Wielkość Rosji, czyli ogrom złudzeń
Wielkość Rosji, czyli ogrom złudzeń. "Gdyby mierzyć wielkość Rosji rozmiarami gospodarki, byłby niemały to kraj"

Ci, którzy mieszkają w centrum miasta w jednym z budynków przy ul. Mendelewskiej, mają w nim jakiś rodzaj kanalizacji.
Dla oceny stanu Rosji dużo bardziej przydatne są obrazki z jej tonącej w fekaliach i błocie prowincji – głubinki niż dane banku centralnego czy Rosyjskiej Federalnej Służby Statystyki Państwowej.
Kiedy patrzy się na mapę Ziemi sporządzoną wedle odwzorowania Merkatora, Rosja jest na niej większa niż Afryka i zdaje się przytłaczać cały świat swym ciężarem. Tak jakby genialny flamandzki kartograf rozrysował na płaszczyźnie siatkę kuli ziemskiej wedle życzenia Kremla, więc powierzchnie się wypaczają i wszystko, co się oddala od równika aż po przylądek Czeluskin, najbardziej wysunięty na północ punkt Azji, rośnie monstrualnie. I stąd złudzenie wielkości Rosji. Choć prawda, że jest to prawdziwe monstrum. Na wielu mapach jej kresy pojawiają się nawet po lewej, zachodniej stronie – rubieże Czukotki przez Cieśninę Beringa dotykają Ameryki – Alaski i zachodzą na półkulę zachodnią, jakby Rosja oplatała cały świat. Z amerykańskiej Małej Diomedy widać oddaloną o 3 km rosyjską Wyspę Ratmanowa. Tam można spojrzeć w przyszłość i zobaczyć jutro – pomiędzy wyspami leży bowiem linia zmiany daty.
