Bezpłatny, wydawany w Warszawie dziennik "Metro" opisuje bulwersującą historię dotyczącą petenta w Ministerstwie Transportu. W skrócie - "zdenerwowany mężczyzna palnął w Ministerstwie Transportu, że >>w tym kraju nie załatwi się sprawy inaczej, jak podpalając się pod Kancelarią Premiera<<. To wystarczyło, żeby zamknąć go w szpitalu psychiatrycznym".
Ale od początku. Jak pisze "Metro", zaczęło się w ubiegłą środę od wizyty, razem z córką i synem, w czytelni Ministerstwa Transportu:
(...) przeglądał dokumenty dotyczące budowy wiaduktów na ul. Marsa, przy której stoi jego dom. Wynajmuje go firmom. Miasto chce wywłaszczyć go z parkingu przed budynkiem, bo jest potrzebny pod inwestycję. Bez parkingu X straci najemców. Razem z innymi właścicielami domów z okolicy oprotestował budowę. Sprawa przez półtora roku tkwiła w ministerstwie.
Mężczyzna dostał wcześniej informację, że może zapoznać się z dokumentami. Uznał jednak, że jeden dzień to za mało na przeczytanie 40 tomów akt.
Spytałem, czy mogę skończyć jutro. Urzędnik powiedział „nie”. Wtedy palnąłem: to mam się podpalić, jak ten pod Kancelarią Premiera?
Następnego dnia rano przyjechała do niego policja. Funkcjonariusze dostali od urzędnika resortu notatkę, że obywatel grozi samospaleniem. – Jeśli ktoś mówi o samobójstwie, musimy to sprawdzić. Pan X zgodził się na rozmowę na komendzie – mówi rzecznik stołecznej policji Maciej Karczyński.
Na komendzie mężczyzna dodał, że "przez sprawę z wiaduktem nie chce mu się żyć". Wówczas... policja wezwała pogotowie, żeby zbadało jego stan psychiczny.
– Róbcie swoje, ale jestem zdrowy – powiedział X załodze karetki. Ta wpisała w kartę „myśli samobójcze” i zawiozła go do szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych wpodstołecznych Ząbkach.
– Nie podawali mi żadnych leków. Kontakt z chorymi dla zdrowego jest straszny. Raz w nocy obudziła mnie kobieta, która wpatrywała się we mnie 5 cm od mojej twarzy – relacjonuje X. Obserwacja trwała pięć dni. W wypisie szpital stwierdził: „rzeczowy, brak zagrożenia dla życia, lekko drażliwy, pogodny”.
"Metro" pyta:
Jak to możliwe, że urzędnicy i policja mogą posłać do szpitala psychiatrycznego zdrowego, normalnego człowieka?
Ministerstwo transportu i szczegółach sprawy nie chciało rozmawiać. Policja twierdzi, że jedynie wezwała pogotowie.
Sam mężczyzna mówi:
Pobyt w tym szpitalu to najgorsze, co mnie w życiu spotkało. To upokarzające dla zdrowego człowieka. Przez pięć dni musiałem udowadniać, że nie jestem wielbłądem.
Może ktoś przebada urzędników?
Prej, Metro
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/127477-zdenerwowany-czlowiek-mowi-urzednikom-w-tym-kraju-nie-zalatwi-sie-sprawy-inaczej-jak-podpalajac-sie-pod-kancelaria-premiera-trafia-do-psychiatryka
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.