Patrząc na dzieje Eurazji możemy dostrzec następującą prawidłowość: cywilizacja szła ze wschodu na zachód, a teraz, w innej formie powraca w kierunku azjatyckim.

Cywilizacja zachodnia, która narodziła się w Azji mniejszej nad tzw. Żyznym Półksiężycem (dziś Iran, wschodnia Turcja i Syria) ok. 10.000 lat przed Chrystusem, przesuwała się na południe i zachód, poprzez Egipt, Grecję, Rzym, aż dotarła do Hiszpanii, Portugalii i Anglii. Odkrycie Ameryki (1492) okazało się momentem przełomowym. Od tego okresu cywilizacja zachodnia, zaczęła nabierać cechy kolonialnych i rozprzestrzeniać się na cały świat. W XX wieku prym przejęły Stany Zjednoczone. Dziś, przez wieki kolonizowana ludność Bliskiego Wschodu, rewanżuje się i na swój sposób, zaczyna kolonizować swojego kolonizatora w jego mateczniku. Historia odnotowała takie przypadki, ale ludzi Zachodu Bóg nie ostrzegł.

Geopolityka narodziła się na przełomie XIXXX w. W tym sensie jej narodziny, to apogeum kolonializmu. Ale wśród tego apogeum najwybitniejszym europejczykiem był Halford John Mackinder (nikt inny niż Anglik lepiej nie mógł tego sprecyzować). Był „wynalazcą” terminu „Heartland”, a więc centralnej strefy obejmującej zlewisko rzek Morza Arktycznego, Kaspijskiego oraz Jeziora Aralskiego, obejmującej również największą równinę i największy pas stepowy świata. Z pewnym uproszczeniem, według Mackindera, kto panował nad Heartlandem, ten panował nad światem. Pisząc swoje główne dzieło myślał o konferencji pokojowej w Paryżu w 1918 r. Sugerował w nim stworzenie międzymorza, a więc strefy ABC (Adriatyk-Bałtyk-Morze Czarne), która miałaby oddzielać od siebie Rosję z Niemcami (mocarstwo międzykontynentalne).

Myśl Mackindera miała charakter strategiczny, ale mimo pokojowych intencji uzasadniała ekspansję. Podążający jego śladem niemiecki geopolityk Karl Haushofer te same argumenty wykorzystywał w sposób polityczny, a więc na rzecz zaboru cudzych ziem i likwidacji miejscowej ludności. Robił więc praktyczny użytek z tego co min. o Polakach mówili Fryderyk II i Bismarck (fakty powszechnie znane) oraz co ogólnie zdefiniowali: Kapp (Lebensraum), Ratzel (państwo musi mieć minimum 5 mln km2), czy Kjellen (państwo oparte na 6 podstawach, a więc dominacja ekspansji i brak poszanowania granic). Haushofer, jakby mimowolnie, w sposób „naukowy” uzasadniał więc nie tylko wcześniejsze zabory dokonane przez Niemcy na Polsce, ale również rozwijał uzasadnienie „prawne” do ataku na Heartland, czyli w tym wypadku na Rosję. Było to, cegiełka za cegiełką, wspólne budowanie gmachu sztabu przyszłych wojen światowych. Nie trzeba dodawać, że z uzasadnieniem „naukowym” i „prawnym”.

Dziś sytuacja się zmieniła, zapotrzebowanie na surowce wzrosło. Odcięcie Rosji od Syberii, a więc głównych zasobów surowcowych, oznacza pozbawienie całego Heartlandu siły. I tę siłę odebrać mogą mu tylko Chiny. Rosja zapewne zdaje sobie sprawę ze swojego położenia, dlatego min. też z takim zaangażowaniem zabiega o bogactwa położone w Arktyce. Klęska Rosji oznacza oczywiście klęskę Niemiec, ponieważ, w przypadku przejęcia Syberii przez Chiny, cały zasób surowcowy (a przynajmniej jego większą część) spożytkują oni na rzecz swojej gospodarki. Z tego względu podporządkowanie bogatej w surowce Polski, będzie niemiecką rekompensatą za utracone bogactwa Syberii. A wiec los Niemiec jest w pewnym stopniu w rękach Polaków.

Sprawy polskie

Patrząc z historycznego punktu widzenia na Polskę dochodzimy do wniosku, że pierwszy szlak cywilizacyjny ominął nas, ale zanim dotarł do nas ten powrotny – kolonialny (po 1492 r.), byliśmy już ponad 500-letnim zjednoczonym państwem z ugruntowaną władzą; z Akademią Krakowską, jednym z najstarszych uniwersytetów na świecie; byliśmy po bitwie pod Grunwaldem i wiodącym państwem cywilizacji łacińskiej. Nikogo nie napadaliśmy i, w sensie zachodnim, nikogo nie kolonizowaliśmy. Warto więc zapytać jaką rolę w politycznej myśli rosyjskiej i niemieckiej, która później od strony zachodniej przeobraziła się w niemiecki „system naukowy”, spełni Polska i Europa Środkowo-Wschodnia? Odpowiedź jest krótka: opanowanie Pierwszej Rzeczypospolitej wzmacniało Rosję, Niemcy, Austrię i pobudzało im wyobraźnię. W XIX w. opanowanie części Europy Środkowo-Wschodniej dawało Rosji gwarancję nienaruszalności Heartlandu, i możliwość dalszej ekspansji na zachód. Niemcy natomiast, poprzez współdziałanie z Rosją, zapewniały sobie panowanie na podbitych przez Prusy polskich ziemiach.

