Wchodzimy w najciekawszy i najważniejszy politycznie okres od wielu miesięcy, a może i lat.
W sondażach remis na szczycie, z jasną tendencją: Prawo i Sprawiedliwość zyskuje, Platforma Obywatelska traci.
Przecięcie się krzywych poparcia dla obu partii będzie miało - jak słusznie zauważył dr Tomasz Żukowski - duże znaczenie.
Jeżeli PiS zacznie trwale prowadzić, uruchomi się wiele procesów społecznych i politycznych, które będą pracowały na rzecz opozycji. Choćby wokół Smoleńska: skończy się zmowa milczenia, bo wielu urzędników wie, jaka jest stawka, i zrobi wiele, by nie stać się kozłem ofiarnym błędów (a pewnie nie tylko błędów) ekipy Tuska.
Wiary w sukces nabiorą również drugi i trzeci szereg PiS, dziś zajęte w dużej mierze swoimi prywatnymi, jednostkowymi sprawami, niewierzące w rychłe zwycięstwo, czasem zblazowane, czasem cyniczne.
Również media, przynajmniej niektóre, będą musiały skorygować ton. Dziennikarze bywają konformistyczni, i zawsze wyczuwają wiatr. Co charakterystyczne - podczas dzisiejszej konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego, poświęconej zapowiedzi debaty zdrowotnej, prezesa PiS po raz pierwszy od dawna nie łajano, nie atakowano, nie prowokowano. Pojawił się nawet ton miłej pogwarki, tak bardzo dominujący konferencje Donalda Tuska.
Czas jest więc ciekawy, ale też nie należy zakładać, że szansa jest dana na zawsze. Jeżeli PiS teraz nie złapie przewagi, jeżeli nie zepchnie władzy do defensywy na dłużej, władza może odzyskać grunt. Pamięć o aferach zgaśnie, a do tego może dojrzeć projekt budowy partii prawicowej zbierającej społeczne niezadowolenie w interesie rządu.
Dziś trzeba - jak to swego czasu postulował prof. Zybertowicz - obniżać poziom strachu przed opozycją. Powaga, odpowiedzialność, adekwatność działań do sytuacji.
Czas duchoty - wymagający od nas obrony podstawowych wolności i wartości - powoli mija. Zaczyna się kolejny etap.
Również prawica medialna i społeczna nie może wejść w licytację na radykalizm. To może być korzystne dla poszczególnych środowisk (niektóre zbyt często przedkładają troskę o własne podwórko nad interesy całości), ale nie dla Polski. Trend zmiany trzeba utrwalać, nie można ryzykować jego załamania poprzez niemądre budowanie dźwigni, którą władza może wykorzystać.
Dlatego ze sceptycyzmem podchodzę do ostatniego wezwania Tomasza Sakiewicza:
10 kwietnia 2013 r. powinniśmy zjechać do Warszawy z całej Polski. Ten protest nie może skończyć się pierwszego dnia. Musi trwać, aż rząd współodpowiedzialny za smoleńską tragedię zgodzi się na przedterminowe wybory. Przygotujmy się na wielodniową demonstrację w formie miasteczka namiotowego w okolicach sejmu. Protest aż do skutku. Zagrajmy o całą pulę.
Owszem, może nadejść moment, gdy takie działanie będą potrzebne - by przewrócić spróchniałe drzewo. Tak zdarzyło się na Węgrzech, gdzie demonstracje odegrały ważną rolę w obalaniu postkomunistów. Ale przecież nie można tego zapowiadać pół roku wcześniej! Choćby dlatego, że władza też może się przygotować - na wielu polach, począwszy od prowokacji, eskalacji radykalizmu poprzez agenturę, aż po konkretne przygotowania techniczne.
Możliwe, że miasteczko będzie miało sens dokładnie 10 kwietnia 2013 roku - ale po co ogłaszać to dziś? Jaki jest cel i sens takiej deklaracji?
Warto zwrócić uwagę na nastroje panujące podczas wielkiego, sobotniego marszu "Obudź się, Polsko".
Po pierwsze - morze uśmiechów na twarzach ludzi. Czuć było wielkie zapotrzebowanie na program pozytywny, właśnie na "alternatywę".
Po drugie, to właśnie spokój, doskonała organizacja i samoorganizacja sprawiły władzy najwięcej kłopotów, i wpędziły w konfuzję wszystkich tych, którzy straszyli "faszyzmem". Gdybym był władzą - chciałbym w tym dniu wielkiej zadymy, by jeszcze raz skutecznie odstraszyć trzecioerpowych mieszczan.
Działajmy mądrze, patrzmy szerzej. W dążeniu do naprawy Polski, każdy ma swoje, nieco inne zadanie: i dziennikarze, i politycy, i działacze społeczni. Nie mieszajmy tych ról, bo nic dobrego z tego nie wyniknie.
I przede wszystkim: cieszmy się, że jest nas coraz więcej. Nie wypominajmy, kto był pierwszy (czasem bardzo dyskusyjne to wypominanie, czasem małostkowe, czasem pomijające własne zakręty, czasem zabawne), nie licytujmy się na radykalizm.
Głucha cisza, jaka zapadła po wezwaniu do budowy miasteczka namiotowego, pokazuje, że to pomysł więcej niż przedwczesny, i więcej niż niestosowny.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/141636-wchodzimy-w-najciekawszy-i-najwazniejszy-politycznie-okres-od-wielu-miesiecy-a-moze-i-lat-tej-szansy-nie-mozna-zmarnowac