Co by tu jeszcze sprzedać, panowie? Czekolada wedlowska w cudzych rękach, podobno najlepiej sprzedający się w naszym kraju majonez kaliski też niby potrzebował wkładu pieniędzy z zagranicy, ba, i gorzelnie, jako że w ojczyźnie wódki groziło im ponoć bankructwo… Gdyby Polska leżała na pustyni, pewnie wyprzedany byłby piach, co do ostatniego ziarenka. Ale akurat nie leży. Mamy za to lasy. Eureka! Lasy, panowie, mamy przecież lasy, sprzedajmy lasy…!

Że kpię? Owszem, choć po prawdzie sprawa nie jest wcale śmieszna. Bodaj rok temu portal niezależna.pl opublikował ujawnioną przez WikiLeaks notatkę ambasadora USA w Polsce Victora Ashe’a, Chodziło w niej o to, że premier Donald Tusk i wtedy marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zamierzali sprzedać różne dobra należące do Skarbu Państwa, w tym Lasy Państwowe. Jak można było dowiedzieć się z tej notatki:

Premier Tusk jest zdeterminowany, by zmusić niepokornych ministrów, zwłaszcza rolnictwa i ochrony środowiska, by dołożyli się do rekompensat [za mienie odebrane dekretem Bieruta], sprzedając państwowe nieruchomości, w tym lasy.

Podobno z tych pieniędzy miały być zaspokojone majątkowe roszczenia żydowskie. Tak w każdym razie stwierdził kandydat na prezydenta Grzegorz Braun w TVP1, czego nikt nigdy nie zdementował. Faktem jest natomiast, że ambasador Ash rozmawiał z Komorowskim, a także, że już będąc prezydentem, niespełna rok temu Komorowski zaakceptował przygotowaną przez PO-PSL nowelizację ustawy, która nałożyła na Lasy Państwowe odprowadzenie do budżetu dodatkowej sumy 16 mld zł ze sprzedaży drewna.

Czy premier Tusk i prezydent Komorowski chcieli wyborców wyprowadzić w pole, a raczej do lasu…? Dowodów na to nie ma, w każdym razie las sam przyszedł do PO i byłego już prezydenta. Gdy w kraju gruchnęła wieść o zamiarze prywatyzacji lasów, platformiano-ludowi politycy zaczęli się zarzekać, że nic im o tym nie wiadomo. PiS zażądało jednak wpisania stosownej gwarancji do konstytucji, a mianowicie, że lasy będące własnością Skarbu Państwa są dobrem całego narodu i będą na zawsze wyłączone z przekształceń własnościowych. Co więcej, następca Komorowskiego, prezydent Andrzej Duda poparł propozycję umieszczenia pytania na ten temat w referendum. I się zaczęło…!

Po co to komu, huknęły zgodnie PO, PSL i postkomuniści z SLD! Także według premier Ewy Kopacz lasy są dostatecznie chronione, ale – kampania wyborcza czyni cuda – dziś nagle gotowa jest wzmocnić tę ochronę „dodatkową ustawą”. Jak mówi, mogłaby być uchwalona jeszcze w tej kadencji Sejmu…

Lasy Państwowe na pewno są chronione już dziś, ale jeszcze bardziej można wzmocnić te zapisy. I zobaczymy, czy PiS tę ofertę przyjmie, wsparł panią premier minister administracji Andrzej Halicki, przerzucając piłkę na stronę opozycji. Pudło! Po pierwsze, nikomu nic nie wiadomo, aby istniał lub był opracowywany stosowny projekt, po drugie, przy obowiązującej procedurze tak ekspresowe uchwalenie tego niby zbędnego „doprecyzowania” obowiązującej ustawy jest praktycznie niemożliwe, a po trzecie i najważniejsze, propozycja „dodatkowej ustawy” jest wybiegiem zwodniczym, albowiem i tę można będzie znieść lub zmienić zwykłą większością głosów. A nie można wykluczyć, że kiedyś, komuś nagle przyjdzie do głowy taki sam pomysł, jak Tuskowi i Komorowskiemu, wedle ambasadora Ashe’a.

Batalia o lasy, jako towar do sprzedania lub dobro publiczne przybiera na sile. Widać to różnych mediach, słuchać i czuć. Zaczęło się od pytania, czy referendum w tej sprawie jest w ogóle potrzebne. Kolejny krok, to próby dowiedzenia, że lasy nie są dobrem publicznym, tylko paru gości, może nawet mafii jakiejś, która ciągnie z nich zyski i trzeba ją jak najszybciej unicestwić. Specjaliści od przyprawiania gąb już przystąpili do działania.

