„Uruchomiliśmy wsparcie dla przemysłu” – ogłasza Tusk„Uruchomiliśmy wsparcie dla przemysłu” – ogłasza Tusk. Na razie działa komunikat. "Polski zakład płaci wyraźnie więcej niż niemiecki"

Rząd ogłosił wsparcie dla przemysłu energochłonnego. Słowo „uruchamiamy” zostało wypowiedziane pewnym tonem. Na razie uruchomiono komunikat. Ustawa ma trafić pod obrady dopiero w trzecim kwartale 2026 r., pieniądze mają ruszyć od 2027 r.
W tym czasie Niemcy będą już rozliczać własny program. Inne stolice regionu też nie czekały, aż Warszawa skończy rozmyślać. Komisja zdążyła im przytaknąć. U nas sukces polega na tym, że dokument w ogóle istnieje.
Według rządu ma to być przełom. Przemysł ma inne zdanie. Realna ulga ma się zamknąć w kilkudziesięciu złotych za megawatogodzinę, i to na krótko. Tyle zostaje z wielkiej opowieści o silnym przemyśle po przejściu przez unijną maszynkę. Ramy pomocy z czerwca 2025 r. działają jak kaganiec. Wolno obciąć najwyżej połowę średniej ceny hurtowej. Wolno objąć najwyżej połowę zużycia. Cena po dopłacie nie zejdzie poniżej 50 euro. Państwo nie daje taniego prądu – państwo daje zgodę Brukseli na to, by prąd był trochę mniej drogi. I to z opóźnieniem.
Reszta warunków brzmi jak instrukcja cudzego interesu. Połowa pomocy wraca w inwestycje transformacyjne. Odnawialne źródła. Elektryfikacja. Magazyny. Najpierw dekarbonizacja, potem ewentualnie huta. Cel jest czytelny. Katalog wydatków i inwestycji układa kto inny. Rząd sprzedaje to jako tarczę, która ma dziury wycięte nad Sekwaną i podane w Warszawie jako własne osiągnięcie.
