Grupa kilkunastu osób pikietowała przed siedzibą Komisji Nadzoru Finansowego w Warszawie protestując przeciw wieloletniej bezczynności urzędników Nadzoru, która pozwoliła bankom bezkarnie sprzedawać ryzykowne produkty w tym kredyty walutowe i tzw. polisolokaty.

Fot. Longina Grzegórska-Szpyt
Fot. Longina Grzegórska-Szpyt

Oszustwa Amber Gold to drobnica w porównaniu do skali procederu sprzedawania tzw. polisolokat, nabitych w polisolokaty są już setki tysięcy osób

— krzyczał przez megafon Jacek Łęski szef Stowarzyszenia „Przywiązani do Polisy”.

Chodzi o wykupione polisy funduszy inwestycyjnych. Ci, którzy je kupili, uważają, że sprzedawano je pod nazwą ubezpieczeń na życie albo lokat. Tymczasem okazywało się, że wykupywane „lokaty” to instrumenty inwestycyjne wysokiego ryzyka, z których klient faktycznie nie mógł się wycofać - jeśli nie chciał stracić gros zainwestowanych pieniędzy.

Z czasem posiadacze polisokat pozywali banki i ubezpieczycieli za niekorzystne zapisy umowy, licząc na wsparcie Urzędu Ochrony konkurencji i Konsumenta oraz Komisji Nadzoru Finansowego. Niestety KNF nie wsparł poszkodowanych konsumentów, opowiadając się faktycznie po stronie korporacji ubezpieczeniowych. Dlatego tuż przed pikietą Stowarzyszenie złożyło do Prokuratora Generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Andrzeja Jakubiaka, przewodniczącego Nadzoru zarzucając niedopełnienie obowiązków, co w rezultacie doprowadziło do powstania szkód w wielkich rozmiarach tysiącom konsumentów.

KNF nie wypełnia swoich ustawowych obowiązków, łamiąc przy tym konstytucję

— twierdzi Łęski.

Torpeduje interwencje UOKiK w sprawie poszkodowanych konsumentów. Chroni ubezpieczycieli a nie obywateli, w imię spokoju na rynku. Po co nam taki nadzór finansowy

-– dodaje zirytowany.

Fot. Longina Grzegórska-Szpyt
Fot. Longina Grzegórska-Szpyt

Pretensji do Nadzoru Finansowego jest więcej. Do „Przywiązanych do Polisy” dołączyli posiadacze kredytów hipotecznych denominowanych we franku szwajcarskim reprezentowani przez Tomasza Sadlika z Krakowa. Swoją prywatną wojnę z bankiem, który udzielił Sadlikowi kredytu hipotecznego we frankach, od stycznia rozgrywa na sali sądowej. Pozwał Raiffeisen Bank (obecnie Raiffeisen Polbank Polska SA) za to, że został wprowadzony w błąd odnośnie ryzyka kursowego, co doprowadziło do podpisania niekorzystnej dla niego umowy. Wyrok w sprawie może zapaść jeszcze tej jesieni, a pozytywny dla Sadlika werdykt będzie precedensem, na jaki czeka wielu właścicieli kredytów hipotecznych denominowanych we frankach, którzy czują się wprowadzeni w błąd przez swoje banki.

Ale Sadlik walczy nie tyko w swojej sprawie. Prowadzone przez niego Stowarzyszenie Pro Futuris, które skupia ofiary niekorzystnej zmiany kursu szwajcarskiego franka, dąży do negocjowania umów kredytowych denominowanych we frankach, które zawierane były w latach 2006-2009. Przygotowali petycję do przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, w której domagają się natychmiastowego zaprzestania wystawiania Bankowych Tytułów Egzekucyjnych z tytułu tzw. kredytów we frankach, polisolokat i opcji walutowych, oraz powołania Komisji Mieszanej ds. Renegocjacji Umów.

W takiej komisji mogliby zasiadać przedstawiciele banków, pokrzywdzonych klientów i negocjatorzy, również z Nadzoru

-– wyjaśnia Sadlik. Szansa na porozumienie jest, bo przygotowaną przez Sadlika petycję przyjęli pracownicy departamentu prawnego w KNF zapewniając przy tym, że zrobią wszystko, aby do takich negocjacji z bankami doszło.

Fot. Longina Grzegórska-Szpyt
Fot. Longina Grzegórska-Szpyt

Oprócz renegocjacji niekorzystnych umów, uczestnicy pikiety domagali się pociągnięcia do odpowiedzialności i przeprosin od winnych zaniedbań po stronie urzędników z Nadzoru. Argumentują, że już w 2007 roku zdawali sobie oni sprawę z ryzyka walutowego przy kredytach hipotecznych, ale nie poinformowali o tym klientów banków. Wymienianą osobą jest Stanisław Kluza, przewodniczący KNF w latach 2006-2011. Dziś w tym urzędzie już nie pracuje.

Longina Grzegórska-Szpyt