Niemcy mają problemy z nowymi inwestycjami w morskie farmy wiatrowe, niektóre firmy zamierzają się wycofać, choć jeszcze dwa-trzy lata temu zapowiadały gigantyczne nakłady, liczone w miliardach euro.
Rzeczywistość ostudziła nadzieje Niemiec na szybki i trwały rozwój energetyki wiatrowej na morzu. Najprawdopodobniej po raz pierwszy rząd w Berlinie będzie musiał przygotować specjalne przepisy, które umożliwią inwestorom dobrowolny zwrot terenów przeznaczonych pod budowę wiatraków. Jak informują niemieckie media, domaga się tego krajowe Stowarzyszenie reprezentujące branżę energetyki wiatrowej (BWO). Kwestia ta jest istotna o tyle, że z jednej strony pokazuje, iż większość z planowanych w ostatnich latach projektów morskich farm praktycznie została zatrzymana i wielu deweloperów zwyczajnie nie podjęło jeszcze ostatecznej decyzji inwestycyjnej. Z drugiej zaś – zmusza rząd do zaproponowania bardziej korzystnych systemów wsparcia, jeśli morskie farmy wiatrowe, które są jednym z kluczowych elementów polityki Energiewende, mają się rozwijać.
Budowa bez wsparcia państwa nie ma szans
Stowarzyszenie BWO argumentuje, że gdyby rząd wprowadził przepisy o zwrocie terenów pod budowę, to objęłyby one inwestycje o mocy nawet 16 tysięcy megawatów. Tymczasem w Niemczech w latach 2023-2025 przyznano pozwolenia na budowę 14 projektów o łącznej mocy 17,8 tys. MW. A zatem realizacja większości z nich stanęła pod znakiem zapytania. Stowarzyszenie liczy, że zwrot terenów da nadzieję na to, że w kolejnych latach pojawią się – wraz z lepszym (większym) rządowym wsparciem także inni chętni do budowy tam wiatraków, bo „zatrzymanie rozwoju projektów zagraża łańcuchowi dostaw”.
Blokada inwestycji w niemieckiej morskiej energetyce wiatrowej trwa od wielu miesięcy, chodzi o problem rosnących kosztów i trudności z przyłączeniem do sieci. Zaś w ostatnich dniach media informowały o planie wycofania się z projektów jednego z europejskich potentatów – TotalEnergies, powołując się na nieoficjalne informacje. Według NDR i „Süddeutsche Zeitung”, francuski koncern, który zdobył na aukcjach obszary pod budowę wiatraków na Morzu Północnym o łącznej mocy kilku tysięcy megawatów, może wycofać się ze względów ekonomicznych, bo koszty budowy wzrosły i brakuje pewności co do rozbudowy sieci elektroenergetycznej. Na dodatek TotalEnergies planował inwestycje bez wsparcia państwa. W przyszłym roku takowe ma się pojawić. Teraz potentat znalazł się w kłopotliwym położeniu, bo zainwestował kilkaset milionów euro we wstępne prace przygotowawcze, a gdyby nowe przepisy weszły w życie, nie ma pewności, że je odzyska.
Moc przestała być z nimi
Niemcy jeszcze do niedawna w ramach wielkiej strategii transformacji energetycznej (dekarbonizacji i ograniczenia emisji) formalnie planowały, że w 2045 roku będą miały na morzu farmy wiatrowe o mocy 70 tysięcy MW. Ale to wiązałoby się ze znaczącym wzrostem mocy oddawanych do użytku wiatraków, co – zwłaszcza biorąc pod uwagę spowolnienie ostatnich dwóch lat – nie jest wcale pewne. (W zeszłym roku na jedną z aukcji w ogóle nie było chętnych.) W ramach Energiewende planowano, że w 2031 roku będą działały farmy morskie o mocy 30 tys. MW, a w 2040 – o mocy 40 tys. MW. Na koniec ubiegłego roku morskie wiatraki w Niemczech miały moc ok. 10 tys. MW.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gospodarka/760829-szok-w-niemczech-wiatraki-na-morzu-chwieja-sie-w-posadach
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.