Czy Niemcy podzielą się z nami swoimi problemami?
Czy Niemcy podzielą się z nami swoimi problemami na rynku energii, i gdy u nich będzie drogo, to u nas także?

Wspólny rynek energii ma być jednym ze sposobów na poprawę konkurencyjności europejskiej gospodarki, której problemy wynikają m.in. z wysokich cen energii i realizacji agendy klimatycznej. Pomysł popiera rząd Donalda Tuska, choć eksperci ostrzegają przed problemami. A minister Andrzej Domański odpowiedzialny za finanse, zaledwie trzy dni temu w Brukseli mówił, że – jak podała PAP – niezwykle istotna jest kwestia „budowy interkonektorów miedzy krajami członkowskimi”. - Chcemy zbudować silny europejski rynek energii i wtedy uda nam się obniżyć ceny energii – dodał minister finansów.
Wypowiedź ta sugeruje, że rząd ma pomysł, by wybudować dodatkowe połączenia z systemami krajów sąsiednich, a biorąc pod uwagę istniejące z naszymi sąsiadami na południu, to w zasadzie jedynym kierunkiem inwestycji mogą być Niemcy. W związku z forsowaniem pomysłów zjednoczeniowych w Europie, nowe władze w Brukseli chętnie poprą polskie plany i zapewne także znajdzie się na nie dofinansowanie. Ale prawdziwym problemem nie jest sama budowa i jej koszty, choć i tak będą znaczące, lecz skutki – Mamy dwa połączenia w rejonie Turowa i koło Szczecina, Niemcy nam narzucają przepływy energii, gdy mają jej nadmiar, co już jest problemem dla Polski i trzeba było zamontować odpowiednie urządzenia, by redukować napływ energii – wyjaśnia profesor Władysław Mielczarski, ekspert rynku energetycznego. - Nasz system nie potrzebuje trzeciego połączenia, bo bardziej go zdestabilizuje, zwłaszcza biorąc pod uwagę olbrzymią silę niemieckiego systemu.
