To bardzo wątpliwa teza, że jeśli przystąpimy do strefy euro, to Unia będzie nas broniła, gdyż stanie się to jej interesem. (…) Interesy polityczne nie bardzo się pokrywają z interesami gospodarczymi. Poza tym nawet gdy dojdzie do skrajnej sytuacji, strefa euro się przecież nie zawali, jeżeli jakiś kraj od niej odpadnie

— mówi w rozmowie z Tygodnikiem „Niedziela” prof. Andrzej Kaźmierczak członek Rady Polityki Pieniężnej.

Uważam bowiem, że w skrajnej sytuacji żadna integracja gospodarcza nie pomoże. Wtedy bardziej będzie decydował argument siły, resztę będzie się musiało dostosować. Natomiast jeśli chodzi o Polskę, podtrzymuję tezę wyartykułowaną 10 lat temu o opóźnianiu przystąpienia do strefy euro do roku 2020. Potem – poczekamy, zobaczymy

— dodaje ekonomista.

Wykładowca Szkoły Głównej Handlowej wylicza także korzyści, które czerpiemy z tego, że do strefy euro nie przystąpiliśmy:

Choćby możliwość regulowania ilości podaży pieniądza i to, że mamy płynny kurs walutowy. (…) Pamiętajmy, że mimo wszystko wzrost gospodarczy w Polsce w okresie kryzysu i po kryzysie był jednak znacznie wyższy aniżeli w pogrążonej w kryzysie strefie euro. Tak jest do dzisiaj. Z kryzysu ekonomicznego w latach 2008-09 wyszliśmy obronną ręką właśnie dlatego, że nie mieliśmy euro – dysponowaliśmy własnym pieniądzem.

Poza tym prof. Kaźmierczak stwierdza, że korzyścią posiadania własnej waluty jest też prawo do emisji i dostosowanie ilości podaży krajowego pieniądza do potrzeb własnej gospodarki.

Członek RPP przestrzega, że waluta euro może być pułapką.

W wyniku umocnienia kursu euro szczególnie ucierpiały kraje południowej Europy, w których wzrost płac był wyższy od wydajności pracy. W znacznie mniejszym stopniu to zjawisko wystąpiło w Niemczech czy Holandii, gdzie koszty pracy stały w miejscu lub rosły nieznacznie i były kompensowane wzrostem wydajności pracy.

Dodaje, że poza korzyściami, które mamy z wstąpienia do Unii Europejskiej, za tę integrację Polska zapłaciła też cenę.

Fakt, że otrzymaliśmy ok.100 mld euro, powinien być jakimś impulsem rozwojowym. Pytanie: Czy dobrze je wykorzystaliśmy? Wydaje mi się, że jednak niewłaściwie. Nie udało nam się dokonać rozwojowego skoku, bo przede wszystkim przy pomocy takiej puli pieniędzy można było osiągnąć znacznie szybsze tempo rozwoju gospodarczego, a przede wszystkim znacznie niższe bezrobocie. To kompromitujące, że mając do wykorzystania tak duże środki, mamy wielką armię bezrobotnych, mimo emigracji ponad 2 mln ludzi

— ocenia.

Zauważa, że emigracja młodych to dla polityków był „wentyl bezpieczeństwa”.

To nie świadczy o skoku cywilizacyjnym, a z całą pewnością budowa autostrad i stadionów nie jest wyrazem tego skoku, w żadnej mierze.

Według prof. Kaźmierczaka Polska za słabo broni swoich interesów w ramach Unii.

Ogrywają nas. Dyktują pewne reguły, których najsilniejsze państwa nie przestrzegają

— stwierdza.

mc,Tygodnik „Niedziela”