WYWIAD. Prof. Berendt: Jeśli nie ma Boga, to wszystko jest dozwoloneWYWIAD. Prof. Grzegorz Berendt: Generalny Plan Wschodni przewidywał „usunięcie” z terenów Rzeszy ponad 50 mln Słowian, w tym 85 proc. Polaków.

Najwięksi agresorzy II wojny światowej różnili się od wielkich zdobywców z przeszłości m.in. tym, że nie tylko dążyli do opanowania nowych terenów i ich zasobów, lecz także eliminowali ludzi uznanych przez siebie za obcych pod względem rasowym, narodowym lub klasowym. Z prof. dr. hab. Grzegorzem Berendtem, ambasadorem – specjalnym przedstawicielem prezydenta RP ds. dyplomacji historycznej, historykiem zajmującym się m.in. II wojną światową, rozmawia Stanisław Płużański
Stanisław Płużański: Rocznica wybuchu II wojny światowej przypomina nam również o bezprecedensowej fali terroru i masowych zbrodni. Co doprowadziło do takiej eskalacji przemocy?
Grzegorz Berendt: Aparat państwowy, w tym wojsko i formacje policyjne, dostosowuje się do wskazań przywódców politycznych. Dzieje się tak w różnych reżimach, szczególnie w państwach totalitarnych. Inicjatorami agresywnych działań zapoczątkowanych w Europie w 1939 r. byli przywódcy Rzeszy Niemieckiej i Związku Sowieckiego, Adolf Hitler i Józef Stalin. Hitler, wydając dyspozycje dotyczące sposobu prowadzenia wojny w Polsce, nakazał dowódcom niemieckich sił zbrojnych, aby ich podkomendni byli brutalni i bezwzględni. Tak samo mieli się zachowywać członkowie SS i policji. I tacy byli. Jesienią 1939 r. w toku działań wojennych i represji zginęło ok. 250 tys. polskich obywateli, z których kilkadziesiąt tysięcy zamordowano w egzekucjach. 5 marca 1940 r. zapadła decyzja ścisłego kierownictwa partii bolszewickiej ze Stalinem na czele o eksterminacji ponad 24 tys. przedstawicieli polskiej elity społecznej. W kolejnych miesiącach ok. 22 tys. z tych osób zamordowano. Tę masakrę nazywamy zbrodnią katyńską. Mordowanie przedstawicieli elit Rzeczypospolitej na terenie okupacji sowieckiej trwało już od 17 września 1939 r. Tam i pod okupacją niemiecką dokonywali tego przede wszystkim funkcjonariusze formacji policyjnych, wspierani przez miejscowych kolaborantów, kierujących się nienawiścią narodowościową, rasową i klasową. Nie byłoby tego bez przyzwolenia decydentów ZSRS i Rzeszy Niemieckiej. Naziści i komuniści dążyli do zbudowania nowego świata, odrzucając tradycyjne wartości, m.in. poszanowanie życia ludzkiego i prawa własności. Unicestwienie dziesiątków milionów ludzi, którzy nie pasowali do ich wizji, miało ułatwić realizację tego celu. Co istotne, polityczni nadzorcy i organizatorzy zbrodni byli przekonani, że aby zrealizować swoje cele, mogą gwałcić normy prawne wypracowane w Europie na przestrzeni minionych stuleci i ustanawiać własne prawo jako formalną podstawę zbrodniczych poczynań.
Czy coś w dwudziestoleciu międzywojennym zwiastowało ten kataklizm? Czy można go było przewidzieć?
Moim zdaniem tak. W latach 1918–1939 na terenach kontrolowanych przez bolszewików wymordowano i zagłodzono ok. 10 mln dawnych poddanych imperium Romanowów. Dokonano tego podczas wojny domowej, głodząc chłopów w Rosji, później na Ukrainie i koczowników w Kazachstanie, a wreszcie rozpętując wielki terror w grudniu 1934 r. pod pretekstem poszukiwania ukrytych wrogów.
Bolszewicy przez dekady głosili, że nie jest możliwe pokojowe funkcjonowanie państw komunistycznych i kapitalistycznych. Powtarzali tezę o nieuchronności wojny, przygotowując się do niej oraz tropiąc wszędzie szpiegów i wrogów. Jako totaliści stawiali podbite społeczeństwa przed alternatywą: przyjęcie ich punktu widzenia bądź zagłada. Dla funkcjonariuszy sowieckiej policji politycznej masowe mordowanie było praktyką, do której przywykli na długo przed wrześniem 1939 r.
