Wielka armada Grety Thunberg. "Posypały się upokorzenia"
Wielka armada Grety Thunberg. "Wzniecanie antyżydowskich kampanii przyniesie jej więcej sławy i sukcesów, niźli przyklejanie się do autostrad"

Stawiam dolary przeciw orzechom, że ani Greta, ani nikt z jej towarzyszy nie zaryzykowałby eskapady przez Morze Czarne na okupowany Krym po to, by zaprotestować przeciw moskiewskim zbrodniom na Ukrainie.
Dla wszystkich uczestników eskapady przez Morze Śródziemne było jasne, że z pewnością nie dostaną się do zablokowanej Strefy Gazy i zostaną aresztowani. Na to właśnie liczyli.
Liczna morska eskapada do Strefy Gazy właśnie skończyła się happy endem dla jej uczestników, którzy dumni powracają do Europy, aby organizować triumfalne konferencje prasowe. Taki finał wyprawy był zresztą od samego początku zamierzony przez jej dowódców ze słynną Gretą Thunberg na czele, która jakiś czas temu doszła do praktycznego wniosku, iż wzniecanie antyżydowskich kampanii przyniesie jej więcej sławy i sukcesów, niźli ustawiczne przyklejanie się do autostrad z powodu nadmiaru dwutlenku węgla w ziemskiej atmosferze. W końcu przecież wszyscy spośród blisko 500 lewicowych skrajniowców, którzy wzięli udział w tej eskapadzie, jakby zaciekle nie piętnowali faszystowskiego państwa żydowskiego, to jednak głęboko wierzyli, iż Izrael to jedyny po tamtej stronie Morza Śródziemnego kraj liberalnej demokracji. Czyli wymarzony cel dla protestacyjnej „wielkiej armady” Grety Thunberg.
