Ministerstwo Gospodarki chce się zgodzić na handel alkoholem przez internet – informuje „Gazeta Wyborcza”. Obecnie alkoholu w sieci sprzedawać nie wolno, a jednak się go sprzedaje. Tu powstaje jednak problem, jak zapobiec, by nie trafił on w ręce niepełnoletnich.

Według gazety zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z 1982 r., sprzedaż detaliczną alkoholu można prowadzić „w punktach na wydzielonych stanowiskach” lub „bezpośrednio przez sprzedającego”.

Jest to związane z tym, że o czymś takim jak internet słyszeli w latach 80 ubiegłego wieku tylko nieliczni. Nic więc dziwnego, że na temat handlu przez sieć nic w tych przepisach nie ma. Jednak część sklepów internetowych alkohol – i to już od dawna - sprzedaje. Można go także kupić w sklepach zagranicznych z dostawą do domu.

Istnieje też zakaz sprzedaży alkoholu osobom niepełnoletnim. W normalnym sklepie widać kto kupuje, a w sieci takiej możliwości nie ma. Auchan, Piotr i Paweł czy Alma mają w internecie jednak alkohol w ofercie. Wina i inne alkohole można kupić też na Allegro. Oraz w bliżej nieznanej liczbie sklepów internetowych

—pisze „Wyborcza”. Niektóre sklepy internetowe próbują rozwiązać ten problem domagając się od kupującego podania numeru PESEL. Tyle, że nieletni może podać PESEL rodzica lub innej pełnoletniej osoby. Inne sklepy żądają przesłania faksem bądź mailem kopii dowodu osobistego. To także nie jest jednak gwarancją, że kupujący ma więcej niż 18 lat, bo dostawa często odbywa się pocztą.

Resort gospodarki mimo tych – dość poważnych zastrzeżeń - postanowił zalegalizować handel alkoholem w sieci.

Ministerstwo Gospodarki stoi na stanowisku, że wskazane jest opracowanie takich propozycji zabezpieczeń w handlu alkoholem przez internet, które jednocześnie będą brały pod uwagę cele polityki zdrowotnej, jak i nie będą ograniczały swobody prowadzenia działalności gospodarczej

—powiedziała Danuta Ryszkowska-Grabowska, rzecznik ministerstwa. Resort gospodarki znalazł się tu w opozycji do resortu zdrowia, który chciałby zmniejszyć spożycie alkoholu. I uchronić przed nim młodzież. Resort Bartosza Arłukowicza jednak na razie na ten temat milczy.

W lutym Sejm ratyfikował, głosami PO-PSL i SLD, konwencję o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Dziwnym trafem konwencja w ogóle pomija podstawowe przyczyny przemocy wobec kobiet, którym są m.in. alkoholizm i narkomania. Zdaniem europoseł PO Agnieszka Kozłowska-Rajewicz to „uzasadnione, bowiem alkohol jest jedynie czynnikiem wyzwalającym agresję”.

Alkohol nie jest wymieniony w konwencji, ponieważ jest jedynie czynnikiem wyzwalającym agresję, która przeważnie nie jest kierowana wobec osób silniejszych, tylko wobec słabszych, kobiet, dzieci, starszych rodziców, osób zależnych od krzywdzącego. W stosunku do dyskryminacji alkohol ma charakter wtórny, a jak wynika z raportów obsługujących telefon zaufania „Niebieska Linia”, dziś już tylko ok 50 proc. przypadków przemocy ma związek z alkoholem, a więc znacznie mniej niż w przeszłości

Tymczasem w Unii Europejskiej od dłuższego czasu trwa dyskusja w jaki sposób ograniczyć negatywne skutki spożywania alkoholu. Jak widać nasz rząd ma to w nosie. Większa sprzedaż alkoholu to w końcu większy wpływ z akcyzy do budżetu. A w konwencji Rady Europy jak wiadomo nie chodziło o ochronę kobiet przed przemocą tylko wprowadzenie gender tylnymi drzwiami.

Ryb, Gazeta Wyborcza