Warto zauważyć, że taki układ nikomu nie dawał gwarancji pokoju i wszystkich mobilizował w kierunku wojny. Rozgrabienie Polski oznaczało więc włączenie bomby zegarowej o wielokrotnym wybuchu, a likwidacja państwa polskiego długotrwałą destabilizację całej Europy. I na taki układ sił ktoś musiał się zgodzić. Natomiast utrzymanie Polski przy życiu gwarantowało rozwój, nie poprzez wojnę, lecz stabilizację kulturową i cywilizacyjną (łacińską). Z dzisiejszego punktu wodzenia taki pogląd jest nie do przyjęcia, bo choć ruchy pokojowe są bardzo aktywne, to jednak tradycyjne parcie do wojny jest silniejsze. I to jest chyba problem ustrojowy, problem kapitalizmu. Mackinder pisząc uzasadnienie na konferencję pokojową w Paryżu w 1919 r. sugerował powstanie zaporowych państw ABC, i miał rację.

Pierwsza Rzeczpospolita, najliczniejsze i największe państwo Europy Środkowej, już w XVIII w. została powalona głównie przez dwa czynniki:

  1. krzyżową kanonadę obcych nam interesów,

  2. obojętność wciąż jeszcze łacińskiego Zachodu. Pierwsza wojna światowa nie przerwała niemieckiego wymiaru myśli geopolitycznej, lecz dała jej kolejny impuls do rozwoju. Połowa XX w. przyniosła zmianę w nastawieniu Rosji. Zobaczyła ona, że Niemcy mogą zagrozić Heartlandowi i musiała je sobie podporządkować (patrz NRD). Heartland zachował więc swoją pozycję bastionu, aż do ustabilizowania się mocarstwowej pozycji Chin.

Dzisiejsza technika wojenna pozwala pokonywać przeszkody górskie, ale Chiny nie muszą zdobyć Heartlandu, wystarczy jak odetną go od Syberii, na której jest coraz więcej Chińczyków. Rosjanki chętnie wychodzą za nich za mąż bo nie piją, nie biją i dbają o rodzinę. Ryż zaczyna zwyciężać wódkę. Rosja żyje z surowców, zmuszona jest więc do szukania rekompensaty. Taką rekompensatą byłyby bogactwa Arktyki. A więc dziś Arktyka dla Rosji zaczyna pełnić rolę energetycznego zbiornika – co nie znaczy oczywiście, że Europa Środkowo-Wschodnia przestała być strefą przetargową, a Polska przeszkodą na zachodnim szlaku. Rosja nie wydaje się jeszcze być przygotowana do konfrontacji zbrojnej, ze względu na brak ukraińskiego spichlerza i chińskiego zagrożenia. Ukraina jest w pełni niepodległa, nie należy do żadnej wspólnoty, ale posiada coś, czego Rosja bardzo potrzebuje: czarnoziemy, przemysł ciężki oraz Krym, których nie jest w stanie obronić (Zachód na razie nie zaakceptował aneksji).

Ale skoro Krym chroni rosyjskie interesy na południu, to dostęp do Bałtyku musi chronić interesy rosyjskie od północy. Stosując hierarchie ważności, nie możemy zapomnieć, że skoro tak ważne dla Rosji są bogactwa Arktyki, to władanie basenem bałtyckim strategicznie musi być ważniejsze od panowania nad Morzem Czarnym. Z tego samego względu zagrożenie państw skandynawskich musi być większe niż państw nad Morzem Czarnym.

Zagrożenie Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii z strony Rosji jest mniej więcej takie samo, jak Polski ze strony Niemiec. Dla opanowania Skandynawii Rosjanom potrzebne są Niemcy i podporządkowana Niemcom Polska… I okazuje się, że Mackinder jest wciąż bardziej żywy niż Lenin.

Niemcy i Rosja to dwa bratanki, choć Niemcy mają zupełnie inną sytuacje niż Rosja. Niemcy się rozwijają i potrzebują tanich surowców i taniej siły roboczej oraz rynków zbytu dla swojego eksportu, bez którego staną się państwem peryferyjnym. Z tego względu Europa Środkowo-Wschodnia bardziej potrzebna jest Niemcom, niż Rosjanom. I na tę zależność Rosjanie chętnie wyrażą zgodę – do czasu, gdy nie zaczną im zagrażać. Ale idealnym wyjściem dla nich obydwu byłaby unia Rosji z Europą pod niemieckim dyktandem, w której Niemcy pełniliby rolę gospodarza a Rosjanie obrońców. I nie sposób ukryć, że byłaby to nieco inna forma organizacji, do której dążył Stresemann i Hitler, Lenin i Stalin.

Ale jedna rzecz pozostała niezmienna – zasada, że jedno państwo może się rozwijać kosztem drugiego lub wielu innych. Nie ma też świadomości, że ta forma kapitalizmu upada, a jej upadek pociągnie za sobą całą cywilizację zachodnią. Wszystko więc w rękach Suwerenów, poszczególnych państw Europy. Proporcje widać było na pogrzebie Jana Pawła II.