Wielkie małe kluby. Nie obejrzycie ich w telewizji
Wielkie małe kluby. "Dzisiaj kreślę słów parę o klubach i sportowcach, których nie obejrzycie w telewizji"

Trzeba na nie chuchać i dmuchać, trzymać nad nimi państwowy parasol, a nie strzelać przepisami, które nie widzą ludzkiego wysiłku i ludzkiej pasji.
Byłem właśnie w Trzciance, niedaleko od Piły. Miasto świętuje, bo mają pierwszego w swojej historii, a bodaj całego powiatu czarnkowsko-trzcianeckiego, olimpijczyka.
Został nim kajakarz Jakub Stepun. A ja rozmawiam z prezesem miejscowego klubu Lubuszanin Łukaszem Salamandrą. Pasjonat, jakich wielu w amatorskim czy półamatorskim sporcie w naszym kraju. Dzięki takim ludziom piramida polskiego sportu wyczynowego ma solidną podstawę. Gdy słyszymy o sukcesach na igrzyskach, mundialach czy mistrzostwach Europy, pamiętajmy o małych klubach wychowujących tysiące sportowców, którzy najczęściej już w barwach wielkich aglomeracji wygrywają dla Polski wszystko, co najważniejsze.
