyraźniej wywołały tak negatywne skojarzenia w Berlinie, że wkrótce potem pojawiły się informacje o możliwym inwestorze z Kataru. (Na marginesie przypomnieć, że gdy upadała Stocznia Gdańska, to ekipa Donalda Tuska wiele lat temu także opowiadała o inwestorze z Kataru… który nigdy się nie zmaterializował, o ile w ogóle istniał…)
Niemcy nie porzucili wizji tanich paliw ze Wschodu
Tęsknota Niemców za tanim rosyjskim gazem i tanią rosyjską ropą nie jest żadną tajemnicą. Władze wschodnioniemieckich landów mówią o tym często i chętnie. Ostatnio, trzy miesiące temu premier Brandenburgii Dietmar Woidke (SPD) powiedział, że biznes w jego landzie z zadowoleniem przyjąłby powrót do ropy z Rosji dla rafinerii Schwedt, a pracownicy rafinerii wysłali apele w sprawie zniesienia embarga do rządów trzech landów.
O ile w przypadku ropy niektórzy niemieccy politycy liczą na wznowienie importu z Rosji, o tyle w przypadku gazu ten import jest kontynuowany. Choć formalnie Berlin poparł inicjatywę Komisji Europejskiej o zaprzestaniu sprowadzania rosyjskiego gazu w przyszłym roku.
Niemieckie władze wprawdzie zdecydowały się na krok - na pewno w ich mniemaniu radykalny – czyli upaństwowiły spółkę Gazprom Germania i zmieniły jej nazwę na SEFE, to ciągle sprowadzają rosyjski gaz. Tyle że nie rurociągami, ale skroplony (LNG). Według medialnych doniesień tylko w ubiegłym roku było to około 50 ładunków. Różnica jest taka, że dostawcą nie jest już Gazprom, lecz formalnie prywatny rosyjski koncern Novatek. Na jego czele stoi znany przyjaciel prezydenta Rosji – Leonid Michelson, który uchodzi za jedną z najbardziej wpływowych postaci w branży, zaś za partnera ma między innymi francuski TotalEnergies. (O polityce ostatnich lat tego francuskiego koncernu, który zarabia na dywidendzie od Novateku i sprzedaży rosyjskiego LNG, choć władze w Paryżu oficjalnie wspierają Ukrainę, można by napisać książkę.)
Linia Schroedera wciąż aktualna
Na forum w Petersburgu najpewniej oprócz niemieckich przedsiębiorców obecny będzie także były kanclerz Gerhard Schroeder – przyjaciel Władimira Putina i orędownik bliskich relacji obu krajów, który niejako przy okazji zarobił miliony euro zasiadając we władzach różnych rosyjskich firm i gremiów. Ten sam, który zainicjował budowę Nord Stream i ten sam, który zadbał o udziały niemieckich koncernów w jego budowie i ich inwestycje w Rosji w różnych sektorach. Także za rządów Schroedera doszło do kuriozalnej sytuacji, bo choć świat zachodni potępił uwięzienie Michaiła Chodorkowskiego, szefa i właściciela koncernu Jukos, to wyceną najważniejszej części jego majątku zajął się bank inwestycyjny Dresdner Kleinwort Wasserstein, wynajęty przez… Moskwę. I nie trzeba dodawać, że ta wycena wzbudziła wiele kontrowersji.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gospodarka/761783-niemiecki-biznes-znow-u-putina-w-petersburgu-zero-zdziwienia
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.