W imię demokracji europejskiej
W imię demokracji europejskiej. Czy dziwimy się, że taka forma „demokracji” jest dla liderów UE „nadrzędnym interesem”?

Decyzje, które kształtują losy kontynentu, zapadają w ciszy brukselskich gabinetów, w porozumieniach między Berlinem a Paryżem.
„Każdy, kto w celu przywrócenia demokracji i praworządności, kierując się nadrzędnym interesem demokracji europejskiej, dokonał w okresie po 15 października 2023 r. działań mogących być uznanymi za niezgodne z polskim prawem, nie podlega karze” – tak najprawdopodobniej wyglądał główny artykuł ustawy abolicyjnej, pierwszej z tych, które miał podpisać Rafał Trzaskowski jako nowy prezydent. Okazało się, że był nim zbyt krótko, projekt wylądował w śmietniku, a wart jest zachowania jako dokument zarówno mentalności rządzących w Polsce, jak i egzemplifikacja podstawowego dziś politycznego konfliktu dzielącego Zachód.
Ekipa Tuska zdawała sobie sprawę, że łamała prawo. Nawet gdyby nie miała o nim najmniejszego pojęcia, przypominali o tym niezależni prawnicy, a prezes Trybunału Konstytucyjnego złożył do prokuratury zawiadomienie o zamachu stanu, którego dokonuje obecna władza.
