Sytuacja w Fabryce Broni „Łucznik” w Radomiu staje się coraz bardziej napięta. Związkowcy kolejnych central przyznają, że spółka „zbliża się do punktu krytycznego”. Jak tłumaczą związkowcy, rząd zachęcał zakład do dużych inwestycji i coraz większego zatrudniania, a dziś nie daje zamówień. Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczy się wetem prezydenta ws. programu SAFE i umywa ręce, proponując spółce poszukiwanie nowych rynków. Związkowcy w rozmowie z portalem wPolityce.pl wskazują zupełnie inną przyczynę kłopotów firmy i ripostują, że nie mogą szukać zewnętrznych rynków zbytu właśnie z powodu rządowej polityki.
Inwestycje zamiast podwyżek
Tomasz Strzecha, przewodniczący zakładowego Związku Zawodowego Przemysłu Elektromaszynowego w Fabryce Broni Łucznik-Radom podkreśla, że spółka, zachęcona rządowymi sugestiami, zainwestowała w rozwój fabryki masę pieniędzy.
Pierwsza pożyczka dla fabryki wynosiła 100 milionów złotych. Pracownicy nie dostawali podwyżek, ale stanęliśmy na wysokości zadania. Zmodernizowaliśmy cały park maszynowy, mało tego pod koniec zeszłego roku postawiliśmy dodatkową halę, bo takie były sugestie Ministerstwa Obrony Narodowej. Mówiono, że mamy się rozwijać i mamy produkować, więc to robiliśmy
— przypomina związkowiec.
Strzecha podkreśla, że fabryka zatrudniła nowych pracowników i wyszkoliła ich.
A teraz mamy paradoks. Nowi pracownicy przepracowali, zgodnie z kodeksem pracy, trzy umowy, a czwartą mieli mieć na czas nieokreślony. Natomiast teraz musimy się ich pozbyć.
— mówi szef zakładowej centrali związkowej wPolityce.pl.
Przyznaje jednocześnie, że zarząd spółki tłumaczy się, iż jeździ i puka od drzwi do drzwi, ale zewsząd odsyłany jest z kwitkiem.
Propozycja Kosiniaka-Kamysza - załoga załamuje ręce
Związkowiec zaskoczony jest propozycjami i tłumaczeniami Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Dziś pan minister Kosiniak-Kamysz mówił, że mamy budować sobie rynki zewnętrzne. Jak możemy budować rynek zewnętrzny, jak od kilku lat MON zabierało nam całe moce produkcyjne. Mając zapytania ofertowe, nawet na 50 czy sto sztuk broni, wysyłaliśmy informacje, że nie mamy mocy produkcyjnej, bo takie zapewnienia płynęły od MON czy Ministerstwa Aktywów Państwowych
— zaznacza.
Związkowcy już jesienią zeszłego roku, stawiając nową halę produkcyjną, zgodnie alarmowali, że spółka nie ma następnych zamówień, co zagraża płynności produkcji.
Przecież na wyprodukowanie karabinu potrzeba ok. pół roku. Tego nie robi się z marszu
— wyjaśnia Strzecha.
Nie mamy możliwości stałej produkcji. To nie jest polityka dla fabryki broni. Nie mówię, żeby Agencja Uzbrojenia dawała nam zamówienia na sto procent obłożenia, ale niech to będzie w kolejnych latach zmniejszająca się tendencja, np. najpierw 80 proc., potem 60, 50 procent. To dałoby nam czas na zbudowanie portfela zamówień zewnętrznych
— tłumaczy.
Dlaczego nie ma produkcji dla policji? „To nie weto ws. SAFE”
Kosiniak-Kamysz próbuje tłumaczyć złą sytuację spółki wetem prezydenta dla ustawy o programie SAFE. Według szefa MON miało to utrudnić zamówienia dla policji czy straży granicznej.
Związkowiec absolutnie nie zgadza się ministrem obrony.
Nie rozumiem sposobu wypowiedzi ministra Kosiniaka-Kamysza. Gdy tylko objął swoje stanowisko mówił, że trzeba inwestować, że potrzebne są karabinki. Minęły dwa lata, gdzie są te zamówienia?
— pyta przedstawiciel załogi.
Podaje też zupełnie inny powód braku zamówień dla służb MSWiA.
Matka spółka PGZ wymyśliła sobie, że w spółkach, które mają dobre wyniki, narzuci dodatkowe marże, tj. 5 proc. na każdy produkt. Jak my mamy konkurować z zagranicznymi podmiotami, jak nasz produkt nie dość, że ma cenę stałą, to jeszcze musimy dokładać 5 proc. marży?
— podkreśla Strzecha w rozmowie z wPolityce.pl.
Często przegrywamy przetargi na zamówienia choćby dla policji i innych służb MSWiA, bo nie możemy podać odpowiedniej ceny
— dodaje.
Wyjdą na ulice?
Z kolei Maciej Ostrowski, przewodniczący związku ZZPE, nawet nie chce się wypowiadać ws. SAFE.
Nie wypowiadamy się, ponieważ mamy za małą wiedzę, gdzie te pieniądze miałyby trafić. Mieliśmy spotkanie z prezesem Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Była mowa, że te zamówienia będą, natomiast nie było doprecyzowane, gdzie, w jakich zakładach one miałyby się pojawić
— mówi przewodniczący Ostrowski, który przyznaje, że załoga jest przerażona sytuacją w spółce.
Dlatego dajemy tydzień na jakieś działania PGZ i MON. Jeśli nie będzie żadnych informacji, że jakieś zamówienia dla Łucznika się pojawią, to będziemy podejmować kolejne kroki, łącznie z manifestacjami.
— zaznacza szef ZZPE w rozmowie wPolityce.pl.
Czytaj także
Sławomir Cedzyński, wPolityce.pl
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gospodarka/758055-iskrzy-w-luczniku-mon-tlumaczy-zaloga-przerazona
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.