Zombie wciąż w Wielkiej BrytaniiZombie wciąż w Wielkiej Brytanii. "To żerowanie na ciekawości widzów, zastanawiających się, co dalej"

W 2025 r., czyli 23 lata później, Danny Boyle nakręcił film „28 lat później”, dalszy ciąg swojego obrazu „28 dni później”. To kino postapokaliptyczne, pokazujące Wielką Brytanię zmienioną w pustkowie przez hordy zombie. Już po kilku miesiącach powstał dalszy ciąg dalszego ciągu. „28 lat później. Świątynia kości” to żerowanie na ciekawości widzów, zastanawiających się, co dalej.
Tę jeszcze jedną część cyklu, produkcję brytyjsko-amerykańską, przeoczyłem, a teraz obejrzałem dzięki HBO. Tym razem nie reżyserował Boyle, lecz ciemnoskóra Nia DaCosta. To ona stworzyła nową wersję horroru „Candyman” z niemal samymi czarnymi bohaterami. Jednak w „Świątyni kości” Murzynów o dziwo prawie nie ma. Po co powstał ten film, znów według scenariusza Alexa Garlanda? O czym on jest?
"28 dni później” z 2002 r. pokazywał losy młodego człowieka, błąkającego się po świecie dopiero co dotkniętym eksplozją epidemii zmieniającej ludzi w żywe trupy. Pisałem o nim tak:
Czy w apokaliptycznym obrazie zagłady Wielkiej Brytanii kryła się głębsza myśl? Reżyser postawił na emocje – oto człowiek jest w sytuacji beznadziejnej, samotny jak palec. Pojawiały się tam dylematy, na ile w takim świecie obowiązują dawne reguły ludzkiej solidarności. Szczególnie palące, gdy zarażeni, inaczej niż w wielu filmach o zombie, wyjątkowo szybko biegają. W finale pojawił się też wątek ludzi ocalałych, a jednak zachowujących się jak potwory.