Choć ceny drewna spadały, leśnicy z Lasów Państwowych wycinali coraz więcej i wypłacali sobie coraz wyższe pensje. Niezwykle szybko rosły też wydatki na leśne drogi i siedziby, najwolniej - na ochronę lasów,

— huknęła, a jakże, „Gazeta Wyborcza”, powołując się na rezultaty kontroli NIK w Lasach Państwowych z lat 2011-2013. Skandal nad skandale…: pensje leśników wzrosły o 24 proc., a w dyrekcji nawet o 29 proc. Poza tym, lasy przecinają nowe drogi, przedsiębiorstwo zarabia na sprzedaży drewna i buduje sobie nowe siedziby, a na ochronę lasów wydaje tyle, co nic, bo zaledwie 13 proc. Reasumując, „wyniki kontroli pod pewnymi względami są bardzo niepokojące”, kwituje „Wyborcza”.

Nie milczy też Polskie Radio i również „wylicza zastrzeżenia” co do „polityki finansowej” Lasów Państwowych: że w przedsiębiorstwie rosną koszty zarządu, wynagrodzenia i nakłady inwestycyjne. Cóż za niegospodarność, cóż za ryzykowne poczynania! Przekaz byłby oczywisty, niestety, rzecznik NIK Paweł Biedziak napomknął na koniec, że „nie ma zagrożenia dla finansów państwowego przedsiębiorstwa”, i – co gorsza – podsumował:

Ostatecznie obecną sytuację finansową Lasów Państwowych, przy wszystkich przedstawionych zastrzeżeniach, oceniamy jako dobrą i stabilną.

No, to sobie nagrabił. Co z niego za rzecznik, facet nie ma pojęcia o polityce informacyjno-propagandowej. Nie to co np. moja ulubiona adeptka dziennikarstwa z internetowego środka masowego przekazu Tomasza Lisa na:temat, która tak oto zatytułowała swoje pokontrolne „sprawozdanie”:

Lasy Państwowe pod lupą NIK. >>Niepokojące wyniki<< mówią m.in. o ogromnych podwyżkach, jakie spółka wypłacała pracownikom.

Adeptka nazywa się Małgorzata Gołota, potrafi walnąć jak za najlepszych czasów, nomen omen, Andrzej Gołota, i to na każdy temat. Niedawno zlinczowała była bezlitośnie starszego kolegę z telewizornii w tekście pt. „Ten straszny Ziemiec, czyli dlaczego konserwatywnym dziennikarzom tak trudno zachować obiektywizm”. Zasłużył sobie, bo nie „błyszczy” i nie „miażdży” (to określenia pani Gosi) jak inni, że ich nazwisk nie wspomnę. W tekście o lasach, opartym de facto na publikacji „Gazetay Wyborczej”, autorka dorzuca od siebie: „Sam NIK zresztą wyniki tej kontroli określił jako >>bardzo niepokojące<<”…, po czym przypomina, kto chroni to całe zło:

O Lasach Państwowych zrobiło się ostatnio głośno ze względu na jesienne referendum. Pytania o ich dalszy los i ewentualną prywatyzację chce Polakom zadać Prawo i Sprawiedliwość. Postulat popiera także prezydent Andrzej Duda.

W tym kontekście aż strach pytać, kto i dlaczego nie chce konstytucyjnej ochrony polskich lasów przed wyprzedażą? Czy tak jasne postawienie sprawy to już insynuacja z mojej strony? Ostatnio głos w tej sprawie zabrał minister gospodarki, wicepremier Janusz Piechociński, który publicznie pochwalił Lasy Państwowe za dobrze prowadzoną gospodarkę leśną. Pewnie też chce się przypodobać PiS i kandydatce na następczynię Ewy Kopacz. A propos, Beata Szydło tak oto skomentowała troskę pani premier o leśne dobro:

Nie wierzę, po prostu nie wierzę. Ale gdyby taki projekt rzeczywiście trafił do Sejmu i gdyby nie było w nim takiego wytrycha, jak poprzednio, który dawałby możliwość ze względu na jakieś szczególne okoliczności przeprowadzenia prywatyzacji, to byłby to sukces tych blisko trzech milionów Polaków, którzy podpisali się pod referendum w obronie polskich lasów.

Dlaczego byłby? To już jest sukces. Do załatwienia pozostają formalności legislacyjne – legis latio, legis lationis… Osobiście jestem pewien, że dzięki tej obywatelskiej inicjatywie wbrew planom Platformy tzw. Obywatelskiej, parcelowania i wyprzedaży polskich lasów nie będzie.