Gest z darmowym przejazdem autostradą A1 skierowany jest do zamożnych Polaków, w czasie gdy rośnie ubóstwo dzieci, na które nie zwraca się uwagi.

Z trudem wybudowaliśmy autostrady w partnerstwie publiczno- prywatnym, za zawrotne kwoty w porównaniu z kosztami budowy w wielu krajach Europy. Budżet państwa dopłaca każdego roku znaczące kwoty ich właścicielom. Fakt, że przez kilka weekendów na A1 nie będzie pobieranych opłat za przejazd, za co budżet państwa zapłaci ponad 20 mln złotych, wskazuje jak są one wysokie.

Decyzja Premiera w sprawie zwolnienia od opłat wzbudziła dyskusję na temat wygórowanych kosztów korzystania z autostrad. Jest to komentowane jako gest rządu wobec części użytkowników dróg przed zbliżającymi się wyborami do samorządów lokalnych. Warto zauważyć, że jest on kierowany do zamożniejszych Polaków. Biedni z autostrad nie korzystają, choć za nie płacą.

Podkreślam to, bo wsparcie dla ubogich jest u nas na bardzo niskim poziomie. Liczba dzieci żyjących w ubóstwie stawia nas w ogonie Europy i jakoś nie ma gestu wobec nich w postaci np.: zwiększenia kwoty na wyprawki dla dzieci zaczynające rok szkolny.

Dzisiaj dzieci, których dochód w rodzinie nie przekracza 539 złotych mogą otrzymać symboliczną kwotę 100 złotych na wyprawkę szkolną.

Wnioski o jej podwyższanie są od lat zbywane twierdzeniem, że jest on słuszny, ale budżetu państwa nie stać na więcej, podobnie zresztą jak na podwyższenie zasiłku rodzinnego, który dla najbiedniejszych wynosi 77 zł. (na dziecko do 5 lat).

Czy w takiej sytuacji dopłaty do korzystania z autostrad, z których korzystają ludzie w dobrej sytuacji ekonomicznej, są usprawiedliwione?