Gdziekolwiek zapadają perspektywicznie ważne decyzje Donalda Tuska, tam prędzej czy później pojawiają się potężne problemy gospodarcze i suwerennościowe Polski. Jednym z licznych przykładów jest drastyczny wzrost cen energii, który wykańcza przedsiębiorców i dusi gospodarstwa domowe. I choć premier pozuje dziś na polityka walczącego o darmowe uprawnienia do emisji CO2, to właśnie jego decyzje stoją u zarania zgubnego dla Polski systemu ETS. Polska wydaje na niego rocznie 35 mld zł. Jeśli wprowadzony zostanie ETS2, koszty te wzrosną do blisko 50 mld zł. Prezydent i opozycja mówią wprost: ETS należy wypowiedzieć! Co zrobi Tusk? Już kilka polskich szans w sprawie energetyki zaprzepaścił.
W czasie, gdy brukselskie elity śnią o klimatycznej utopii, Europa stoi na krawędzi gospodarczej zapaści. ETS, czyli system handlu uprawnieniami do emisji CO2, przeobraził się w spekulacyjny parapodatek, duszący naszą konkurencyjność, wysysający miliardy z portfeli obywateli i napędzający proces wielkiej deindustrializacji kontynentu. Jedyną zdrową reakcją powinno być wycofanie się z fatalnego systemu w obronie gospodarczej suwerenności. Okazja do podjęcia stanowczych działań będzie już jutro. W Brukseli odbędzie się unijny szczyt ws. ETS.
Jasne stanowisko prezydenta: 5 filarów
Wobec bierności i uległości rządu, inicjatywę przejął prezydent Karol Nawrocki. W oficjalnym stanowisku przekazanym premierowi Tuskowi przed szczytem Rady Europejskiej, wskazał wprost: najbardziej racjonalnym rozwiązaniem, chroniącym naszą gospodarkę, jest całkowite odejście od systemu ETS. Na wypadek brukselskiego oporu, prezydent przedstawił 5 konkretnych filarów reformy:
1. Wprowadzenie opłaty zastępczej, wnoszonej do budżetu krajowego, której maksymalny poziom nie mógłby przekraczać kosztów najtańszego systemu ETS na świecie (np. chińskiego).
2. Sztywny limit cenowy CO2 – jeśli cena uprawnień przekroczy 10 euro za tonę, system MSR powinien automatycznie uwalniać na rynek dodatkowe uprawnienia.
3. Koniec spekulacji – całkowite wykluczenie instytucji finansowych z handlu emisjami. Chodzi o zablokowanie sytuacji, w której rynkowi spekulanci bogacą się kosztem zwykłych rodzin i energochłonnego przemysłu.
4. Utrzymanie bezpłatnych uprawnień dla przemysłu i zawieszenie ich wycofywania w latach 2026-2030, co miało nastąpić w związku z wadliwym podatkiem granicznym CBAM.
5. Kategoryczna rezygnacja z wdrożenia systemu ETS2 – co jest warunkiem absolutnie nieopcjonalnym.
Opozycja: Nie będziemy unijnym bankomatem!
Również opozycja nie zamierza biernie przyglądać się tej katastrofie. Prof. Przemysław Czarnek złożył w Sejmie projekt uchwały wzywającej premiera do opublikowania wyroku TK z czerwca 2025 r. oraz przedstawienia w ciągu 14 dni twardego planu wyjścia Polski z systemu ETS. Podkreśla przy tym, że Polacy nie mogą być „bankomatem lewackiej polityki klimatycznej Unii Europejskiej”. Z kolei były wicepremier Jacek Sasin zapowiedział złożenie projektu ustawy wycofującej z polskiego obiegu prawnego ustawę wdrażającą system ETS z 2015 roku, nazywając ten mechanizm „kamieniem u szyi naszej gospodarki”. PiS, po pewnym zachwianiu w tej kwestii kilka lat temu, obecni stawia na obronę polskiego węgla i suwerenności energetycznej.
List do szefowej KE
Problem jest tak oczywisty i nabrzmiały, że trudno byłoby rządowi przymknąć na niego oko. Pewnie dlatego Donald Tusk usilnie przekonuje o asertywnej postawie w tej kwestii. Wraz z przywódcami dziewięciu innych państw podpisał się pod listem do szefowej Komisji Europejskiej, w którym wezwano Ursulę von der Leyen do „gruntownego przeglądu” systemu ETS, w tym do przedłużenia okresu obowiązywania bezpłatnych uprawnień, które mają wygasnąć w 2034 r. Pod listem podpisali się przywódcy Włoch, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Węgier, Słowacji i Rumunii.
Czytaj także
Innych działań premiera jak na razie nie widać. Trudno też spodziewać się jakiejś radykalnej postawy w tej kwestii. Donald Tusk ma bowiem w tej sprawie wiele na sumieniu. Są sprawy, o których z pewnością chciałby zapomnieć.
