Miliony obywateli wielu krajów Europy czekają na wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zainicjowaną przez Sąd Najwyższy Węgier (sygn. C-312/14),  w sprawie pułapki toksycznych kredytów, w jaką złapali ich bankierzy. Wyrok ETS może mieć kluczowe znaczenie dla orzecznictwa sądów krajów Unii Europejskiej, a wręcz zatrzymać proceder grabieży dokonywanej przez bankierów wykorzystujących niejasności zapisów prawa i bierność rządów.

Polski rząd pod przewodnictwem Ewy Kopacz i Janusza Piechocińskiego jednak bierny nie jest. Aktywnie zabiega w Luksemburgu, by wpuszczeni w toksyczne kredyty Polacy…  nie odzyskali swych pieniędzy zagarniętych przez im bankierów wbrew prawu i wyrokom polskich sądów. Rząd koalicji PO-PSL przyjął i przesłał do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości takie oto stanowisko:

Rzeczpospolita Polska sygnalizuje, że stwierdzenie nieważności postanowień walutowych zawartych w umowach kredytów denominowanych a w konsekwencji orzeczenie obowiązku przewalutowania takich kredytów, mogłoby spowodować daleko idące negatywne konsekwencje dla rynku finansowego.
Przykładowo, w przypadku Polski, przewalutowanie kredytów walutowych według kursu z dnia ich udzielenia mogłoby się wiązać z obniżeniem wyceny większości takich kredytów o około 30%-40% i mogłaby wygenerować po stronie banków straty w wysokości nawet kilkudziesięciu miliardów złotych.

Więc jeszcze raz: kilka lat temu polskie sądy, na wniosek prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, wydały „w imieniu Rzeczpospolitej” wyroki, w których zapisy stosowane przez banki uznają za nielegalne i zakazują bankom stosowania ich w obrocie z klientami. Ale banki stosują te zapisy nadal, praktycznie – i to jest właściwe słowo - rabując mienie obywateli Rzeczpospolitej, często przy pomocy komorników sądowych, gdyż pozwala im na to obecny tylko w Polsce, stalinowski Bankowy Tytuł Egzekucyjny. A tymczasem polski rząd zabiega, by bankierzy portugalscy (Millenium), niemieccy (mBank, Deutsche Bank), francuscy (Paris Bas, Credit Agricole), austriaccy (Raiffeisen), włoscy (Pekao SA), hiszpańscy (Santander), szwedzcy (Nordea), amerykańscy (BPH-GE, mBank), rosyjscy (Getin-Noble) czy polscy (PKO BP) działający wbrew polskiemu prawu nie ponieśli „strat” polegających na konieczności zwrotu bezprawnie zagrabionego.

Grozi nam destabilizacja finansów państwa, ale tylko dlatego, że rząd i jego agendy (Komisja Nadzoru Finansowego, UOKiK po zwolnieniu przez premiera Tuska prezes Krasnodębskiej) nie wykonują swoich zadań nadzoru i pozwalają bankierom na masowy rabunek klientów działających w Polsce banków. Dlatego, że polski rząd nie staje po stronie dobra polskich obywateli i dobra polskiej gospodarki, przyjmuje punkt wiedzenia rabujących ją bankierów.

Trwają naciski na Narodowy Bank Polski, by wszyscy polscy podatnicy zapłacili za „straty” banków wynikające ze zbliżającej się konieczności zaprzestania przez nie rabunku. Wzmagają się naciski na polskich sędziów, by odwracali dotychczasową, zgodną z duchem i literą prawa linię orzecznictwa i wykorzystywali wszelkie formalne preteksty, by nie zmuszać bankierów do oddania zagrabionych Polakom pieniędzy. Zaczęła się bitwa o zrabowane miliardy, ale przede wszystkim o to czy naprawdę jesteśmy u siebie.