Wszystko na sprzedaż. Wysokie ceny biletów
Wszystko na sprzedaż. "Skąd takie krociowe zyski? Im większe zainteresowanie koncertem, tym wyższe ceny biletów"

Kilka lat temu ujawniono nieuczciwe praktyki, w których brał udział menager związany z Metalliką.
Bilety na koncerty osiągają zawrotne ceny. Publiczność masowo je wykupuje, gotowa przepłacać. Także u „koników” wykupujących bilety za pomocą botów. Reakcją na drapieżny rynek wtórny jest „dynamiczna wartość biletu” u oficjalnego dystrybutora. Sprawa nabrała wręcz wymiaru politycznego.
Kilka tygodni temu sąsiad pokazał mi kilka filmików nakręconych podczas koncertu Metalliki na Stadionie Narodowym. To, co zobaczyłem, przypominało jakiś piknik z tysiącami ludzi stojących z telefonami komórkowymi w ręku, pozbawiony aury koncertów, na jakich bywałem w latach 90. Do tego fatalna akustyka. Ale to znak czasu, świadczący o masowej konsumpcji koncertu i muzyki jako towaru. Wykładnikiem tego zjawiska są ceny biletów i czysto rynkowe, a nawet giełdowe zasady kształtowania ich wysokości. Publiczność jest gotowa, jak np. w Polsce, płacić za wejściówki 600 zł, 800 zł, a nawet kilka tysięcy złotych. O ile zbieracze, audiofile i osoby raczej snobujące się od kilku lat kupują płyty gramofonowe, o tyle sprzedaż płyt kompaktowych już dawno się załamała, kompensowana odsłuchiwaniem muzyki przez serwisy streamingowe. Kwestia rozliczeń i zysków płynących z takiego sposobu dystrybucji muzyki to już zupełnie inny temat. W przyrodzie jednak nic nie gnie i dziś to koncerty są głównym źródłem dochodów, rekompensując wydawcom i wielkim gwiazdom spadek zysków z tytułu sprzedanych płyt.
