WYWIAD. Przemysław Wipler: Na prawicy nie możemy nikogo wykluczaćWYWIAD. Przemysław Wipler: Na prawicy nie możemy nikogo wykluczać

Do wyborów jest jeszcze ponad rok, więc nie ma co rozprawiać na temat przyszłego rządu i wariantów koalicyjnych. Codziennie przekonujemy się, że trzeba odsunąć rząd Tuska od władzy i na razie spokojnie nad tym pracujmy, a argumentów przybywa. Z posłem Nowej Nadziei Przemysławem Wiplerem rozmawia Jerzy Szmit
Jerzy Szmit: Gdy w 2013 r. zrobiło się głośno o wydarzeniu mającym miejsce w nocy przed jednym z klubów przy ul. Mazowieckiej w Warszawie, wydawało się, że pańska kariera polityczna dobiegła końca. Jak się wychodzi z takich kryzysów?
Przemysław Wipler: Bardzo mnie to uwiera. Stanąłem wtedy w obronie kolegi, którego zaczęła bić policja, a zostałem skazany za utrudnianie interwencji. Na końcu zostałem pobity i okradziony, co widać na nagraniu z monitoringu. W tamtym czasie również Jarosław Kaczyński stanął w mojej obronie, bo stwierdził, że obok strzelania do górników gumowymi kulami był to jeden z przykładów drastycznego łamania praw obywatelskich przez przedstawicieli aparatu przymusu. Niestety mimo że później przez osiem lat rządziło Prawo i Sprawiedliwość, nikt nie poniósł konsekwencji za to nadużycie.
Jednak nadal działa pan w polityce na najwyższym szczeblu.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że uratowały mnie merytoryczna praca i szczęście. Chcę wnosić do polityki mocną stronę merytoryczną i to się broni, ale miałem również szczęście, bo spotkałem na swojej drodze Sławomira Mentzena, który wsparł mnie, bym mógł wrócić do parlamentu. Te trudne chwile pokazały też, na kogo naprawdę mogę liczyć, a kto był przy mnie jedynie jako kibic sukcesu.
Dzisiaj mamy aferę Zondacrypto, a Donald Tusk usiłuje łączyć z nią pana.
To, co robi Donald Tusk w tej sprawie wobec mnie, traktuję jako osobistą zemstę. W lipcu 2012 r. wspólnie z Beatą Szydło napisaliśmy interpelację, w której podnosiliśmy, że skrytki ze złotem Amber Gold są puste. Spółka była piramidą finansową, a powiązane z nią linie OLT Express służyły m.in. do transferowania środków. To uruchomiło lawinę, która bardzo zaszkodziła Platformie Obywatelskiej, osobiście Donaldowi Tuskowi i jego rodzinie.