Pierworodny grzech Tuska i bezprawie Brukseli
Na tak radykalny system polityki klimatycznej zgodził się w 2008 roku sam Donald Tusk na posiedzeniu Rady Europejskiej w Brukseli. Był to moment, w którym ostateczny pakiet rozwiązań jeszcze się kształtował i można było zgłosić skuteczne weto w tej sprawie. Jednak politycy PO i PSL nigdy nie podejmowali właściwych dla Polski decyzji klimatycznych i w każdej rozgrywce, przepuszczali rozwiązania służące interesowi energetycznemu państwa. Jedną z fundamentalnych rozgrywek opisałam 15 lat temu na portalu wPolityce.pl:
Czytaj także
I choć mieliśmy wyjątkowo mocne pole do negocjacji własnych interesów, nawet nie podjęliśmy próby. W kolejnych latach było jeszcze gorzej, a bierna podległość polityków PO wobec oczekiwań UE ma dziś realne konsekwencje. W 2008 roku Donald Tusk zgodził się na pakiet „3x20”, zakładający redukcję o 20 proc. emisji CO2 do roku 2020. Przyjęto także zmianę bazy redukcji CO2 z roku 1990 na rok 2005 oraz obowiązkowy handel uprawnieniami do emisji dla wytwarzających energię elektryczną, który zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2013 roku. W 2014 roku Komisja Europejska zaproponowała jeszcze bardziej radykalne rozwiązania. Na posiedzenie RE, którą kierował wówczas nowy przewodniczący Donald Tusk, pojechała zupełnie nieprzygotowana premier Ewa Kopacz, która zgodziła się na kolejne restrykcje, czyli ograniczenie emisji CO2 o 43 proc. do 2030 oraz na wprowadzenie tzw. Rezerwy Stabilizacyjnej. Po ośmioletniej przerwie na czas rządów PiS, do władzy wróciła oszalała klimatyzmem ekipa Donalda Tuska. W 2024 roku wiceminister Urszula Zielińska zadeklarowała zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku. Mimo, że teraz rząd próbuje się z tego wycofać, intencje tego szaleństwa są znane.
Bezprawie Brukseli
Warto też przypomnieć, w jaki sposób ten niszczący mechanizm został nam narzucony. W 2015 roku decyzja o wprowadzeniu systemu ETS została podjęta w głosowaniu większością kwalifikowaną, z pogwałceniem zasady jednomyślności. Tym samym, w imię ideologicznego zaślepienia, bezprawnie pozbawiono Polskę przysługującego jej prawa weta.
Ten skandaliczny tryb został jednoznacznie oceniony przez polski Trybunał Konstytucyjny. W przełomowym wyroku z 10 czerwca 2025 roku (sygn. akt 10/24) TK orzekł wprost: narzucenie Polsce systemu ETS w ten sposób było niezgodne z unijnymi traktatami i polską Konstytucją. Mamy więc twardą, prawną podstawę, by ten system odrzucić. Tylko czy rząd Donalda Tuska jest do tego mentalnie zdolny?
Dramatyczne konsekwencje dla Polski
Liczby są bezlitosne. Polska wydaje rocznie na system ETS gigantyczną kwotę 35 miliardów złotych, a po likwidacji darmowych uprawnień haracz ten wzrośnie do blisko 50 miliardów złotych rocznie. Koszty uprawnień do emisji stanowią obecnie około 30 proc. naszych rachunków za energię elektryczną.
Skutki dla gospodarki są katastrofalne. Podczas gdy Europa w ciągu 20 lat zmniejszyła swój udział w globalnej produkcji przemysłowej z 25 proc. do zaledwie 17 proc., Chiny zanotowały w tym czasie wzrost z 9 proc. do 28 proc. Zredukowaliśmy własne emisje kosztem zniszczenia przemysłu, podczas gdy globalne emisje i tak drastycznie wzrosły, napędzane przez azjatyckie potęgi. Unijny przemysł upada, a Polacy tracą miejsca pracy.
Co, jeśli się nie wycofamy?
Jeśli nie zastopujemy chorej polityki klimatycznej, w 2028 roku uderzy w nas ETS2 – nowy podatek klimatyczny nałożony na transport drogowy i ogrzewnictwo domowe. Skutki będą dramatyczne. Według ekspertów, ogrzewanie domu węglem w 2027 roku osiągnie równowartość 144 proc. miesięcznego wynagrodzenia minimalnego, a w 2030 roku – aż 264 proc! Ceny paliw wzrosną o kilkadziesiąt groszy na litrze, co przełoży się na lawinowy wzrost cen towarów i usług. Przy okazji wraca groźba przymusowej modernizacji domów jednorodzinnych, która w nowym układzie urośnie nawet do 600 tys. zł. Rozszerzenie systemu ETS przyniesie wiec drastyczny wzrost inflacji, gigantyczne zubożenie społeczeństwa i wykluczenie komunikacyjne.
Arogancja Komisji Europejskiej
Jak w tym wszystkim traktowana jest Polska? Przez lata nasze obawy były całkowicie ignorowane. Komisja Europejska prowadzi swój ideologiczny walec, nie bacząc na koszty i skutki. Wprawdzie Ursula von der Leyen pod presją narastającego kryzysu przyznaje dziś, że system „wymaga modernizacji”, to jednocześnie stanowczo broni jego utrzymania, twierdząc cynicznie, że ETS chroni nas przed uzależnieniem od węglowodorów. Bruksela traktuje Polskę – kraj w 55 proc. oparty na stabilnym węglu – z właściwą sobie arogancją, próbując zmusić nas do finansowania nieskutecznej i urojonej zielonej utopii.
Wnioski są proste. Odrzucenie systemu ETS to dzisiaj nie kwestia wyboru politycznego, ale przetrwania polskiej gospodarki, obrony podstawowego dobrobytu polskich rodzin, ale także bezpieczeństwa państwa. Nie może być zgody na neokolonializm.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/gospodarka/755828-kto-zezwolil-na-zabojczy-ets-tusk-chcialby-o-tym-zapomniec
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.