- Jeszcze 100 lat temu Warszawa była metropolią, a Seul zacofaną mieściną. Jak to możliwe, że Koreańczykom udało się wkroczyć do grona najbogatszych państw świata, a nam nie? Co takiego zrobili? A może: czego my nie zrobiliśmy? – pyta autor.

Oba narody miały w XX w. podobne doświadczenia: zostały podbite, były okupowane, przeszły przez rządy autorytarne do demokracji. Po II wojnie światowej Polska została kompletnie zniszczona, Koreę zrujnowała natomiast wojna na Półwyspie Koreańskim(1950-1953), która oprócz ogromnych strat doprowadziła do sztucznego podziału na dwa kraje. Czasy komuny w Polsce to upaństwowienie gospodarki i kolektywizacja rolnictwa, iluzoryczne otwarcie na świat za czasów Gierka i jeszcze większa zapaść gospodarcza podczas stanu wojennego. Korea Południowa w latach 60. po przewrocie wojskowym i dojściu do władzy gen. Park Chung-hee rozpoczęła modernizację kraju, wprowadzając w życie plan zakładający m.in. całkowity zakaz importu towarów z zagranicy, państwową kontrolę rynku i przemysłu oraz zakaz strajków. Impulsem do dalszego rozwoju, ale i demokratyzacji państwa były igrzyska olimpijskie w 1988 r.

W latach 90. można jeszcze było gonić Koreę Południową. Jednak polskie elity postawiły na import i wyprzedaż strategicznych gałęzi gospodarki, zamiast chronić własną produkcję, inwestować w zaplecze naukowe przemysłu, rozwijać nowe technologie i stymulować eksport. - Koreańczycy dysponują światowymi markami, które należą do globalnych liderów w swoich dziedzinach (Samsung, LG, Hyundai). W porównaniu z nimi jedyne ogólnoświatowe marki, którymi może się obecnie pochwalić Polska, to wódka i kiełbasa. Dobrze sprzedają się też nasze produkty regionalne: oscypki, śliwowica łącka, bursztyn, bombki na choinkę. To jednak nie przemysł z prawdziwego zdarzenia, lecz raczej handel paciorkami. – podsumowuje Marcin Wikło.

Dziś PKB Korei jest 40-krotnie większy niż nasz. Skąd się wzięła ta przepaść? Autor dowodzi, że wpływ miała na to jakość elit. Koreańskie kierują się interesem narodowym i myślą w kategoriach strategicznych, a nie tylko taktycznych, jak polski establishment. Odmienna jest też postawa reszty społeczeństwa. - Starsze pokolenie Koreańczyków nie ma dziś niemal w ogóle cennych pamiątek osobistych (np. obrączek ślubnych czy pierścionków zaręczynowych), bo w czasie kryzysu ekonomicznego w latach 90. zeszłego stulecia odpowiedziało masowo na wezwanie rządu i oddało swą biżuterię do specjalnych punktów, by ratować budżet kraju.

Zderzenie polskiego i koreańskiego sposobu na sukces gospodarczy znajdziemy w cyklu „Żywoty równoległe” w nowym wydaniu miesięcznika „Fronda”, które w sprzedaży od 25 marca w cenie 9,90 zł. Polecamy.