Wyspa cudownie zapomniana
Wyspa cudownie zapomniana. "Piaszczyste plaże, które wdzierają się w skaliste wybrzeże, lazur wody, bujna roślinność"

Na Minorkę wybierałem się od lat, jak sójka za morze. Zawsze znajdowałem jednak jakiś powód, by znowu lecieć na Majorkę.
Jezus Maria, Witek! Tu są szczury! – rozlega się rozpaczliwy krzyk polskiej turystki z sąsiedztwa. Wybiegam na taras i widzę kobietę stojącą na krześle, pod którym siedzi gryzoń. W tle bajeczna plaża, lazurowa woda oraz porośnięte piniami i palmami wydmy. – Co tam szczur, niech pani spojrzy, jaka cudowna jest Minorka! – uspokajam.
Piaszczyste plaże, które wdzierają się w skaliste wybrzeże, lazur wody, bujna roślinność, tajemnicze megality i święty spokój czynią z Minorki prawdziwą oazę. W Son Parc na północy wyspy budzi się dzień. W położonym nad morzem w piniowym lesie kempingu o rozłożystej, lecz niskiej zabudowie jest kilka basenów i sklepów, przypomina on małe miasteczko. Najlepsze lata ma już za sobą i nieco trąci myszką, a właściwie… szczurkiem. Wypasione gryzonie pojawiają się tu w dzień i w nocy, wchodzą na tarasy i balkony, również na piętrze.
