Upały, blackouty i brukselskie mrzonkiUpały, blackouty i brukselskie mrzonki. "Niestabilne OZE nie ratują sytuacji – one ją pogarszają"

Lato 2026 r. bezlitośnie pokazało, co naprawdę liczy się w energetyce. Nie hasła ratowania klimatu, lecz rezerwa mocy, stabilne bloki i skuteczne chłodzenie. Gdy temperatura przekraczała 40 st. Celsjusza, a Wisła i Dunaj oraz inne rzeki wysychały, systemy w Europie zaczęły trzeszczeć. W Polsce – lokalne awarie, ograniczenia w pracy elektrowni węglowych, redukcja farm fotowoltaicznych, by sieć nie padła.
We Francji zmniejszano moc atomu, bo rzeki były zbyt ciepłe. Na Węgrzech elektrownia Paks pracowała na minimum. W Bretanii tysiące domów zostało bez prądu po przegrzaniu systemu. To nie wypadek – to skutek polityki, która od lat stawia na bezskuteczną walkę z klimatem ponad dostosowanie do jego zmian.
Klimat się zmienia. Nie mamy na to realnego wpływu. Globalne emisje rosną niezależnie od europejskich wysiłków, a Polska odpowiada za ułamek ich procenta. Tymczasem Bruksela i rząd Donalda Tuska uparcie trwają przy ideologii, która podnosi koszty i osłabia system. Zamiast budować odporność – dyspozycyjne moce chłodzone obiegiem zamkniętym, solidne sieci, atom i magazyny – mnożą regulacje, które uzależniają nas od kaprysów pogody. W tej sprawie rząd Tuska nie tylko nie broni polskich interesów – on je aktywnie osłabia. 14 lipca Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii. Więcej wsparcia dla OZE, ułatwienia dla prosumentów, kolejne aukcje. Wszystko po to, by przyspieszyć „transformację”, czyli dalsze obciążanie systemu niestabilnymi źródłami. Sejm doprecyzował zasady przyłączania do sieci. Trwają prace nad przywróceniem obliga giełdowego. Jednocześnie skończył się program obniżek na paliwa, wróciły pełne stawki, a na horyzoncie majaczy stałe obciążenie branży rafineryjnej i gazowej.
